Dieta dziecka ze spektrum

Dieta dziecka ze spektrum

Od czasu diagnozy Zespołu Aspergera u Zeta zaczęliśmy zgłębiać wiedzę na ten temat. Spotykaliśmy się z wieloma różnymi opiniami, jak "leczyć" lub łagodzić objawy. Na forach dla rodziców dzieci ze spektrum autyzmu czy w rozmowach że znajomymi ciągle przewija się temat diety i suplementów. O co chodzi z tą dietą i jak to u nas wygląda?


pasja1000/pixabay

Równie dobrze mogłabym napisać tekst pt. "Dieta blondynek" albo "Dieta dla osób o wzroście 168 cm". Pewnie wiele osób złapie się za głowę, ale powiem Wam z mojej obserwacji, że nie ma czegoś takiego, jak jedyna słuszna dieta dla autysty. Jednocześnie nie neguję, że ta szeroko stosowana i opisywana u niektórych dzieciaków może działać.

Dieta wyłaczeń


Najprościej byłoby napisać, że podstawą diety autysty jest wyłączenie cukru, glutenu i kazeiny. W praktyce wygląda to tak, że cukrów nie da się wyłączyć zupełnie, bo występują one naturalnie, choćby w owocach. Oczywiście nie jest to ten biały, rafinowany, ale nadal działa na organizm pobudzająco.  Gluten znajdziemy w większości zbóż, ale prawda jest taka, że czytać trzeba absolutnie wszystkie etykiety na produktach spożywczych (i nie tylko), bo wiele z nich może zawierać śladowe ilości glutenu (ale znajdziemy go choćby w ciastolinie). Kazeina to białko mleka ssaków kopytnych, czyli znów czytanie etykiet.

Zwolennicy tej diety są bardzo restrykcyjni, trzeba ostrym cięciem zrezygnować z wszystkich produktów zawierających wymienione składniki i absolutnie, bez żadnych wyskoków przestrzegać jej, jednorazowe odstępstwo może spowodować regres u dziecka. Nie wykluczam, że u osób z dużymi zaburzeniami różnice w zachowaniu mogą być wyraźne, w końcu już starożytni mówili, że żołądek jest naszym drugim mózgiem, więc to co się dzieje w nim może wpływać na funkcjonowanie naszego organizmu. Bywa, że nie mając nawet alergii, mamy nietolerancję różnych składników, po ich spożyciu bywamy ociężali, rozkojarzeni i niespokojni.

Ale gdy jesteśmy zdrowi...


Nie jestem lekarzem, ani dietetykiem, co wielokrotnie podkreślałam, ale z tego co udało mi się dowiedzieć w szkole, w czasie pracy zawodowej, czy rekreacyjnego czytania eliminacja jakiegoś składnia odżywczego nie jest najlepszym pomysłem. Upraszczając - człowiek jest wszystkożerny. Oczywiście, że istnieją np. wegetarianie i żyją, ale raczej nie przechodzą oni na dietę z biegu, tylko porządnie się do tego przygotowują.

Bez glutenu

Są ludzie, którzy rzeczywiście nie mogą go jeść, są to chorzy na celiakię oraz osoby uczulone na białko ze zbóż. Każda z tych osób, przechodząc na dietę ze względów zdrowotnych, powinna skonsultować się z dietetykiem, który pomoże ułożyć dietę wyrównującą straty.

Bez nabiału

W dzisiejszych czasach nabiał można dość łatwo zastąpić produktami roślinnymi, ale umówmy się, że to dość kosztowna impreza. Litr pełnotłustego mleka świeżego kosztuje około 3 zł, mleko migdałowe, czy gryczane to już 8-14 zł... Nie wspomnę nawet o jogurtach, maśle, itd.

Bez cukru

Konia z rzędem temu, kto jest w stanie nauczyć dziecko i dziadków i ciocie, że cukier w Waszym domu nie istnieje. Oczywiście najczęściej rezygnuje się z cukrów prostych i to jest do zrobienia. Ale unikać węglowodanów tak całkiem, nie polecam, bo szybko się okaże, że dziecko nie jest w stanie funkcjonować.

Jak to jest u nas?


