Całkiem obcy język

Uczysz się języka przez kilka lat, znasz gramatykę słówka, ale za nic nie możesz załapać przenośni, powiedzonek... Tak mniej więcej wyobrażam sobie pojmowanie języka mówionego przez Zeta. Jak łatwo zauważyć jego polszczyzna jest nie tylko poprawna, ale wręcz poetycka, tworzy mnóstwo własnych słówek i całkiem sprawnie bawi się językiem, choć bywają sytuacje, kiedy zupełnie "nie łapie".

Wracamy ze spaceru, opatuleni, bo zrobiło się zimno, chwytam Teda z wózka, otwieram drzwi:
- Zet rozbierz się - patrzy na mnie niepewnie, po czym zamiast zdjąć kurtkę, ściąga spodnie.

Czytamy 15 raz "Legendę o smoku Wawelskim", czas na interpretację. "Strach padł na Kraków i okolice" w roli Krakowa pluszowy miś, na którego Zet pada całym ciężarem, gdyż siebie obsadził w roli strachu...

Takie przykłady można mnożyć, nawet nie będę przywoływać prób odtworzenia scen biblijnych, a jest ich sporo, gdyż od dwóch tygodni namiętnie czytujemy Stary Testament dla dzieci. Człowiek nie zdaje sobie sprawy z tego, ilu dziwnych i nieoczywistych zwrotów używa, póki nie trafi mu się taki oryginał. Najczęstszym pytaniem w naszym domu jest: Czy to był sarkazm? Czyli jednak coś zostaje z tych codziennych treningów słownych.

Ze spraw bieżących, mamy spore natężenie problemu z jedzeniem. Czy ktoś z szanownych Zaglądaczy przeprowadzał trening jedzenia u potomka z  ZA, albo natrafił na lekturę fachową w temacie? Byłabym wdzięczna za pomoc...

A a koniec późna jesień na obrazku


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2014 Matka Żywicielka , Blogger