Drapki i masażery

Pisałam wcześniej o integracji sensorycznej (IS). Nasza diagnoza mówi o dezintegracji oko-ręka, zaburzeniach równowagi, potrzebie silnych bodźców fizycznych, usuwaniu metek z ubrań, unikaniu zapachów, hałasów...
Wśród wielu zaleceń znalazł się punkt o tym, że powinniśmy umożliwić dziecku obcowanie z różnymi fakturami. Dostaliśmy zlecenie na zakupy w sklepie "z rzeczami do SI" (chwilę wcześniej dowiedziałam się o istnieniu SI, a tu już okazuje się, że są specjalne sklepy, świat idzie na przód w zaskakującym tempie!), pasmanterii i innych.
Co robią przedsiębiorczy rodzice? Sprawdzają ceny na stronie internetowej sklepu i stwierdzają, że pewne rzeczy można kupić taniej. I tak oto Matka idzie do sklepu sportowego kupuje piłki oraz masażery, w tym jeden dla konia, a także nabywa kilka gąbek kąpielowych w pobliskiej drogerii. Oczywiście efekt jest taki, że Starszak interesuje się tylko kupionymi przy okazji zabawkami dla młodszego brata. Na szczęście młodszy interesuje się barwnymi kilkami i innymi gadżetami, więc Zet zabiera mu je z wymownym: "mogę?"
Pod kontrolą rodziców odbywa się cicha walka o nowe zabawki, która przy okazji staje się Treningiem umiejętności społecznych jakże ważnym i potrzebnym nam wszystkim. Okazuje się, że dziecko starsze chyba za rzadko słyszało "nie", bo na odmowę wykrzykuje "ale przecież zapytałem!". Ćwiczymy również czekanie na swoją kolej, co przychodzi mu z ogromnym trudem, ale jednak powoli zaczyna się udawać. Za każdą udaną próbę dostaje uścisk i nakrętkę, zbiera je na wyjście do kina, wie, że musi się starać, bo premiera "samolotów 2" już niedługo.
Ostatnie spotkanie z terapeutką przed wakacjami daje znowu nadzieję. Po jednej domowej awanturze i kilku połamanych drobno kredkach w końcu zaczyna ładnie trzymać, te które zostały. Patrzył jej w oczy i ładnie wycinał. Znowu nie chciał wyjść z gabinetu, ale to chyba nieźle świadczy o ich relacji.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2014 Matka Żywicielka , Blogger