Był moment, że mleko krowie szkodziło Zygmuntowi. Była to dla nas sytuacja dramatyczna, bo on poza nabiałem nie jadł prawie nic. Metodą prób i błędów w konsultacji z alergologiem zdecydowaliśmy o przejściu na mleko... kozie. Ono także zawiera kazeinę, ale szybko okazało się strzałem w dziesiątkę, Zet przestał ciągle łapać infekcje, skarżyć się na brzuch i nagle stał się jakiś spokojniejszy. Po roku lekarz polecił stopniowo wrócić do mleka krowiego i od trzech lat pilnujemy, żeby Zet przyjmował maksymalnie szklankę dziennie, do tego czasem jakiś jogurt i objawy nie wróciły.

Z glutenem nigdy nie było problemu, bo Zygmunt nie chciał jeść chleba, a jeśli na stół wjeżdżają naleśniki, makaron czy krakersy to staramy się, żeby nie jadł ich wywrotkami. Nie zauważyłam, żeby jakoś na niego wpływały.

Cukier w nadmiarze działa pobudzająco na większość znanych mi dzieci, poza tym cukrzyca, próchnica i inne takie ustrojstwa. Mimo to jesteśmy zwolennikami niepopularnego podejścia. Słodycze trzymamy na wierzchu w zasięgu małych rączek. Nie zdarzyło nam się przez 8,5 roku rodzicielstwa, żeby któreś z naszych dzieci zjadło jakiś słodycz bez pytania. Nawet jogurtu nie wezmą bez zgody. Kiedyś mój brat, zdaje się, że trzyletniemu Zetowi dał cukierka "Zjedz, mama nie widzi." Wiecie, co zrobił Zet? Oburzył się i nakablował na wujka. Może dlatego, że nikt im słodyczy nie broni (w rozsądnych ilościach).

To co z tą dietą?!


Każdy organizm jest inny, każde dziecko jest inne. Czytam etykiety, unikam barwników, szczególnie tych czerwonych i żółtych, podobno są najgorsze. Zdarza się, że sięgamy po gotowce, np. pierogi ruskie, ale tylko te z krótkim składem, staramy się odżywiać rozsądnie, wszyscy. Nie żremy po nocach chipsów po kryjomu, jak wjeżdżają popcorny, to na rodzinny wieczór filmowy, większość jedzenia przygotowuję w domu, jak pracowałam na etacie, też to robiłam. Gotujemy na dwa dni, żeby mieć czas na inną aktywność, jak zostaje - mrozimy ipodpisujemy, co jest w pojemniku. W domu zawsze są owoce i warzywa, nawet jeśli dzieci nie chcą ich jeść świadomie, to przemycam.  Kombinuję, jak większość mam.

Uważam, że do wszystkiego trzeba podchodzić z pewną rezerwą i wychodzę z założenia, że to co pasuje jednemu, drugiemu nie musi. Nie dawajmy sobie wmówić, że istnieje jeden słuszny sposób życia, jedzenia, jedna słuszna literatura, muzyka czy gatunek filmowy. Żyjmy po swojemu. A jeśli już decydujesz się na wprowadzenie diety, a szczególnie u dziecka to nie rób tego na wariata i na własną rękę. Pogadaj z lekarzem, dietetykiem i zastanów się, czy cała rodzina jest gotowa na zmiany. Bo wprowadzenie diety jednemu domownikowi, to nie tylko katowanie go, ale też dodatkowa robota, dla kogoś kto ogarnia zakupy i gotuje.
Najgorsi są rodzice. Wyznania przedszkolanek

Najgorsi są rodzice. Wyznania przedszkolanek

Nie wiem jak Wy, ale ja niewiele pamiętam szczegółów ze szkoły podstawowej, ot parę urywków. Jedno z takich wspomnień to słowa mojej nauczycielki historii z czwartej czy piątej klasy. Zawsze kiedy ją wkurzyliśmy mówiła "Obyś cudze dzieci uczył" i wznosiła wymownie oczy do nieba. Pani Hania, bo tak miała na imię nauczycielka powoływała się przy tym na starożytne rzymskie przysłowie, kiedyś już jako dorosła osoba usłyszałam, że to największe chińskie przekleństwo, zarezerwowane dla największych wrogów. Nie jestem w stanie odnaleźć genezy tego powiedzenia. Ale znam kilka osób, które na własnej skórze przekonały się, jak wymagająca potrafi być praca pedagoga.


