Idźcie już spać. Czyli  dramat w sześciu aktach

Idźcie już spać. Czyli dramat w sześciu aktach

Każdy, kto próbował wysłać do łóżek dzieci, które nie chcą spać, wie, jaka to ciężka robota. U nas jak wiecie - razy trzy. Bo panowie, choć wloką nosy po parkiecie i już od 16 nie mają siły na nic od od wezwania na kolację, do odłączenia zasilania wstępuje w nich nowa energia, zupełnie, jakby po kryjomu podłączali sobie powerbanki. 


Matka Żywicielka

Wracają z placówek zmęczeni, choć wiedzą, że to nie przejdzie, już od drzwi pytają czy mogą włączyć komputer. Gonię ich do obiadu, którego nie chcą jeść, bo przecież jest tyle ciekawszych rzeczy. Po posiłku i obowiązkowe jest zbiorowe czytanie. Czytam zwykle na głos, jak to mówi Ted "dziwnymi głosami", a oni zaśmiewają się do łez. Potem dostają po pół godziny na rozbudowanie światów w Slime, Minecraft czy innym dziwnym świecie. I nadchodzi czas kolacji...

Rozdział pierwszy: Puścimy Was z torbami


- Chłopcy, będziecie jeść kolację? - pytam przewrotnie co wieczór. Oczywistym jest, że przed nami biesiada w średniowiecznym stylu. Stół ugina się pod różnościami, każdy z nich wymyśla po kilka potraw, które KONIECZNIE musi zjeść natychmiast.
- Tak, jestem bardzo głodny - odpowiada jeden z synów i już wszyscy trzej biegną do stołu. Żartujemy czasem, że u nas w domu nie ma kolacji, są zawody w "kto szybciej doprowadzi starych do bankructwa". A taka nasiadówka musi potrwać i tak wieczór się kurczy.Kazik jako pierwszy kończy posiłek i idzie się kąpać, po nim wędrują starszaki.

Rozdział drugi: Narada  w "Yellow san marine"


Oni we dwóch w wannie, to jest masakra, zwykle upierają się, żeby iść do łazienki razem, obmyślają wtedy nowe plany zawładnięcia światem, które oczywiście będą wprowadzać w życie już rano. Ponieważ w tym czasie zwykle usypiam Kazika, to zza zamkniętych drzwi dobiegają mnie tylko szczątki informacji, poza tym, wiadomo - nie mogę Wam powiedzieć co oni tam gadają, bo to wszystko jest strasznie tajne i gdybym Wam powiedziała, to wiecie... Gdyby nie salwy śmiechu, które co jakiś czas dobiegają z łazienki, można by pomyśleć, że poszli już spać, ale nie.

Rozdział trzeci: Żądza pieniądza


- Mamoooo, a są dzisiaj "Milionerzy"?
- Tak Kochanie.
- O-o-o! To ja będę oglądać!
- I ja też!
Nie ma znaczenia, że następnego dnia muszą wstać o 6:00, od emisji odcinka, w którym Dobrze Wychowana wygrała milion, ich żądza pieniądza jest wielka i czekają na kolejne konfetti. Teodor jest bezwzględny, przy prezentacji uczestników zawsze ogłasza, że kibicuje najładniejszej kobiecie i głośno daje wyraz swojemu niezadowoleniu, jeśli Pani zbyt wolno wciska guziczki. Bywa, że wtedy się obraża i na Huberta Urbańskiego i na TVN i na tego, kto siedzi na fotelu naprzeciw prowadzącego, najczęściej jednak na nas. W końcu jesteśmy najbliżej. Złość mija wraz z końcowymi napisami.

Rozdział czwarty: Nagłe potrzeby


Oczywiście mimo wcześniejszych obietnic, że od razu po programie pójdą spać, nagle okazuje się, że trzeba KONIECZNIE się teraz napić. zęby jednak nie zostały umyte, więc trzeba to zrobić teraz, bardzo dokładnie i koniecznie długo. Na jedzenie już się nie łapiemy, po kąpieli nie ma jedzenia i koniec. Gdzieś trzeba postawić granicę ;) No ale czy odmówisz dziecku przytulaska? A panowie tuż przed snem mają silną potrzebę przytulenia się i do mamy i do taty, ba nawet do Kazia, jeśli się uda, że jeszcze nie śpi. Jeśli śpi należy go pogłaskać po głowie.

