Gdzie zjeść w Łodzi: Karczma u Chochoła wakacje 2020

Gdzie zjeść w Łodzi: Karczma u Chochoła wakacje 2020

Lada dzień kończę 35 lat. Pamięć powoli już nie ta, więc nim wszystko, co wydarzyło się w czasie naszego ostatniego wyjazdu ulotni się z mojej głowy, pozwólcie, że pospamuję jeszcze trochę tym, co fajnego nam się przydarzyło i podpowiem Wam fajne miejscówki, które odkryliśmy na trasie.




Dziś, jak już wspomniałam w tytule, zabiorę Was na obiad do Łodzi. Od razu uprzedzę pytania - słabo nam wyszło zwiedzanie miasta, więc następnym razem na pewno na tym się skupimy. Zasadniczo nie dotarliśmy nawet do znanej Piotrkowskiej - czyli deptaku. Przeszliśmy się kawałek i zatrzymaliśmy na obiedzie, po czym czmychnęliśmy do naszej bazy noclegowej, o której szerzej mówiłam już na Instagramie, a tu opiszę ją za jakiś czas. 

Obiad bez pizzy


Podróżując z trójką dzieci trzeba liczyć się z tym, że młodsze pokolenie zapragnie żywić się głównie pizzą, ewentualnie frytkami. W naszym przypadku znalezienie lokalu, w którym wszyscy napełnią swoje brzuchy satysfakcjonującą strawą, to nielada wyzwanie. Każdy je co innego, ten nie je mięsa, ten nie je warzyw, tamten musi mieć kompocik... W domu, co pisałam już nie raz, często gotuję dwa trzy różne obiady po to, żeby każdy jednak coś w miarę zdrowego przyjął. W Łodzi weszliśmy najpierw do jakiegoś zagłębia food trucków, ale tam powitały nas pizzerie, które odrzuciliśmy na wstępie, bary sałatkowe, niektórzy nie jedzą warzyw, vege bary, nie ma szans 2/3 przypadki i burgery - wegetarianin nie ruszy. Ruszyliśmy więc w poszukiwaniu "kuchni domowej"

Karczma u Chochoła


Miejsce dokładnie takie, jak sugeruje nazwa, drewniane stoły i ławy, białe (udające bielone) ściany z wyraźną strukturą, która udaje lepiankę. Klimatyzacja, jak na miejsce w tym klimacie wystrój raczej minimalistyczny, bo na ścianach kilka zabytkowych cepów do młócenia zboża.Panie kelnerki uśmiechnięte, zamaskowane, jak standardy pandemiczne mówią, w białych koszulach. Zamówiliśmy każdemu co lubi:

Jadłospis stada


Zet: rosół i frytki (nie uciekniesz przed wszystkim)
Ted: schabowy z frytkami
Michał: żurek, surówki i frytki
Ja plus Kazik: kopytka, polędwiczki w sosie cebulowo-śmietanowym, bukiet surówek i dodatkowo frytki
Do tego dzbanek kompotu

Szybka ocena  poszczególnych dań


Czekadełko, zanim dostaliśmy nasze dania podano nam czekadełko w postaci chleba, który wyglądał na chrupiący - niestety taki nie był, za to w komplecie z bardzo poprawną pastą twarogową i smalcem ze skwarkami, jedno i drugie smaczne, choć soli nie widziało, na szczęście, to można doprawić samemu.

Rosół był smaczny podany z gotowym makaronem (w sensie nie były to domowe kluchy) i natką pietruszki. Fajnie, bo makaron nie był rozgotowany, natka świeżo pokrojona, zupa dobrze doprawiona, z wyraźnym drobiowym posmakiem. Jakbym się miała przyczepić, to ja lubię, jak w rosole jest też kawałek wołowiny, albo kaczki, mam wrażenie, że jest wtedy bardziej szlachetny, no i niestety był mętny, jakby ktoś zapomniał sklarować go przypalaną cebulą. Nie było w nim na szczęście pływających fragmentów ściętego białka, które u Zeta zupełnie dyskwalifikują rosół. Najpewniej przelano go przez sito.

