Zmiany, zmiany

Są dni, kiedy otwieram oczy i zastanawiam się co mi się nie podobało w życiu we dwoje? Wygodne mieszkanie w centrum dużego miasta, znajomi, kino, imprezy, wszystko na wyciągnięcie ręki, spontaniczny wyjazd na weekend - bardzo proszę, ograniczała nas tylko fantazja.

Nadszedł jednak dzień, w którym zapragnęliśmy żyć inaczej, mieć dzieci, założyć rodzinę. Ta jedna decyzja zmieniła wszystko. Niewiele ponad rok po ślubie urodził się Zet, nasz świat na chwilę stanął na głowie, przeprowadziliśmy się na obrzeża miasta, kupiliśmy mieszkanie i już sobie wszystko poukładaliśmy, wróciłam do pracy, świat znów zaczął być zorganizowany i ułożony. Wtedy wpadliśmy na kolejny pomysł - czas na drugie dziecko.

Ted był zupełnie inny od brata, bardziej absorbujący, przerobiliśmy to, czego los oszczędził nam przy Zecie. Poród zamiast 5 godzin trwał 13, zaliczyliśmy kolki, nieprzespane noce, szpital, lęk o życie dziecka. Ted szybko został moim oczkiem w głowie, żeby być z nim na dwa lata zrezygnowałam z pracy. Kiedy Tedzik był malutki zdiagnozowaliśmy u Zeta Zespół Aspergera, rozpoczęliśmy walkę o to, żeby żyć normalnie. Dzięki pracy wielu osób, a przede wszystkim Zeta udało nam się osiągnąć wiele. Pamiętacie, jak walczyliśmy o każdy kęs nowego jedzenia, z różnym skutkiem, teraz już śmiało mogę powiedzieć, że Zet je bardzo dużo. Ale nie tylko z jedzeniem się mierzyliśmy i nadal mierzymy. Problemy są różne i kiedy wydaje się, że najgorsze za nami pojawiają się nowe, ale dziś widzimy, kiedy nadchodzi spadek i coraz lepiej sobie z nim radzimy.

Gdybym miała powiedzieć co teraz jest najtrudniejsze odpowiedziałabym relacje z rówieśnikami. Po przeprowadzce Zet trafił do klasy z dziećmi, które znają się z przedszkola, on jest nowy i wejście w grupę wcale nie jest łatwe. On sam uwielbia szkołę, lubi się uczyć i śmiało mogę powiedzieć, że wyprzedza program, ale w relacje wchodzi raczej oszczędnie. Trudno jest go namawiać do starania, bo on się w szkole nie nudzi, w domu doskonale dogaduje się z bratem, który go podziwia i rozumie, z którym dzieli pasje i spędza długie godziny na rozmowach. Staramy się, walczymy, z różnym skutkiem.

Teodor zachwyca każdego, kto go pozna jest wygadany, zawsze uśmiechnięty, ma głowę pełną pomysłów. W domu bywa kłopotliwy, jest uparty, kiedy coś nie idzie zgodnie z jego oczekiwaniami obraża się i krzyczy nie zaważając na konsekwencje. Ładnie rysuje i koloruje, ale nie przeszkadza mu to na wykonanym w przedszkolu obrazku z babcią i dziadkiem narysować babci... planszy do chińczyka na twarzy podczas, gdy inne czterolatki starają się nie wychodzić za linie. Plus jest taki, że na tablicy od razu można rozpoznać pracę naszego dziecka.

Mając w domu pierwszaka i przedszkolaka zostaliśmy rodzicami po raz trzeci. Kazik urodził się w Wigilię. Stąd pomysł na zmiany na blogu. Postanowiłam, że czas, aby zaczęły się tu pojawiać teksty dotyczące każdego z naszych synów oddzielnie, w końcu mamy pełne spektrum ;) Dodatkowo, z racji, że znów mam przerwę w pracy, chciałabym pokazać Wam też trochę nas rodziców, pokazać co robimy, kiedy nie trzymamy żadnego dziecka na rękach. Dlatego spodziewajcie się postów z hashtagami #uczeń #przedszkolak #niemowle #matka #ojciec.

Jeśli Was to nie przerazi w najbliższym czasie opowiem Wam też o wyprawce dla noworodka przygotowanej przez rodziców dla trzeciego dziecka, czyli w końcu bez nadmiaru, o tym jak Kazik nas zaskoczył na starcie i o tym jak powitali go bracia.



Zapraszam też na Instagram, gdzie pokazujemy migawki z naszego życia: https://www.instagram.com/martalewsob/


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2014 Matka Żywicielka , Blogger