Rozdział piąty: Machanie i czytanie


- Mamoooo, a przyjdziesz do mnie jeszcze cztery razy?
- I domnie!
- Mamooo, a trząchniesz mi kołderką?
- A mogę Ci trochę powiedzieć o tej nowej książce, którą mi dałaś?
Tak, 22:00 dzieci już dawno powinny spać, a ja biegam między pokojami, trzącham kołdrą, słucham o smokach, daję buziaczki, przytulaski, ściskam pluszaki, poprawiam podusie... No ale jak im odmówić, no jak? A co jeśli jutro albo za tydzień już nie będą chcieli się do mnie przytulać? Jeśli przez noc mi urosną tak, że trząchanie kołdrą z naszego rytuału przeobrazi się w "siarę"? Gonie ich, żeby już odłożyli książki, że czas spać a drugiej strony serce mi rośnie, jak widzę, że Zet ma na łóżku cztery książki a Ted znów śpi przytulony do "Czy to pierdzi?"

Rozdział szósty: Dogrywka!


Skoro już się uporaliśmy ze starszakami, to czas, żeby Kazik zaliczył pierwszą pobudkę na cyca, bo przecież inaczej mama może zniknąć! A skoro już wstał, to może warto powtórzyć to czego uczyliśmy się w ciągu dnia? Tu przerwałam wieczorne pisanie tego postu, bo Kazik przyszedł do mnie... z książeczką "Mniam mniam", przypomniało mu się, że rozpakowywaliśmy zakupy, a w książeczce jest przecież taka ilustracja! Koniecznie więc musieliśmy o tym pogadać. 23:17. Czytam książeczkę z półtorarocznym dzieckiem. Normalka. O 23:30 ostatecznie idziemy do łóżka razem.

Matka Żywicielka

Zdjęcia oczywiście zrobiłam dziś rano. W nocy nie mam takiego ładnego słońca ;)
Chodź do kuchni! Dwa dania z tych samych składników

Chodź do kuchni! Dwa dania z tych samych składników

Od czasu do czasu zdarza mi się napomknąć o tym, że lubię gotować. W naszym domu niewiele jest takich dań, które zjedzą wszyscy.Szczerze mówiąc, szukając teraz w pamięci takich dań, które jedzą wszyscy nie odnajduję. Michał nie je rosołu i ryby, Zet nie je mięsa, Ted nie lubi placków ziemniaczanych, a Kazik ma takie dni, że w ogóle nie je.




Dlatego za wielki sukces poczytuję sobie takie obiady, kiedy uda mi się zrobić większość potrawy w jednym garnku. Jakiś czas temu wpadłam w popłochu w sobotni wieczór do Biedronki, bo uświadomiłam sobie, że w niedzielę sklepy będą zamknięte. Całkiem przypadkiem trafiłam na stand Knorra. Post nie jest sponsorowany.

Fajne mieszanki


Od lat, jeszcze zanim w naszym domu pojawiło się pierwsze dziecko przestaliśmy używać kostek rosołowych, jarzynek i innych Veget. Od pierwszych aplikacji typu "co znaczy E?" unikamy wyskoprzetworzonej żywności, a co za tym idzie porzuciliśmy fixy, miksy i inne ułatwiacze, A jednak mój wzrok zatrzymał się na tym standzie, bo paczuszki miały inną szatę graficzną, niż to co firma oferowała wcześniej. Po przeczytaniu składu nie odnotowawszy żadnych utrwalaczy, konserwantów a nawet soli, pokusiłam się o zakup pełnej oferty. A ponieważ każda torebeczka kosztowała 1,39 zł to stwierdziłam, że taką inwestycję mogę poczynić.


Jedne zakupy


Kilka dni temu pisałam na moim Instagramie o zupie-krem we włoskim stylu. Dziś dam Wam na nią przepis i podpowiem, co jeszcze z tych składników możecie zrobić.

Co kupić?
bakłażan
cukinia
2 czerwone papryki (czy wiecie, że do gotowania trzeba brać te z trzema dupkami, a do kanapek z czterema?)
2 cebule
3 ząbki czosnku
seler naciowy
2 marchewki
brokuł
1 ziemniak
1 por

Danie nr 1: Zupa-krem w stylu włoskim



Łyżkę masła roztapiam w garnku, szklę na nim posiekaną drobno cebulę i por oraz mix przypraw, pod koniec smażenia dodaję przeciśnięty przez praskę czosnek. Zalewam wodą i dodaję połowę warzyw, całego ziemniaka. Przyprawiam do smaku solą, pieprzem, ziołami prowansalskimi,gałką muszkatołową i Knorrem do Za''atara. Na koniec miksuję i jaram się tym, co mi wyszło. Podaję z groszkami ptysiowymi.