Żurek na szczęście nie z torebki, tylko na zakwasie, porządnie kwaśny i pieprzny, wyraźnie czuć było posmak wędzonki i warzyw, więc raczej powstał na bulionie, kiełbasa biała w środku dobrej jakości, kupiona jako surowa i ugotowana w zupie, ziemniaki miękkie i pokrojone w kawałki odpowiedniej wielkości, jajko niestety marketowe, co wyraźnie czuć, ale generalnie zupa na plus.

Kotlet schabowy ogromny, wręcz zaskakujący, dobrze usmażony, kruchy i soczysty, panierka była złota i dobrze przylegała do mięsa. Nie udało mi się rozszyfrować na czym smażony, ale tak na 75% na smalcu - czyli zgodnie ze staropolską sztuką. Co ciekawe we frytkach i to dosłownie we wszystkich porcjach wyraźnie było czuć posmak masła, czyżby w Karczmie zaszaleli i smażyli je na maśle klarowanym? A może to celowo dodany aromat? 

Polędwiczki trochę za długo gotowane, a sos zrobiłabym ciut gęściejszy i dodała nieco więcej pieprzu, ale prawda jest taka, że i cebulę delikatną, uduszoną w owym sosie było wyraźnie czuć, jak i śmietanę, raczej 18% niż 30%, jak zrobiłabym to ja, ale może i lepiej, bo przynajmniej nie było bardzo tłusto. Mam wątpliwości, czy mięso gotowało się w tym sosie, czy dostało do niego dodane na koniec. Kopytka z pewnością zostały przygotowane tuż przed podaniem, bo były jędrne i wilgotne. Ale było ich...5 sztuk. Dużych, ale pięć, a kosztowały tyle co ogromna porcja frytek...

Surówki smaczne, soczyste, w marchewce oprócz jabłka było coś czego nie mogłam nazwać, może odrobina gruszki? W każdym razie fajny zaskakujący epizod smakowy.

Obsługa


Tu się trochę przyczepię, bo Panie, choć bardzo sympatyczne i skrupulatnie zanotowały co dla kogo, to trochę dały ciała z serwisem. Po pierwsze, wszyscy już jedli, a ja patrzyłam, swoje danie dostałam dopiero, jak chłopaki skończyli zupę, a Teodor był w połowie kotleta. Znaczy pierwszą część, bo podano mi mięso z sosem i surówki, a kopytka dostała za kolejnych 10 minut, kiedy mięso i sos już wystygły. Rozumiem takie wtopy, kiedy w restauracji jest pełne obłożenie, ale nie, kiedy rodzina z dziećmi jest jedynymi gośćmi, dobra były jeszcze dwie osoby, ale tylko piły piwo i jadły frytki, które, choć zjawili się znacznie później niż my, dostali zanim ja otrzymałam swoje zamówienie. To trochę popsuło klimat, zwłaszcza, że chłopaki musieli czekać przy pustych talerzach aż ja i Kazik zjemy nasze zamówienie.

Ocena


Za smaki i szeroki wybór tradycyjnych potraw dałabym 4,5/6 punktów. Było poprawnie, momentami zaskakująco dobrze, a momentami, jak z tym jajkiem słabej jakości. Za cały posiłek zapłaciliśmy 138 zł. Miejsce generalnie warte odwiedzenia, choć ma co nieco do poprawki. Ach no i żałuję, że nie wzięłam telefonu do łazienki, żeby zrobić zdjęcia, bo łazienki nie dość, że czyste, to jeszcze naprawdę piękne.






Czym zajmuje się pektyna i co zrobić gdy sensei złamie nogę. Wakacyjne lektury

Czym zajmuje się pektyna i co zrobić gdy sensei złamie nogę. Wakacyjne lektury

Obiecuje, że będzie krótko, zwięźle i na temat, bo ostatnio, to różnie mi wychodziło ;) Dzisiaj mam dla was polecajkę czterech książek, tak różnych, że pewnie nie powinny się znaleźć w jednym poście, ale ponieważ trochę się znamy, to wiecie, że akurat w mieszanie jestem niezła ;)



Książki trafiły do nas dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nasza Księgarnia, bardzo lubię ich publikacje, zwykle jestem w stanie wybrać coś dla każdego z moich synów.