CHEN_victor/pixabay

Ale dziś nie będziemy zajmować się relacjami nauczyciel - uczeń, tylko nauczyciel - rodzic. Zacznijmy od przedszkola. Słowa mojej historyczki (choć może histeryczki) tak bardzo wryły mi się w mózg, że już wtedy wiedziałam, że nauczycielem nie będę nigdy. I choć wielu moich znajomych wybrało właśnie tę drogę, nigdy nawet mi przez myśl nie przeszło, żeby choćby awaryjnie złożyć dokumenty na pobliski PWSZ, na którym królowały kierunki nauczycielskie. Wybrałam inną drogę, ale znajomi pozostali. Niektórzy pracują w przedszkolach i oni dziś są bohaterami mojej opowieści.

Za zdrowie


- Matko nie wiem od czego zacząć! - wybuchła śmiechem Emila, kiedy poprosiłam ją o streszczenie kwiatków z jej pracy. - O, wiem! Wyobraź sobie, że masz dziecko z gorączką, a w pracy deadline, koniec miesiąca, no nie pójdziesz na zwolnienie, nie ma szans, ale nie masz z kim dziecka zostawić. Wiesz co się wtedy robi? - zapytała mnie koleżanka ze szkolnej ławy, ale nie czekała na odpowiedź. Okazuje się, że w takiej sytuacji rodzice dają dzieciom syropek, tak, żeby zaczął działać zanim potomek stanie w drzwiach sali, potem bez zbędnych ceregieli popychają swoje młode za drzwi i szybciutko do służbowego autka. Potem wystarczy wyciszyć telefon i po południu udawać zaskoczenie. Jest to numer jednorazowy, bo następnego dnia, już nie będzie tak łatwo.

Ale rodzice i na to mają sposoby, Agnieszka opowiadała mi o uczuleniu na smog, które objawia się zielonym katarem, który naturalnie trwa całą zimę. Kiedy już dziecko nie daje rady i w końcu ląduje na kilka dni w łóżku wraca do przedszkola i... - Wiesz co mi powiedziała mama Nikoli? Chyba uznała, że jesteśmy przyjaciółkami, bo rzuciła mi tekstem: Pani Agnieszko, no 3 dni z nią w domu siedziałam, ale nie mogę już, bo po ścianach chodziła, na szczęście gorączka spadła, a teściowa koleżanki jest alergologiem, mam tu więc zaświadczenie, że dziecko zdrowe, ale uczulone na jakieś pleśni. Więc jakby inni rodzice się czepiali, to ma pani podkładkę." - opowiadała nauczycielka. Mama była zdziwiona, że Agnieszka nie zgodziła się na przejęcie Nikoli i nawet "lewe" zaświadczenie nie było w stanie jej przekonać.

Na brzuszek


- Codziennie, punkt 10 telefon, codziennie, przez trzy lata... - tak moja niespotykanie spokojna Irenka zaczęła swoją opowieść. Te rozmowy były krótkie, dzwoniła mama małej Ingi, żeby przypomnieć, że Ingusia musi zjeść jabłuszko, inaczej nie zrobi "dwójeczki" na czas. Na czas, czyli w przedszkolu, żeby mamusia nie musiała pomagać córce w toalecie, bo dla niej najgorsze na świecie były nie zupki, ale kupki, od samego początku. - Ty się ciesz, że ona tych pieluch nie lubiła! - prychnęła w Irenkę swoim latte Karolina. - Moja ulubienica zapisała swojego Alanka do przedszkola, kiedy skończył 4 lata, od drzwi pierwszego dnia ogłosiła, że młody jest w pieluszce, bo... rolą przedszkola jest to załatwić, w końcu placówka prywatna, to chyba za coś tą kasę bierzemy.

A, że kupka nie zawsze ładna i czasem w towarzystwie wymiotów? "Mówiłam mężowi, żeby mu tego arbuza już nie dawał, bo rozwolnienia dostanie". Przedszkolanki, jedna przez drugą opowiadały z entuzjazmem o wodzie ze studni, której dziecko napiło się w weekend u babci, brokułach, które dzieci jadają pasjami i o wszystkiemu winnych kiszonkach. Ponoć standardem jest kilka historii miesięcznie o tym, jak to kiszonki miały wzmocnić odporność i zasiedlić dziecięcy organizm dobrymi bakteriami, a tym czasem był to tani chwyt marketingowy, bo dziecię ma wszelkie objawy rotawirusa, ale to właśnie po tych strasznych kiszonkach, a przecież szkoda, żeby w domu siedziało, bo generalnie czuje się dobrze.