Danie nr 2: Za'atar


Z założenia jest to danie wegetariańskie, ale ja lubię mięso. Warzywa z listy zakupów kroję w kostkę i wrzucam do brytfanki, skrapiam oliwą i wkładam na 40 minut do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Filety z udek kurczaka kroję w kostkę i podsmażam na oleju. Na patelnię z mięsem dodaję upieczone warzywa. Dalej robiłam zgodnie z przepisem na opakowaniu przyprawy. Podałam z kaszą gryczaną. Było naprawdę smaczne.




Koreański grill


Wczoraj wróciłam z zakupów i stwierdziłam,że w sumie ni kupiłam nic na obiad. Na szczęście miałam w domu schab,gruszkę, sos sojowy... Zabrakło kolendry, ale i tak wyszło fajnie. Dojrzałą gruszkę starłam na tarce, dodałam 4 ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę, sos sojowy, skończył mi się olej sezamowy, więc dodałam czarny sezam, sok z połowy cytryny, dwie łyżki oleju słonecznikowego i posiekany szczypior, wsypałam mieszankę przypraw, wymieszałam i włożyłam plastry schabu. Po dwóch godzinach usmażyłam na mocno rozgrzanej patelni grillowej. Podałam z ziemniakami i surówką z rzepy i papryki. Danie jest ostre ale smaczne.






Jeśli traficie na te mieszanki w sklepie koniecznie zobaczcie ich skład. Warto.



Najgorszy Dzień Matki

Najgorszy Dzień Matki

Kiedy jeszcze mieliśmy kablówkę, pasjami oglądałam serial "Pępek świata".  Główna bohaterka, matka dzieciom Franky (jeśli mnie pamięć nie myli), co roku na dzień matki miała specjalne względy u dzieci. Nie znosiła tego. Jaki jest idealny dzień matki?


pixabay

Jej szczególne traktowanie było "SZCZEGÓLNE" dostawała do łóżka śniadanie, którego nie znosiła, dzieciaki waliły się na nią rozlewały sok, rozsypywały okruszki, zaczynały się kłócić. W efekcie Francky musiała się cieszyć z dziwnych prezentów, które jej rodzina w pośpiechu kupiła na stacji benzynowej i generalnie było do bani. Była tylko jedna ucieczka, Franky jechała do własnej matki... Która w końcu po latach wyznała jej, że nie znosi tych wizyt, bo dzień matki, to najgorsze święto, trzeba robić tak, żeby dzieciom było miło.

Element zaskoczenia


Refleksja o dniu matki naszła mnie wczoraj wieczorem, kiedy to mój syn pierworodny zapytał, czy może sam pójść na spacer. Zdziwiłam się, bo on nie lubi chodzić sam. Ostatecznie wziął Teda i poszli we dwóch. Oczywiście Kazik zapragnął iść za nimi. Dogoniliśmy ich przy polu pełnym chabrów. Zbierali dla mnie bukiet. - Mamo, chciałem, żebyś miała niespodziankę na dzień matki, dlatego już dziś chciałem Ci dać kwiaty, bo w niedzielę, to by nie była niespodzianka - powiedział mi Zet. I miał rację, bo w urodziny, rocznice i inne święta spodziewamy, się, że COŚ miłego nas spotka. A kto spodziewa się prezentu pięć dni przed terminem?


A jeśli nie dasz rady przed terminem


Jeśli chcesz zaskoczyć swoją mamę, to zacznij od rachunku sumienia. Co podarowałeś jej na ostatnie Boże Narodzenie? A na urodziny, a pięć lat temu?  Ile szalików potrzebuje jedna kobieta? Czy Twoja mama jest hydrą i ma trzy szyje? Uwielbiam książki, ale czy kolejny romans, to jest dokładnie to, co Ty chciałabyś dostać? Storczyk? WOW, ale oryginalnie! Mniej więcej wcale. Pojedziesz do mamy? Super! Będzie mogła Cię poczęstować kawą i ciastkiem. Pewnie o niczym innym nie marzy, w końcu zawsze się cieszy, jak przyjeżdżasz! A co miałaby powiedzieć? Mamy tak mają, one nie powiedzą dorosłym dzieciom niczego, co mogłoby sprawić, że te dzieci przestaną się pojawiać. Wymyśl coś innego! Może zadzwonisz do mamy i powiesz o 11:00 po Ciebie przyjadę, bądź gotowa i zabierz ją do kosmetyczki, a może kolacja, albo teatr? Nie mów dokąd idziecie, zasugeruj strój adekwatny do miejsca i zrób prawdziwą niespodziankę. Wybierz to, co mama lubi.