"Tylko bez całowania" Grzegorz Kasdepke


Książka trafiła do nas z prostej przyczyny - z założenie opowiada o emocjach i tym, jak sobie z nimi radzić, więc w sposób oczywisty była zamówiona z myślą o Zygmuncie. Ale spokojnie może trafić też w ręce przedszkolaka. Kasdepke niezmiennie bawi, ale w mądry i przemyślany sposób. Tym razem zabiera nas do przedszkola, gdzie pani Miłka będzie uczyła dzieci o emocjach, z którymi na co dzień muszą się mierzyć. Tęsknota, wstyd, poczucie krzywdy, to tylko kilka z emocji, które każdego dnia nas dotykają, a często zapominamy, że odczuwają je też nasze dzieci. Autor zabawnymi historyjkami nawiązuje do każdej z nich, dodatkowo po opowiadaniu obszernie opowiada o tym, jak się czujemy gdy... Język, którym się posługuje jest przystępny i pozwala nawet najmłodszym dzieciom wyobrazić sobie sytuacje, w których możemy się np. zawstydzić. Dodatkowo znajdziemy tu podpowiedź dla małego czytelnika, jak rozpoznać daną emocję u innych i jak pomóc im sobie z nią poradzić. Rodzice natomiast dostaną proste ćwiczenie, dzięki któremu zobaczą, jak łatwo rozmawiać z dziećmi o emocjach. Bardzo dobra, warta uwagi książka. Koniecznie powinniście do niej zajrzeć. O innych tytułach autora pisałam np. TUTAJ.









"Hej, Jędrek!" Rafał Skarżyński, Tomasz Lew Leśniak

Znowu pod górkę?


Zet mówi, że ta książka jest idealna na wakacje, choć w tym roku granica się zatarła, a nasze wakacyjne wojaże w tym roku są już w większości za nami, to okazuje się, że może być jeszcze gorzej. Jędrek jedzie na obóz karate, niestety tam klapa goni klapę. Sensei na samym początku łamie nogę, a zamiast hotelu obozowicze nocują w stodole. Wydawałoby się, że już gorzej być nie może, ale to dopiero początek! Równie zabawna, jak "Dziennik cwaniaczka" książka o chłopcu takim jak inni, który ma przygody rodem z najlepszych hollywoodzkich produkcji, rozbawi każdego "świeżego" nastolatka i każdego zabierze w piękną podróż samodzielnego czytania. Genialna forma dla dzieci w tym wieku czyli połączenie książki tradycyjnej z komiksem, ilustrowania prostymi zabawnymi rysunkami, nie pozwala się odłożyć, aż do ostatniej strony!








"Gry i zabawy dla dzieci" Małgorzata Cieślak


Tym razem mamy do czynienie z literaturą dla rodziców. Książka jest poradnikiem zawierających prawdziwą kopalnię kreatywnych zabaw z dzieckiem już od pierwszego miesiąca życia. Większość z propozycji autorki nie jest jakoś szczególnie odkrywcza, ale za to żeby to wszystko spamiętać... Wiecie jak to jest, zapominamy o najprostszych rozrywkach, które często są najlepszymi zabawami, bo wcale nie trzeba zabawek za miliony monet, żeby z dzieckiem bawić się w rzeczy, które nie tylko je zajmą, ale też rozwiną jego wyobraźnie. Autorka zadała sobie sporo trudu i nie tylko zebrała wszystkie te zajęcia "do kupy", ale też podzieliła je na kategorie. Najpierw mamy zabawy na każdy z 12 pierwszych miesięcy życia dziecka, potem na drugi rok, powyżej trzeciego roku, umilacze urodzinowe, również dla starszych dzieci, do tego pomysły na zajęcie dziecka w samochodzie, na plaży w lesie, ale też w kąpieli, zabawy tematyczne na halloween, andrzejki, pomysły na wspólne prace plastyczne, np. na święta, ale też liczne pomysły na rodzinne pogaduchy, które świetnie się sprawdzą np. w długie jesienne wieczory.  Choć początkowo byłam sceptycznie do tej książki, to po lekturze jestem przekonana, że jeszcze nie raz do niej wrócimy, bo warto po nią sięgnąć nawet ze starszakami.









