Wyzwanie - rozstanie

Ojciec Żywiciel pracuje cały weekend, był plan. Po wczorajszych zajęciach z terapeutką mieliśmy zostać wywiezieni razem z bagażami na wieś i stamtąd ruszyć we wtorek na wakacje. Ale po poniedziałkowym szczepieniu Tedzia pojawił się w naszym domu wróg zwany katarem. Doprowadziło to do sytuacji, kiedy Matka i chore dziecko zostali w domu a Muśnięty Chłopiec pojechał do babci, żeby nie złapać infekcji od brata. Całą zimę ćwiczyliśmy infekcyjną sztafetę, więc tym razem postawiliśmy na izolację braci.
Zaskakujące, że Zet nagle stwierdził, że nie bardzo chce jechać, bo będzie tęsknił za mną i uwaga "za tym maluchem". Brat bratu rzucił na odchodne "Uważaj na siebie mały!", Matce napłynęły łzy do oczu, troszczy się o niego!
Nie jest to pierwszy raz kiedy Zet jedzie sam do babci, ale pierwszy raz po diagnozie. Babcia pouczona o nakrętkowym systemie nagradzania, odpowiedniej diecie i bolesnych konsekwencjach z lekkim niepokojem w oczach pobrała dziecko, które do tej pory rozpieszczała do granic możliwości. Oby mu nie pobłażała. Pewnie trochę będzie. W końcu babcie od tego są.
Teraz Matka musi się pilnować, żeby nie dzwonić co dwie minuty i nie sprawdzać, skupić się na Tym Małym i doprowadzić go do kultury, żeby nie złamać obietnicy i we wtorek z rana stanąć na progu, bo Zet będzie czekał.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2014 Matka Żywicielka , Blogger