Piękne przedmioty


To nie tylko zdjęcia wnuków. Kolejny kubeczek z wizerunkiem roześmianego wnuka, czy koszulka z napisem najlepsza babcia na świecie, to nie są fajne prezenty na dzień matki! Chcesz podarować przedmiot? Błagam, daruj sobie wazon, paterę do owoców... Kup coś osobistego. Może dyskretna bransoletka, albo... seksowna bielizna? W końcu Twoja mama jest kobietą! Chce poczuć się atrakcyjnie.

Przeżycia


Naprawdę nie trzeba dawać w prezencie kosmetyków przeciwzmarszczkowych. Może lepiej podarować przeżycie? Może mama zawsze chciała się nauczyć rolować sushi, tańczyć flamenco albo taniec hula. Zastanów się co mamę zachwyca i daj jej to. Nie musisz od razu wydawać tysięcy na cały kurs, ale pozwól jej spróbować, może podarowanie jednej lekcji czegoś ją odblokuje i pociągnie to dalej, bo dasz jej impuls. A może poprzestanie na jednej, ale będzie wspominać to jako niezwykłe doświadczenie?

Postaraj się, mamę masz jedną.



Czym zająć trójkę dzieci w różnym wieku?

Czym zająć trójkę dzieci w różnym wieku?

Jako matka tak zwana wielodzietna, choć przyznaję, że nie lubię tej nomenklatury, najczęściej mierzę się z jednym problemem: czym zająć całą trójkę? Bo owszem, jak jedzą to siedzą razem przy stole i każdy zajęty jest swoim talerzem. Ale jak zdarza się np. deszczowy weekend, to nie mogą przecież cały dzień jeść! Dlatego takie zabawki, którymi mogą się bawić razem są na wagę złota. 




Jeśli zastanawiacie się, co się sprawdzi dla dziewięcio-, sześciolatka i półtorarocznego bąka i nie oczekujecie odpowiedzi YouTube, to jest szansa, że coś Wam podpowiem. U nas w domu najfajniejsze są oczywiście te zabawki, którymi już ktoś się bawi i to co akurat dostanie w prezencie najmłodszy. Żartuję sobie trochę, ale faktycznie zwykle jest tak, że zainteresowanie jednego dziecka generuje ten sam stan u pozostałych. Tyle, że nie zawsze jest to rozsądne i bezpieczne dla wszystkich. Ale do rzeczy.

Klasyka w nowej odsłonie


Kiedy moje dzieci próbują zainteresować dziadków swoimi zabawkami, często okazuje się to niemożliwe przez przepaść pokoleniową jaka ich dzieli. Nasi rodzice wcale nie mają 90 lat, są w okolicach 60-ki, ale prawda jest taka, że kiedy chłopcy opowiadają im o slime, Minecraft, czy nawet Lego Jurasic World okazuje się, że ani babcia, ani dziadek nie bardzo wiedzą co z tym fantem zrobić. Rodzi to frustrację w jednych i drugich. Chłopcy coraz lepiej rozumieją, że jeśli np. zaproponują dziadkom wspólne układanie puzzli czy budowanie z klocków to wszyscy będą wiedzieć o co chodzi i dobrze się bawić. A przecież o to chodzi. Kto z nas nie miał w dzieciństwie drewnianych klocków? Pomyślicie, że to nudne? O nie! tu nie ma nudy. Znaleźliśmy takie, które przeszły mały lifting i dzięki temu stały się w naszym domu hitem!

Gdzie tu haczyk?


Haczyka nie ma, są magnesy. Umieszczone w ściankach malutkie magnesy są na tyle mocne, że spokojnie można zbudować z klocków potężne budowle, a jednocześnie na tyle delikatne, że nie przyszczypują maleńkich paluszków, co wcześniej nam się niestety zdarzało. A tutaj nawet Kazik nie ma problemu z łączeniem i rozłączaniem magnesów. Kooglo, bo to o tych klockach mowa oczarowały całe stadko.