"Przekroje owoce i warzywa" Agnieszka Sowińska


Pięknie wydana książka o tym, co piszczy w owocach i warzywach, a właściwie, co sprawia, że naprawdę warto je jeść. Nie ma tu wiele czytania, ale książka otwiera wiele możliwości. Na pierwszej rozkładówce znajdziecie bardzo uczłowieczone składniki odżywcze. Dowiecie się, że magnez to urodzony optymista, a pektyna największy pracuś. Na kolejnych stronach już nie poczytacie, ale znajdziecie wszysytkie te składniki, które zamieszkują konkretne warzywa i owoce w akcji, czyli wypełniające zadania, które natura im przydzieliła. Fajna pozycja dla młodszych dzieci, którym personifikacja może pomóc zaprzyjaźnić się z kapustą czy bakłażanem.






Klikając w konkretne tytuły, przeniesiecie się na stronę wydawcy.
Drugim Okiem - Nikt Nam nie wmówi, że białe jest białe, a czarne jest czarne!

Drugim Okiem - Nikt Nam nie wmówi, że białe jest białe, a czarne jest czarne!

Czerwiec na tle pierwszych miesięcy tego roku wydawał się z początku jakiś taki spokojny, wręcz leniwy bym powiedział ale nie, niestety nie. Więc lećmy przez ten równie dziwny jak 2020 do tej pory miesiąc:


fot. pixabay

Film vs. film


Zaczęło się jak na poprzednie miesiące patrząc delikatnie bo stłuczką kinematograficzną w Polsce, bracia Sekielscy pokazali ważny i trudny film o pedofilii w kościele,a Sylwester Latkowski tak jakby chcąc odbić piłeczkę wypuścił (bo mam wrażenie, że trzymał go w oczekiwaniu) film o celebrytach bywających w Zatoce Sztuki i przestępstwach jakie tam popełniano. Różnica jest taka, że u Sekielskich są fakty, a u Latkowskiego domysły i tak naprawdę więcej powiedział podczas debaty, którą zorganizowało TVP po filmie niż w samym filmie, a to już chyba wyjaśnia wszystko.


Miliony, których nie było 


Kylie Jenner nie jest miliarderką!!! Ta Pani to celebryta totalny z rodziny, która blichtr i brokat mają we krwi i jak nikt na świecie potrafią zarabiać na własnej popularności, która bierze się z blichtru i brokatu, który ich otacza. Ale gdzie news? Otóż Kylie Jenner w wieku 21 lat została ogłoszona przez Forbes'a najmłodszą miliarderką świata, która wszystko zawdzięcza sobie. No cóż okazało się, że nie. Dalej jest obrzydliwie bogata ale według Forbes'a tak Forbes przyznał, że dał się zrobić w konia świadomie manipulowała wartością swojej marki. Piszę to bo szkoda mi tych wszystkich milionów (miliardów?) jej fanów, którzy widzą fasadę,a nie widzą zaplecza.

Ale kosmos


Z fajniejszych rzeczy: Elon Musk wysłał prywatnie (pierwszy raz w historii) astronautów na stację kosmiczną ISS.  Przy okazji zrobił to jako pierwszy od 10 lat z terenu USA i dlatego piszemy astronautów, a nie kosmonautów jak to ma miejsce gdy startujemy z Rosji. Zimna wojna zostawia głębokie blizny.

Śliska sprawa


Czerwiec stanął też na wysokości zadania, jeśli chodzi o bycie miesiącem grozy, byliśmy świadkami największej katastrofy ekologicznej na Syberii. 21 tysięcy ton oleju napędowego wylało się ze zbiorników elektrociepłowni w Norylsku. Norylsk to takie miłe miejsce do życia za kręgiem polarnym. Według Rosjan do katastrofy doszło przez globalne ocieplenie, które powoduje osiadanie fundamentów budynków postawionych na wiecznej zmarzlinie. Nie ma to jak 2020 - rok zagłady.

