Nigdy nie śmiej się z żartu dziecka

Pamiętam, jak dawno temu nawrzeszczałam na Zeta, bo walnął Teda. Młody miał wtedy może z półtora roku, w każdym razie nie mówił za wiele. Po moim wrzasku Ted w oczach brata nagle z wroga zmienił się w najlepszego przyjaciela. O tej pory ciągle zawierają sojusze...




- Chodź Tedziu - powiedział do małego czteroletni Zet. - Nie będziemy z nią gadać, skoro nas tak źle traktuje. Będziemy się bawić razem - dodał cichutko pochlipując.
- Tia! - odparł ledwo odstający od podłogi Teodor i grzecznie podreptał za bratem. Ta sytuacja wybiła mnie z wszelkiego rytmu. Z jednej strony rozczulił mnie obrazek tych dwóch idących w objęciach do wspólnego pokoju, z drugiej miałam ochotę się bronić, bo nikogo źle nie potraktowałam, a z trzeciej... myślałam że walnę ze śmiechu. Takich sytuacji, kiedy bronię jednego przed drugim, a potem ten, który był "ofiarą" staje po stronie "oprawcy" jest w naszym życiu wiele. Są częstsze niż te, w których ktoś odkłada zabawki na miejsce.

Coraz częściej nabijają się ze mnie razem. Ostatnio robiłam obiad, kiedy usłyszałam ich rozmowę dobiegającą znad skrzyni z klockami.
- Fajnego TORTURATORA zrobiłem? - zapytał Zet  z entuzjazmem.
- Nooooo! - odparł podekscytowany Teodor, po czym przemknęli obok mnie.
- Co to jest torturator? - zapytałam w powietrze. Na co odpowiedziało mi głośne parsknięcie śmiechem Obydwu.
- Mamoooo, zlituj się FUTURATOR! - odparł Zet dławiąc się ze śmiechu. Zupełnie, jakby to słowo miało jakieś ukryte znaczenie, miało sens jasny dla wszystkich, oprócz mnie, oczywiście. Już myślałam, że temat padł, bo przecież i tak nie dowiem się o co im chodzi, ale do dyskusji włączył się Syn Średni.
- Mama źle słyszy, pewnie ma brudne uszy - ledwo wypchnął z siebie ostatnie słowa, nieomal leżąc na podłodze.
- Tak i jest stara jak kalafior. HAHAHAHAHAHA - dodał jego równie zabawny starszy brat. Nie pomyślałam, przyznaję, mój błąd. Patrząc na nich turlających się po podłodze ze śmiechu, sama też parsknęłam śmiechem.  I tu pokażę Wam coś, co zobaczyłam kilka godzin później na Instagramie.



To było w piątek. Dziś jest wtorek. Nadal się śmieją. Są straszni, źli, okrutni. Co im ten kalafior zrobił? Przecież wcale nie jest stary. ;)


9 komentarzy:

  1. To bardzo dobrze, że są za sobą, bawią się razem i śmieją. No cóż a że czasami nazbyt długo to już tylko nasz dorosły punkt widzenia. Masz super rodzinkę. Pozdrawiam serdecznie. 💗

    OdpowiedzUsuń
  2. Futurator:0 o padłam jakie nazwy:0 bardzo fajnie ze chłopcy razem ze soa ząrtują..u nas zaczyna sie to powoli chodz młodsza 3 latka jeszcze często nie kuma że to zart i płacze;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Futurator - dobre :) Mój syn też ma różne twory językowe :) A jak coś powie to też czasem mam ochotę ryknąć śmiechem, ale staram się opanować, żeby mu przykrości nie robić :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Stara jak kalafior - urocze ;) Najważniejsze, że sa zgrani. Moi jednak ciągle niestety ze sobą walczą i przybiegają do mnie z prośbami o spacyfikowanie przeciwnika.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kilka dni to nie tak źle... Mój syn niektóre żarty powtarza miesiącami ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ach, zastanawiałam się, o co chodzi w tytule :D Moje dzieci są jeszcze małe i nie gadają tyle, więc te doświadczenia jeszcze przede mną :)
    Kiedyś pracowałam jako opiekunka, wówczas poznałam inną prawdę życiową - nie uświadamiaj dziecka w wieku przedszkolnym, że to słowo napisane na ścianie jest brzydkim słowem :D
    Całe szczęście, moja podopieczna nie przeczytała dokładnie, potem wykrzykiwała tylko z ogromną satysfakcją: "Juh, juh, juh" - a ja nie wyprowadzałam jej z błędu ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. hahaha u nas na razie żarty robia dwie starsze siostry ale trzecia już mocno podpatruje dziewczyny także wesoło na okrągło :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mama, a mówiłem Ci już? - i tak non stop, tyle, że u nas jest na tapecie co na urodziny... które są w lipcu!

    OdpowiedzUsuń
  9. Ehh, ciągle słyszę "mamo, a co to jest?", właśnie etap poznawania świata u nas

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Matka Żywicielka , Blogger