Bezpieczeństwo i ekologia


W naszym domu często mówi się o śmieciach, segregujemy, staramy się minimalizować ilość odpadów. Daleko nam do zero waste, ale nie bierzemy bezsensownych foliówek, staramy się nie kupować niepotrzebnych rzeczy. Dzieci chyba coraz lepiej rozumieją, że plastikowe zabawki daleko są od ekologii, dlatego, te z naturalnych materiałów pojawiają się w naszym domu coraz częściej. Ale nie tylko o drewno tu chodzi. Ważne są też farby, których używa się do ich malowania i tu wszystko w Kooglo jest na 5+ podobnie, jak opakowanie z ekologicznego tworzywa. Nie bez znaczenia przy maluchu jest też to, że każdy klocek jest idealnie gładki, a ich krawędzie są delikatnie zaokrąglone. Wspomnę też o tym, że wejście na Kooglo bosą stopą jest mniej bolesne niż na wiadome klocki ;)

Zabawa


Tu pozwólcie, że posłużę się opowieścią obrazkową.

Ej, chłopaki! Pobawicie się ze mną? Mam klocki!


No dobra, co tam masz?


O niezłe! To co zbudujemy? Może skorpiona?








Niezły przystojniak!


To teraz żyrafa!



A ja zrobiłem mikrofon!


Jestem aspirującą gwiazdą rocka!


A ja zrobię monster łosia!







No i nie mogło tu zabraknąć Pana Profesora Kooglo! W koronie i bez ;)



Pamiętajmy też o zastawieniu pułapki na mamę!



KOOGLO to świetny pomysł na prezent z okazji dnia dziecka. Pomyśl o nich, zanim zalejesz swój dom plastikową falą. Moi Muszkieterowie polecają.

Klocki KOOGLO – drewniane klocki magnetyczne, które łączą tradycję zabawy drewnianymi klockami z nowoczesnym podejściem. Dlatego ich ścianki zostały uzupełnione magnesami. Dzięki temu można je łączyć ze sobą na wiele sposobów, budując przestrzenne konstrukcje, które nie rozpadną się tak łatwo podczas budowy. Z nami wszystko się poukłada!

50 sztuk w ekologicznym opakowaniu,
wymiar bazowy klocka: 3 cm,
color - drewno bukowe naturalne oraz barwione,
wyprodukowane w Polsce,
certyfikat CE.

Klocki możecie kupić TUTAJ

Za możliwość przetestowania tej zabawki i rozrywkę w deszczowy weekend, dziękujemy producentowi i Profesorowi KOOGLO. ;)
Okiem Żywiciela: Przychodzi matka do lekarza

Okiem Żywiciela: Przychodzi matka do lekarza

Kto z dziećmi do przychodni chodzi, ten się w cyrku nie śmieje. To ostatnio modne powiedzonko dobrze obrazuje sytuacje w polskiej ale i pewnie nie tylko służbie zdrowia. Mamy w domu Aspiego, astmatyka i każdy z nich jest dodatkowo alergikiem, więc ten odcinek linii frontu Państwo kontra obywatel jest Nam w miarę nieźle znany.


pixabay

Tu chciałbym Wam przedstawić Głównodowodzącą naszych sił zbrojnych, naszego doktora honoris causa domowej medycyny - oto Marta.

Teoretycznie jest to dość oczywiste, że jako osoba spędzająca z dziećmi najwięcej czasu, zna je najlepiej i najszybciej wychwytuje zmiany w ich zachowaniu, oddychaniu itd., ale ostatnio mój kolega opowiadał, jak to lekarz tylko po przyłożeniu stetoskopu do pleców o odsłuchaniu czterech oddechów był w stanie poprawnie zdiagnozować zapalenie płuc, tu przypomniała mi się sytuacja jak Marta stwierdziła przyglądając się przechodzącemu Teodorowi - coś jest nie tak, On dziwnie oddycha - następnego dnia był u lekarz i okazało się,że to zapalenie oskrzeli. Bez stetoskopu z odległości trzech metrów. HA!

Nasze ostatnie dwie lekarki pierwszego kontaktu (nie pamiętam nomenklatury NFZ) chodzi mi o te, do których zawsze chodzimy nie raz stwierdzały: "Pani Marto najlepiej niech Pani nie przychodzi do przychodni,bo grypa zbiera srogie żniwo,  jeśli Pani słyszy,że Teodor gorzej oddycha, to niech Pani sama dopasuje dawkę."

Jak byłem dzieckiem to zawsze się dziwiłem skąd Mama wie, że nie mam gorączki po przyłożeniu ręki do czoła, w sumie to dalej się dziwie, bo Marta też tak umie, a ja nie, nawet jak mi się wydaje, że teraz to już na pewno gorączka to okazuje się, że akurat teraz nie.