Royal baby


Małgosia Rozenek urodziła, było medialnie, godnie i odważnie. Gratuluje

Dokąd to zmierza


Drugie mega wydarzenie czerwca, amerykański policjant i jego koledzy spaprali interwencję w wyniku czego zginął człowiek. To tragiczne wydarzenie spowodowało wyładowanie całej masy ludzkich frustracji w wyniku czego w zamieszkach w większości krajów na świecie wielu ludzi traciło majątki, zdrowie ,a czasem życie. Część amerykańskich policjantów zaczęła przepraszać za to ludzi i klękać przed nimi, co z kolei spowodowało odejście z pracy wielu policjantów, którzy się na to nie godzili. A na koniec cywile z bronią zaczęli bronić sami swoich majątków i pomników, na których im zależy. Doszło do takich paradoksów, że za burdę po hasłem "czarne życia mają znaczenie" policja przeprasza, a za hasło "białe życia mają znaczenie" wylatuje się z roboty. Masakra

Mokro


27 czerwca w województwie Podkarpackim powódź błyskawiczna, czyli pędzące dwa metry wody porwały wóz strażacki z ewakuowaną rodziną w środku. Było to zwieńczenie wielu podtopień jakie były skutkiem ulewnych deszczy i podobno złego przygotowania kraju do nich. Ciekawe czy program Oczko wodne+ coś pomoże czy to tylko pudrowanie trupa.

Trudne sprawy


Jak śpiewał filozof Jagger znajdujemy się między skałą, a czymś twardym pewnie jakby znał polski to powiedziałby, że między młotem i kowadłem. Na koniec czerwca mieliśmy pierwszą turę wyborów w Polsce, wydarzenie bardzo ważne, a jednak oglądając to co się dzieje w mediach i co pada z ust polityków mam wrażenie, że oglądam ponurą wersję Monty Python'a i mam wrażenie, że nikomu z tych ludzi nie zależy na społeczeństwie i kraju, a tylko na pokonaniu przeciwników. Po wynikach pierwszej tury z ubolewaniem stwierdzam, że dalej trwamy w kleszczach PO i PiS i nic się w tym względzie nie zmieniło. Może za następne 20 lat?

Najlepszą wiadomością czerwca jest to, że z jego końcem udało Nam się dobrnąć do połowy 2020. I śmieszno i straszno. Bywajcie!
Ciąża, poród, połóg - jak to NAPRAWDĘ wygląda? Cz. 3 połóg

Ciąża, poród, połóg - jak to NAPRAWDĘ wygląda? Cz. 3 połóg

O ludzie kochani, ileż mi zeszło, żeby dojść do tego połogu, ale już jestem. Niby wiadomo, że jak już wyszło dziecko, to jeszcze potrzebujemy czasu, żeby wrócić do formy, ale wiedza sobie, a wyobrażenia sobie. Dlatego pozwólcie, że zdradzę Wam parę mniej przyjemnych sekretów z pierwszych tygodni po porodzie.

fot. Pixabay


Oczywiście jesteśmy gotowe na to, że po porodzie będziemy krwawić z dróg rodnych, pouczone w szkołach rodzenia kupujemy wkładki, siatkowe majtki (chociaż i tak najczęściej zamiast siatkowych młode matki mają fizelinowe, a to nie jest to samo!)  i spodziewamy się najczęściej trochę dłuższej miesiączki. A tym czasem... (Zaznaczam, że tekst piszę wyłącznie na podstawie własnych doświadczeń, uśrednionych z trzech porodów.)


Tuż po porodzie


Kiedy już zakończyła się akcja porodowa, pierwszym razem, sądziłam, że dostałam krwotoku. Bo pierwsze skurcze macicy, która próbuje wrócić do normalnych rozmiarów są dość mocne. Uprzedzam, dalej też może być obrzydliwie. W każdym razie w czasie pierwszej doby po porodzie z wielką radością wyrzucałam nie tylko wkładkę, ale też bieliznę jednorazową. Potem ilość wydzieliny drastycznie spada i porównałabym ją do bardzo obfitej miesiączki. 

Dziwne nastroje


Jakoś koło drugiej doby po porodzie robiłam się strasznie płaczliwa, nie byłam w stanie tego opanować.To jakiś kosmiczny koktajl hormonalny, który sprawia, że wszystko doprowadza Cię do łez. Bo salowa starła kurz z podłogi, pielęgniarka pomogła przewinąć dziecko, bo dziecko płakało w kąpieli, bo Stary przyniósł ulubiony batonik, wszystko nagle staje się takie wzruszające, a Ty robisz się taka krucha... Przy kolejnych dzieciach beczysz, bo chcesz do tych starszych. Wariactwo. Ale mija. Tak samo jak bezsilność, kiedy ten mały człowiek płacze, Ty do niego mówisz, a on dalej płacze, a Ty boisz się go położyć i pójść po położną, bo co sobie pomyśli, przecież to Ty jesteś matką, powinnaś... A Gucio powinnaś, masz prawo nie wiedzieć, masz prawo pytać, masz prawo prosić o pomoc. Te emocje są normalne, przytrafiają się większości kobiet po porodzie i masz prawo je przeżywać, m.in. po to trzymają Cię dwie doby po porodzie w szpitalu, żeby Cię wesprzeć, pokazać, nauczyć. Więc nie bój się. Dasz radę, ta bezsilność minie, a Ty jeśli potrzebujesz pomocy, to o nią proś.

