Nagły powrót

Cudnie bylo nad morzem. Plywali jak szaleni, budowali zamki z piasku. Szkoda, ze Zet juz drugiego dnia zaczal narzekac, ze jest zmeczony. W niedzielę zamiast plywac zasnal jak tylko doszedl na plażę. Obudzil sie rozpalony - przemeczony orzekli rodzice. Wydali syrop dziecko ozdrowialo. Ale w pn juz nie bylo watpliwosci, ze to nie tylko przemeczenie, jak odmowil jedzenia wszelkiego. Wytrzymal do wieczora, ale caly dzien powtarzal, ze tylko zostawimy babcie i jedziemy do domu. Obudzil sie o 22 we Wloclawku i o 1, jak wjezdzalismy do Warszawy nadal nie spal. "jak dobrze byc na wlasnym kawalku ziemii" rzekl cichutko. W domu nadal nie spal. Do 2:30 czytalismy o budowie silnika diesela. Zasnal przytulony do ciezarowki lego.
Lekarka nie miala dzis litosci: musi wziac antybiotyk. Polknie tabletke? Nie. A zawiesina przez konsystencje jest niemalym wyzwaniem. Pierwsza aplikacja zajela nam godzine. Dluga godzine placzu, krzyku, wymiotow i plucia. Ale poszlo. Jakos poszlo.
Obsypujemy sie z piasku, pierzemy kolejne rzeczy, ale i cieszymy sie, ze juz jestesmy "na wlasnym kawalku ziemii".

Oko na Gdańsk

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2014 Matka Żywicielka , Blogger