O systemach motywacyjnych, żeby działały

Próbowaliście kiedyś ujędrnić ciało, nauczyć się szyć,zapuścić włosy, zacząć biegać? Kupiliście wtedy odpowiednie kremy, kawałki materiału, odżywki do włosów, buty do biegania i.... rzuciliście to wszystko w diabły. Duży był szok, że cellulit sam nie znika, włosy nie rosną, a pachworkowe koce nie zdobią waszych domów?

Bez sensu się dziwić, prawda? Przecież wiadomo, że te wszystkie nowiutkie gadżety i kosmetyki nic nie zrobią same, jeśli będą mieszkały na dnie szuflady wstydu prawda? Logiczne, że liczy się systematyczność w działaniu, znacie przysłowie: "Dobrymi chęciami, to jest piekło wybrukowane"? Każdy z nas choć raz przerabiał słomiany zapał, a przynajmniej mam taką nadzieję, bo inaczej oznaczałoby, że tylko ja jestem taka słaba... W moim domu jest półka wstydu. Leżą w niej stroje do fitnessu, mata, ba nawet ciężarki i sportowa opaska na telefon...

Ale do rzeczy, podobnie jest z systemem motywacyjnym. Znacie tablice z punktami, kalendarz z buźkami, wyznaczanie dziecku celów? My znamy, oj, znamy aż za dobrze. Zet od początku terapii, czyli czerwca 2014 roku pięknie wszedł w punkty. Zbierał nakrętki w słoiku, klocki w pojemniku, buźki na kalendarzu, naklejki w zeszycie, sama nie wiem co jeszcze, ale były tego dziesiątki, na każde osiągnięcie inne, niektóre są z nami do dziś inne zamieniliśmy na ciekawsze.

Po co to piszę? A no po to, że zawsze, kiedy punktom towarzyszyła systematyczność, osiągaliśmy pożądany efekt, kiedy tylko ciut odpuszczaliśmy, wszystko padało i trzeba było zaczynać od nowa.

Co zrobić, żeby to działało?

1. JASNO ustalić z dzieckiem zasady za jakie pożądane zachowania będzie dostawało punkty, np. 1 klocek lego do słoika za jedną łyżkę dania, na które niekoniecznie ma ochotę.

2. WYZNACZAMY GRANICĘ I NAGRODĘ - Dziecko nie może zbierać tych punktów do świętego nie wiadomo kiedy, albo dla samego ich posiadania! Można np. wziąć na tyle mały słoik, żeby napełnił się klockami w czasie posiłku, wtedy nagroda musi być od razu, np. ulubiona bajka, gra z mamą czy tatą, ulubiony smakołyk na kolejny posiłek, My zbieramy plusy lub buźki w kalendarzu, umawiamy się z góry na tydzień lub ostatnio na miesiąc jakiś pożądanych zachowań, np. jeśli w tym tygodniu zjesz w przedszkolu co najmniej 4 z 5 obiadów, to w weekend pójdziemy do kina, jeśli w tym miesiącu z 20 dni, które będziesz w przedszkolu Pani pochwali Cię przynajmniej 15 razy, to dostaniesz wybraną zabawkę, ale tu jasno określamy budżet i wybieramy razem na początku miesiąca.

3. NIE CHOWAMY I NIE  OMIJAMY PUNKTÓW! - Znacznie łatwiej jest dziecku w to wejść jeśli jego cząstkowe osiągnięcia dzieją się na jego oczach, tzn.: tabelkę, kalendarz, tablicę wieszamy w widocznym miejscu, np. na przeciw łóżka dziecka, w sali przedszkolnej obok jego szafeczki, itd. To dziecko a nie my ma mieć punkty w zasięgu wzroku, więc nie wieszamy na "metrpsiąt" tylko tak jak sięga człowiek, u nas 104 cm, tak wysoko od podłogi ma oczy skubaniec ;) No i nie oczekujemy od 5 latka, że wstanie rano 17 stycznia i będzie pamiętał na co się z nami umówił 1 stycznia, ok? Przypominamy dziecku codziennie o umowie, zapraszamy do obejrzenia tabelki, podziwiania sukcesów, itd.

4. K O N S E K W E N C J A !   ---- No teraz będzie bolało! Jak jedziemy do babci, to bierzemy ze sobą słoiki z klockami, kalendarze ścienne, wyklejanki i cały plecak innych motywatorów i punktów, jak jemy na mieście to też mamy ze sobą słoik i w restauracji wrzucamy do niego klocki, no chyba, że już Wam się znudził ten system i planujecie inny to możecie raz zapomnieć, bo po powrocie do domu już raczej nie będzie działał. Nie no, żartuje. Nie możecie zapomnieć. Nie wolno Wam schować tabelki z małymi punktami do szuflady, bo szpeci mieszkanie, nie możecie jej zamienić na dobre lub złe słowo, no chyba że Wasze dziecko na 25 lat, to wtedy możecie. Kilkulatek, w dodatku taki z zaburzeniami, choć nie tylko nie będzie obrazował słów, on MA WIDZIEĆ SWOJE SUKCESU, BO TO ONE GO MOTYWUJĄ!

5. A CO JEŚLI NIE ZBIERZE PUNKTÓW? - patrz punkt 5. Konsekwencja i jeszcze raz konsekwencja. Nie zebrał nie ma nagrody, nie ma nagród pocieszenia, nie ma naciągania faktów. Jak obywatel pójdzie do szkoły i dobra ocena będzie za 100 pkt na teście, to nikt mu jej nie da "żeby mu nie było przykro" za 80 pkt. Chwalimy, że już prawie, może w nast tygodniu się uda ale jeszcze nie teraz, jeszcze musi popracować, bo Ty wiesz i on wie, że potrafi, więc zróbcie to!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2014 Matka Żywicielka , Blogger