Figura instant


Dziecko wyszło, wyszły wody, łożysko, więc czemu na boga nie masz wymiarów 90-60-90? Bo na to trzeba czasu! Po pierwsze zaraz po porodzie masz w środku ranę, jesteś opuchnięta, macica jest rozciągnięta, skóra jest rozciągnięta. To normalne. Potrzeba czasu, nie daj sobie wmówić, że dwa tygodnie po porodzie masz wyglądać jak Miss Polonia. Jedna kobieta wraca do formy szybciej, inna wolniej, bywa i tak, że waga szybko spada, a nadal nie wchodzisz w te rurki sprzed ciąży. Pamiętaj, że w ciąży rozszerzają się biodra, żeby dziecko mogło wyjść i zachodzi mnóstwo innych procesów, niektóre nieodwracalne, np Twoje piersi już nigdy nie będą piersiami sprzed dziecka. Nie katuj się dietą na to przyjdzie czas. Połóg to czas na regenerację organizmu, tak naprawdę wiele kobiet w czasie karmienia piersią potrzebuje więcej kalorii niż w czasie ciąży. Produkcja mleka to spore wyzwanie dla organizmu. 

Co możesz zrobić?


Chodzić na spacery z dzieckiem, karmić piersią i dużo przytulać. Karmienie piersią to porządny porzeracz kalorii, leżącemu w wózku berbeciowi zwykle nie zależy na powolnym spacerku, więc spokojnie możesz żwawo maszerować, bujany w wózku maluch będzie spokojniejszy, a Ty masz szansę odnaleźć zaginione mięśnie i spalić trochę tłuszczyku, ale nie forsuj się, słuchaj swojego ciała, daruj sobie brzuszki i inne takie. W połogu lepiej nie szaleć, zwłaszcza, jeśli dziewięć miesięcy skupiałaś się na leżakowaniu. Jedz zdrowo, rozsądnie i regularnie. Powinniśmy tak cały czas, ale różnie z tym bywa. A tym czasem nie tylko potrzebujesz porządnego zdrowego jedzenia do produkcji mleka, ale też do powrotu do formy i co najważniejsze, jak pół dnia nie jesz a potem się rzucasz na jedzenie to skoki insuliny znacznie pogarszają Twoją kondycję psychiczną. 

Nie mam kiedy jeść, nie mam kiedy spać.


Zwykle tu pada znamienne "Śpij, kiedy dziecko śpi". Przy pierwszym można, jeśli masz kogoś do pomocy, kto przygotuje Ci posiłki. Prawda jest taka, że osobiście z każdym z moich synów spędziłam 2-3 miesiące non-stop przy cycu. Przy pierwszym pomieszkiwaliśmy u mamy, więc ona gotowała, prała, a jak szłam się wykąpać trzymała drące się niemowlę na rękach. Przy kolejnej dwójce, aż tak różowo nie było, Michał wziął trochę urlopu, na kilka dni przyjechała mama, w końcu jednak musiałam zostać z nimi sama. Jedzenie często robiliśmy na zapas jeszcze w ciąży, wystarczyło wyjąć z zamrażarki i podgrzać, Michał ogarniał zakupy, pranie wstawiałam jedną ręką, wieszałam, jak się dało, a jak się nie dało, to Michał wieszał, jak wrócił. Bałagan w domu się zdarzał częściej niż porządek. Przeżyliśmy. To moja, serio po trzech miesiącach jest znacznie łatwiej, nawet kolki kiedyś miną. Daj sobie pomóc i ciesz się macierzyństwem, bo te pierwsze dni nie wrócą, żeby przeżyć je jeszcze raz. 