Żebyśmy się dobrze zrozumieli oczywistym jest, że do lekarza trzeba chodzić i nie można wszystkiego leczyć samemu, czy to słońcem, lewoskrętną witaminą C czy wykładami profesora Zięby. MEDYCYNA WAŻNA JEST I BASTA! Ale mieszanka podstawowej wiedzy, duużo kobiecego wyczucia, empatii i logiczne myślenie, to naprawdę ogromna pomoc dla lekarza, który trochę zaufa zdaniu Matki i nie traktuje jej jak spanikowanej idiotki. Tak, tak też się zdarzało tylko dziwnym trafem później wychodziło na nasze. 

Oczywiście mylić się jest rzeczą ludzką i uważam, że nie można od lekarzy wymagać perfekcyjnej nieomylności, bo to jest po prostu niemożliwe. Po prostu czasem trzeba dwóch albo trzech diagnoz u różnych lekarzy. Zresztą do lekarzy mamy generalnie szczęście, a może po prostu nie boimy się ich racjonalnie oceniać i jeśli nie robią na nas dobrego wrażenia to ich zmieniamy. W końcu nikt nas kajdanami nie przykuł do jednego konkretnego nazwiska.

Czasem też trzeba dać lekarzowi coś, z czym może pracować. Kiedyś któryś z chłopaków zaczynał być chory - wiecie osłabienie, trochę gorączki, jakieś pokasływanie, kichnięcie - moja pierwsza myśl była - jutro z rana idziemy do lekarza - Marta na to przytomnie - poobserwujemy go przez noc i jutro przez dzień, jeśli coś się drastycznie pogorszy to lekarz, a jak nie to przez ten dzień czy dwa poleczymy go domowymi metodami. Jak przejdzie to dobrze, jak nie to pójdziemy do lekarza i wtedy zamiast antybiotyku o szerokim spektrum jaki dostalibyśmy od razu, lekarz będzie miał co diagnozować i dostaniemy lek lepiej dopasowany, który szybciej da rezultaty. Proste i logiczne do mnie przemawia.

Po raz kolejny podkreślę nasi chłopcy są pod opieką lekarzy i nasze decyzje zawsze z nimi konsultujemy. Nie bądź głupi lecz i szczep swoje dzieci!
Kobiety nie lubią sprzątać! 7 najbardziej znienawidzonych prac domowych

Kobiety nie lubią sprzątać! 7 najbardziej znienawidzonych prac domowych

Ciągle powtarzam, że jestem  leniwa i nie lubię sprzątać. Znam takich, którzy relaksują się przy sprzątaniu szafy, albo czyszczą łazienkę, kiedy mają jakiś problem. Osobiście jem wtedy słodycze, czytam książki, albo śpię. Nie umiem sobie wyobrazić siebie szorującej umywalkę, żeby się wychillować. No sorry, ale nie.


Dodaj napis

Owszem bywa, że odkurzam trzy razy dziennie, przyzwyczaiłam się już do tego, przy małych dzieciach po każdym posiłku można robić malowanie, więc ten odkurzacz to minimum. Zwłaszcza przy moich astmatykach. Ale są rzeczy, których szczerze nie cierpię robić. Ostatnio oddając się jednej z takich czynności, mianowicie myciu drzwi, zapytałam moje instagramowe koleżanki, co im ciąży. Ciekawi, czego nie lubią robić kobiety?

Zmora 1: Zmywanie


Tak, wiem w dzisiejszych czasach zmywarka to w zasadzie standard. Ale... Co z tymi blachami do pieczenia, naczyniami żaroodpornymi, wielkimi michami, na które szkoda miejsca? To wszystko my współczesne Kopciuszki szorujemy łapkami. Delikatnymi rączkami z wypielęgnowanymi pazurkami lecimy te przypieczone mięcha i spalone suflety, drapiąc i namaczając, aż wióry lecą. Nawet nie wspomnę o tych maleńkich kuchniach, gdzie zmywarka się nie mieści. Osobiście miałabym ją zamiast lodówki, ale to ja. No i jeszcze ten wieczny syf w zlewie. Jak Szelągowska robi ludziom kuchnię, to nigdy nie pokazują okruszków w zlewie, a przecież one tam są!