Mamo, idź już!


Placówka, każda, zarówno prywatna, jak i publiczna ma przede wszystkim na uwadze dobro i bezpieczeństwo dziecka. Przedszkolanki, choć bywa, że młodsze od rodziców, niejedno już widziały. Nie jedno dziecko na ich oczach zaczynało przygodę z przedszkolem. Często zdarza się tak, że pierwsze dni dla malucha są szokiem, wiele dzieci płacze przy rozstaniu z rodzicami. Ponoć miesiąc dziecko ma prawo płakać. Zet nie płakał od początku, Ted przestał płakać, jak po tygodniu zdecydowaliśmy, że pora, żeby został na leżakowaniu, okazało się, że dziecko zwyczajnie było zmęczone.

Niektórzy rodzice są mniej odporni na płacz własnych dzieci niż inni, bywa, że nie są przygotowani na te pierwsze rozstania. - Hitem była pewna urocza mama, która ogłosiła, że jej przecudnej urody bliźnięta nie mogą płakać, bo dostaną czkawki i będą ich boleć brzuszki - opowiadała Emilka. Ta sama mama szybko zorientowała się, że do sali da się zajrzeć z parkingu, wystarczy wdrapać się na niewielki murek. Przez pierwszy miesiąc tam stała i patrzyła, czasem nasłuchiwała pod drzwiami. Sprawę zakończyła ostra interwencja właścicielki przedszkola. Mama bliźniaków akurat nasłuchiwała pod drzwiami, kiedy usłyszała płacz dziecka, wpadła tam niczym pocisk z radzieckiego czołgu, wykrzykując imię jednej ze swoich córek. Pech. Tym razem to nie jej córka płakała, a inna dziewczynka, której bliźniaczki brutalnie odebrały lalkę cichutko przy tym chichocząc. Na widok mamy, przypomniało im się, że jak ostatnio ją widziały, to płakały i...rozpłakały się.

Za straty poniesione w przedszkolu...


Nie wiem, czy wiecie ile zarabia młoda nauczycielka w prywatnym przedszkolu? Ja wiem, powiem Wam szczerze, że szału nie ma, a orka, jak na ugorze. Bo tu nie ma, że pięć godzin i do domu, klient czyli rodzic ma być zadowolony, grafiki na najbliższy tydzień często wysyłane są w niedzielę wieczorem no i odpowiedzialność jest w tej pracy nie mała, nie mówiąc już nawet o fizycznych trudach tego zawodu. A tu jeszcze pojawiają się dodatkowe koszta.

- Standardem są awantury o porwane rajstopki - mówi Kasia, która już przedszkolanką nie jest, pracuje teraz na recepcji w hotelu i przyznaje, że do oświaty nie ma zamiaru wracać. - Powiedz, jak posyłasz dziecko do przedszkola to ubierasz je jak? Wygodnie? Jesteś w mniejszości! Tam gdzie pracowałam,dzieci przychodziły do przedszkola w ciuchach droższych niż moje, często wyglądały, jakby wybierały się na obiad do królowej, a nie bawić na dywanie, a dzieci chcą się bawić. Chodzą na kolanach po podłodze, biegają na spacerze, wspinają na placu zabaw i zawsze jakiś ciuch ucierpi.  Kaśka opowiadała o tym, jak rodzice nagminnie przynosili rachunki ze sklepu, po tym, jak dziecko wróciło do domu z dziurą na kolanie...

Ale bywają i grubsze akcje. - Jedna z mam ogłosiła, że w przedszkolu zaginął kask rowerowy dziecka, razem z koleżankami przetrząsnęłyśmy całą placówkę, nie ma. Sprawa oczywiście trafiła do dyrekcji, rozpoczęło się wielkie przeglądanie monitoringu, kasku nie odnotowano. Po kilku tygodniach kask znalazł się... u taty w samochodzie - opowiadała raczej z ograniczonym rozbawieniem Irenka.