Jeżeli dziadkowie, mąż, siostra, przyjaciele chcą zabrać dziecko na spacer - pozwól im. Nic mu nie będzie, nie musisz mieć go non-stop na oku. Kiedy drzwi się zamkną, nie rzucaj się do sprzątania, wykąp się zdrzemnij, ułóż włosy. Poczuj się sobą. To normalne, że czujesz się bezradna, bezsilna. Wielką rolą otoczenia jest wspieranie młodej matki, nie będę się tu rozpisywać, bo taki tekst już kiedyś był. O TUTAJ: PO PORODZIE MASZ PRAWO DO ŁAGODNOŚCI

W tej serii natomiast pisałam o:


A i jeszcze bonus dla tych co dotrwali do końca. Jedną z najbardziej przerażających rzeczy po porodzie jest pierwsza kupa. Nie dziecka, Twoja. To budzi strach i lęk i niepokój i co tam jeszcze chcesz, ale trzeba sobie na nią pozwolić, bo im dłużej się boisz o szwy, tym gorzej będzie. Kolejne już idą z górki. Szwy z krocza zwykle wypadają same, wystarczy się regularnie (w miarę możliwości po każdej wizycie w toalecie) podmywać ciepłą wodą z delikatnym środkiem myjącym.
Warto odwiedzić: Farma Iluzji (dużo zdjęć)

Warto odwiedzić: Farma Iluzji (dużo zdjęć)

Wiele razy słyszałam o tym, jak fajnym miejscem jest Farma Iluzji. Wszyscy opowiadali, że to takie miejsce, do którego TRZEBA jechać z dziećmi. Pierwszy raz wybraliśmy się tam dwa lata temu. Weszliśmy, rozejrzeliśmy się i chłopcy stwierdzili, że zaczynają od basenu. Poszliśmy więc do Strefy Ochłody, potem na obiad i... złapała nas burza. Ale taka, że jak w końcu przestało padać, to ścieżkami płynęła woda i większość atrakcji była niedostępna. Wróciliśmy więc do domu.



Drugie podejście do Farmy Iluzji zrobiliśmy dokładnie tydzień temu. Ty razem zarządziłam, że Strefa Ochłody zostaje na koniec, tak na wszelki wypadek... Wybraliśmy się w środku tygodnia, żeby uniknąć tłumów i to była dobra decyzja, bo faktycznie w Farmie nie było wiele ludzi, a co za tym idzie udało nam się uniknąć kolejek do atrakcji.

Jak tam jest


Po pierwsze z centrum Warszawy jedzie się tam około dwóch godzin, na miejscu czeka na Was duży bezpłatny parking, na którym spokojnie znajdziecie miejsce nawet w weekend. Bilety najlepiej kupić wcześniej przez internet, wtedy odpada Wam jedna kolejka, do kasy. Na wejściu zostaniecie poinformowani o obowiązku noszenia maseczek we wszystkich obiektach "pod dachem", poza restauracjami. Na każdym kroku stoją pojemniki z płynem do odkażania rąk, a pracownicy w kółko odkażają dotykane przez gości powierzchnie.

fot. www.farmailuzji.pl

Iluzje


Jak sugeruje nazwa tego Parku Rozrywki, znajdziecie ich tu sporo. Już na wstępie odwiedzający zobaczą duży przechylony dom, który z zewnątrz sprawia wrażenie unoszonego przez balony, a we wnętrzu nasz błędnik szaleje. Ciężko zachować tu równowagę, pochylona podłoga, choć kąt nie jest duży utrudnia przemieszczanie się, zwłaszcza, że nasz mózg sugerując się obrazami czuje się oszukany, że wszystko jest jak trzeba, tylko nogi się zepsuły. Niezła zabawa. Co ciekawe, najlepiej radził sobie w nim Kazik, młodsze dzieci nie mają jeszcze do końca ustabilizowanego błędnika, to dzięki temu mogą kręcić się bez końca na karuzeli, kiedy dorosłym robi się niedobrze. Ale to nie jedyna iluzja. To właśnie na Farmie Iluzji można zrobić sobie zdjęcie z własną głową na talerzu, odbić na ścianie swój cień, posiedzieć w domu, który obraca się o 360 stopni, czy przenieść się do tajnej kopalni złota, gdzie czeka na Was najprawdziwszy duch! Iluzji bazujących na prawach fizyki jest naprawdę dużo i nie chcę opisywać wszystkich, żeby nie psuć Wam zabawy, bo nawet dorośli będą przyjemnie zaczarowani.