Zmora 2: Prasowanie


Mi osobiście akurat to nie przeszkadza, choć był czas, że nasze żelazko chciałam oddać na szlachetną paczkę. Teraz jak muszę to prasuję i już, ale tylko koszule spódnice inne takie, które faktycznie wyprasowane być muszą. Tu oczywiście istnieje jedna, jedyna słuszna metoda. Uważnie wieszaj pranie, a prasować nie będziesz musiała. Najgorzej z noworodkami, bo im to wszystko trzeba prasować, a jak przyznaje Daria z Trufelkowa, nawet tych maleńkich ubranek nie lubi prasować. Ba, jak napisała mi Magdalena in Norway, nawet dobry sprzęt tu nie motywuje. Ale...

Zmora 3: Pranie


Współczesne pralki znacznie ułatwiają nam życie. Wcale jeszcze nie tak dawno, bo w moim dzieciństwie pranie robiło się raz w tygodniu. Trzeba było wodę przynieść, zagotować, wyprać we frani, odcisnąć, wypłukać, wynieść wiadrami wodę. Dziś mamy znacznie łatwiej, tyle, że pranie, które odbywa się trochę poza naszą świadomością lubi się skończyć późnym wieczorem i jak słusznie zauważyła Olga.Wy wtedy jest jedna myśl: "ja prdl, jeszcze pranie!" znów zamiast zarzucić kocyk na plecy i wyluzować się przy "M jak miłość" idziesz to wszystko wyjąć z pralki, bo do rana zgnije. Zanim powiesisz, musisz zdjąć poprzednie i je poskładać, a przecież często rzeczy są po lewej stronie, więc przewracasz. Kompletujesz te skarpetki, zastanawiasz się czyje te gacie i jeszcze musisz to powkładać do szaf. U nas pranie odbywa się codziennie, bo ciuchów jest stado, codziennie cała pralka. Idzie się zarąbać.

Zmora 4: Ogarnij tą szafę


To jest moje osobiste top 10. Jeśli składam pranie, kiedy chłopcy są w domu, to oni roznoszą ubrania do właściwych szaf. Efekt jest taki, że zawsze im się coś nie zmieści, więc dociskają. Poza tym oni w kółko z czegoś wyrastają, więc raz na dwa miesiące przegląd każdej sztuki jest obowiązkowy. A najbardziej nie lubię sprzątać moich półek z ubraniami. Zawsze na koniec jestem niezadowolona, że nadal jest tego tak dużo, choć miał być przesiew.

Zmora 5: Okno na świat


Mycie okien to jedna z częstszych odpowiedzi w mojej ankiecie. Osobiście szyby mogę oblecieć, ale ramy to zło, więc wcale się nie dziwię. Statystyczna kobieta nie lubi też wieszać firanek, ale to szczęśliwie za nas załatwiła moda, bo chwilowo firany są mniej powszechne, a zasłon nie trzeba artystycznie upinać, więc uff.

Zmora 6: Łazienka


Nie jestem przekonana, czy trzeba coś tu jeszcze dodawać. Nie znam chyba kobiety, która lubiłaby tam sprzątać. W każdym razie, ja nie znoszę tego robić, lustro obryzgane pastą do zębów, dno wanny z warstwą piasku, której nie powstydziłaby się plaża w Sharm el Sheik, o miejscu, do którego prowadzą wszystkie drogi od stołu nie wspomnę. Okazuje się, że jest nas więcej. Ale o dziwo to w wielu domach robią mężczyźni i podobno nie tylko Najlepszy z Mężów tu nie marudzi. To jest odwieczna zagadka wszechświata!

Zmora 7: Lodówka


Tego nie robi się na szczęście codziennie, ale sama perspektywa opróżniania mojej lodówki z tych malutkich słoiczków z sosami i musztardami, które kupiliśmy na spróbowanie, otworzyliśmy i zapomnieliśmy. A potem układanie tego wszystkiego na nowo, tylko po to, żeby po pierwszej kanapce wykonanej w tym domu lodówka znów wyglądała, jak po wybuchu bomby. Wydaje mi się to bezcelowe i strasznie nudne, co gorsza nie da się tego uniknąć, bo jednak jedzenie lubi mieć czysto. Gorsza dla mnie jest chyba tylko spiżarnia, ta zagraca się z prędkością bolidu F1.

A Ty cz\ego nie lubisz robić?

Za pomoc w skomponowaniu czarnej listy serdecznie dziękuję poniższym Paniom i pewnej Madzi, która ma prywatne konto ;):








Post udostępniony przez Paulina Chaładus (@mala_malgo)









Post udostępniony przez Agnieszka Kornaś (@mammygusia)





Maj! Obudziłam się rano z bólem gardła i ogólnym samopoczuciem z serii będę chora. Ale tak mi się zachciało ładnie ubrać i iść do kurnika że nawet na moment zapomniałam o wszystkich objawach. I niech taki będzie ten weekend. Niech wam się tak chce go fajnie przeżyć, że zapomnicie o wszystkich kiepskich sprawach.a na zdjęciu moje duże kochane nioski. Kilka dni lało i się tak stęskniły za przytulaniem że szok! Jak ja je lubię, nawet jeżeli po takich czułościach cały #ootd idzie do prania😂😂😂 Buziaki . . . #chickensofig #chickenlady #majowka #majówka #weekendmajowy #flowersofig #flowerfriday #lowcountryside #chickensofinstagram #hens #petchickens #backyardchickens #chickenlife #acolorstory #chickencoop #urbangarden #polskawies #poultryfarm #agroturystyka
Post udostępniony przez my, pięciu synów i kury (@jaklubimy)













Z zalegloscia dolacze sie do #wyzwaniekfs2 . Napewno nie jestem typem stworzonym do robienia ,,selfie"no ,ale moze od czasu do czasu trzeba sie zlamac i trzasnac zdjecie sobie samemu.Watpie w to ,ze bedzie sie tutaj to czesto powtarzac ,no ale w y z w a n i e to wyzwanie.Wzielam po mesku na klate i wstawiam oto jest . Kobieta po 40 ce.Dumna mama,mezatka,przyjaciolka.Chetnie podrozujaca,chetnie stojaca przy garach.Kreatywna wegetarianka.Dla nie milych ,niemila 😜 Kobieta nie lubiaca falszywej skromnosci. Cala ja .No moze pol .@kobiecafotoszkola 🍀 To na tyle .Koncze spamowanie i do szybkiego. •••••••••••••••••••••••••••••••••••••••• #kobiecaszkola#kobiecość#polka#kobieta#kobietapo40#powerwomen#szczesliwa#travelblogger#foodblogger#selfie#polishwomen#women#dziewczynykfs
Post udostępniony przez Alicja Asenberg (@foodandtravel_nl)





Post udostępniony przez Sylwia Nowak 🌷 (@novaczeq)





Witajcie Kochani! Tak, siedzę tak na schodach przed domem i myślę, czy Was wpuścić? 😉 Przez te dwa miesiące nieobecności myślałam sporo o tym instagramie, co posiadanie konta tutaj daje, co odbiera. Czemu też budzi emocje, czasami nawet skrajne. Ostatnio bliska mi osoba, która prowadzi piękny i szalenie estetyczny profil została zaatakowana, że traci czas na głupoty, że to wręcz nie przystoi, uwaga, matce nie przystoi! Hmm... Czy na pewno to głupota? Czy nie przystoi? Czy to fanaberia jakaś nowomodna? Łamanie prywatności? Moje zdanie znacie. Ja tutaj poznałam wiele fajnych osób. Mnóstwo inspirujących kobiet, które otworzyły drzwi do swoich domów, pokazały swoją pasję, hobby, siebie same i swój charakter. Wiele znajomości okazało się na tyle cennych, że dbam o nie w życiu codziennym i pielęgnuję jak kwiaty w przydomowym ogrodzie. Instagram został kiedyś porównany do takiego balkonu, na który wychodzimy, by pomachać sąsiadce, poplotkować trochę krócej, czy dłużej. A gdy nie ma ochoty, to po prostu zejść z balkonu. Ja teraz jestem ciekawa Waszego zdania, ktoś Was z powodu posiadania insta? Powiedział o słowo za dużo, zgasił Waszą energię? No i oczywiście, czy otwierać te drzwi do domu??? Posyłam moc #serdeczności #siedliskomagdaleny #wiejskieklimaty #kobietapoczterdziestce #naschodach #latarenka #bluszcz #pnącza #starydom #domzcegły #redbrick #czerwonacegła #cozyhome #mójogród #przeddomem #drzwidodomu #whitedoors #domnawsi #interiors2you #interior_lovers #ilovemyinterior #inspotoyourhome #homestyler #myhomestyle #weranda #farmhousehome #farmhouseliving #homeandliving #homeanddecor
Post udostępniony przez Magdalena Bińczak (@magbi77)







Wyświetl ten post na Instagramie.

Post udostępniony przez Aneta Kowalska Opalach (@swiat_karinki)
Copyright © 2014 Matka Żywicielka , Blogger