A skoro mówimy o czarach...


Warto ustawić sobie przypomnienie w telefonie i wybrać się na pokaz iluzjonisty o 14:00. Maciej Pęda to najprawdziwszy czarodziej i nie chodzi nawet o sztuczki, które prezentuje, choć przyznaje, że niektórych nie dopatrzyłam się, jak powstają, ale ten człowiek porywa publiczność w każdym wieku. Żartuje, angażuje, wywołuje efekt wow i nawet jak nie każe akurat klaskać, to ma się na to ochotę. ;) Również po występie - bardzo fajny człowiek. Znajdziecie go na Instagramie @sztukamagii






Trochę zabawy


W ramach ceny biletu możecie korzystać ze wszystkich atrakcji na terenie obiektu. Mówiąc krótko, na kolejce górskiej byliśmy trzy razy, na karuzeli z konikami 4, na kaczuszkach 2, itd... Do tego dochodzą jeszcze trampoliny, dmuchańce, place zabaw, itp. Rozrywek nie brakuje ani dla  dwulatka, ani dla dziesięciolatka. Znajdzie się też dom strachów, rezerwat smoków, gdzie można również postrzelać do nich z łuku. 












Czas coś zjeść


Na terenie Farmy Iluzji znajdziecie kilka punktów gastronomicznych, w tym świeżo otwartą pizzerie, która serwuje chyba cztery rodzaje pizzy, ale za to zacnej, więc miłośnicy włoskiego przysmaku będą zadowoleni, dwa lata temu testowaliśmy zupę pomidorową i dania z grilla w głównej restauracji, też jak najbardziej poprawne. Do tego są lody, churossy, 100% burgery, hot dogi, frytki, kuchnia polowa, food truck, bar kowbojski z kurczakami i Tropicana serwująca gofry, naleśniki i świeżo wyciskane soki. Można też poprosić obsługę o rozpalenie ogniska, żeby samodzielnie upiec kiełbaski. Restauracje i bary są rozrzucone po całym parku i nie ma możliwości, żeby być tam głodnym. 





I ochłoda


Tu musicie uwierzyć mi na słowo, bo w tym roku do basenów nie dotarliśmy, więc nie mam zdjęć. Dwa lata temu wygrzewałam się z Kazikiem na plaży, a Michał ze starszakami szalał w płytkim, ale ogromnym dmuchanym basenie ze zjeżdżalniami. Są przebieralnie, więc spokojnie można się schłodzić w trakcie zwiedzania. Nie ma też problemu z wyjściem, żeby zostawić mokre rzeczy w aucie. 

Ocena


Jeśli zastanawiacie się, czy warto odwiedzić Farmę Iluzji, to zdecydowanie tak. Niezależnie od tego czy masz kilka, czy kilkanaście, czy trochę więcej lat będziesz się tam tam bawić. W szczycie sezonu, w weekend, warto rozważyć bilet dwudniowy, bo przy niektórych atrakcjach mogą stać kolejni. Sama Farma Iluzji na stronie informuje, że bardzo szybkie obejście Parku zajmuje około 4 godzin, bo atrakcji jest naprawdę dużo, a jego powierzchnia zajmuje około 6 ha. My byliśmy 7 godzin, zjedliśmy w międzyczasie szybki obiad i... nie zdążyliśmy być wszędzie. Część atrakcji, jak dom strachów czy strefę ochłody odpuściliśmy sobie. 

































Bonus dla wytrwałych


Tym, którzy dotrwali aż do końca zdradzę sekret. Wsadzałam Kazika na sznurkową drabinkę, a ponieważ mam obsesję i za żadne skarby świata nie wejdę do piachu w butach, zdjęłam je i zahaczyłam stopą o metalowy element zabawki. Sprawdziłam więc przy okazji standard punktu medycznego w Farmie Iluzji. Działa bez zarzutu. Skaleczenie odkażone, plasterek przyklejony i jeszcze dwa plasterki na wynos, na wszelki wypadek ;)

A i macie tu cennik ;)


Copyright © 2014 Matka Żywicielka , Blogger