Jak na dłoni


W niektórych przedszkolach istnieje monitoring, dzięki któremu w dowolnym momencie rodzic może zalogować się z pracy czy domu na serwer i zobaczyć, co w tym momencie robi jego latorośl. Od dnia, w którym usłyszałam o tym wynalazku uważałam, że to chory pomysł. No bo jakbym się czuła, gdyby mój mąż czy moje dzieci w dowolnym momencie mogły zobaczyć jak pracuję, albo gotuję obiad bez mojej wiedzy? Trochę jak małpa w ZOO. Okazuje się, że ten wynalazek uwiera również przedszkolanki. - Koleżanka opowiadała mi, jak rodzice potrafili dzwonić do niej i kazać jej zdjąć, albo założyć dziecku sweterek, bo zobaczyli na monitoringu, że ich dziecko jest ubrane nie tak, jak ich zdaniem powinno. Nie robiło na nich wrażenia, że przedszkolanka jest na miejscu i lepiej wie, jaka w sali panuje temperatura - powiedziała mi jedna z moich znajomych.

Inne również uwielbiają ten monitoring. Rodzice każą poprawiać kocyk w czasie leżakowania, bo "brzydko leży", przyprowadzać dzieci przed kamerę, bo siedzą tak przy posiłku, że są poza kadrem, czekają na linii, aż dziecko wyjdzie z toalety, bo chcą zobaczyć, czy już minął mu poranny smutek... Można tak wymieniać bez końca...

Luzujemy


Rodzice kochani, sama nie jestem bez winy, zdarzało mi się wściekać na pracowników przedszkola, nadal zdarza. Ale powiem wam, że jak słuchałam dziewczyn, to myślę sobie, że nie jestem taka najgorsza. Zresztą część z tych osób opiekowała się moimi dziećmi i fakt, że nadal odbierają ode mnie telefon trochę mi schlebia. Każdy z nas jest człowiekiem, troszczymy się o nasze dzieci, kochamy je bezwarunkowo, ale czy czasem ciut nie przesadzamy? Dlaczego w przekonaniu, że w placówce dzieje się dzieciom krzywda nadal je tam posyłasz? Przecież można wybrać inne przedszkole. Nie chcesz? Więc daj tym ludziom żyć.


*Wszystkie imiona w artykule zostały zmienione.
Okiem Żywiciela: Co pożytecznego daje dziecku komputer

Okiem Żywiciela: Co pożytecznego daje dziecku komputer

Komputery są i basta. Będzie ich coraz więcej i więcej. Będą małe i większe i będą miały coraz większy wpływ na nasze życie, a skoro tak to może warto, żeby nasze dzieci jednak nauczyły się z nich korzystać i to nie tylko do bezrozumnej rozrywki, ale także do rozwijającej rozrywki :)


alphalight1/pixabay

Komputery będą sterować samochodami naszych dzieci, prawdopodobnie będą opiekować się nimi na starość możliwe, że będą je operować, a na pewno będą budować, tworzyć większość rzeczy jakich będą używać. Uważam, że każdy powinien umieć się z nimi dogadać i wykorzystać możliwości jakie oferują. Oczywiście świat realny dalej jest o niebo ważniejszy i da się jeszcze żyć zupełnie bez obcowania z komputerem (patrz Sakurada - minister d/s cyberbezpieczeństwa Japonii, który nigdy osobiście nie korzystał z komputera) ale uważam, że warto. Co nasze dziecko może więc robić z komputerem?

Nauka języków

Ogląda YouTube'a? To niech ogląda/słucha bajek po angielsku albo w jakimkolwiek innym języku, który lubi. Gra w gry? Szczególnie te sieciowe? Tu angielski to praktycznie must have. Wszystkie piosenki dla dzieci występują w każdym języku świata, więc połączenie tego z chłonnym dziecięcym umysłem i aparatem mowy, który może dostosować się do wydawania różnych dźwięków jakie występują na przykład w japońskim, a dla dorosłego są nie do odtworzenia, jest idealną sytuacją.

Rozwój sprawności manualnej i refleksu.

Klawiatura, pad, kierownica, myszka to wszystko trzeba obsługiwać jedną lub dwoma rękoma jednocześnie śledząc to co się dzieje na ekranie. Biegać się w ten sposób nie nauczą, ale moim zdaniem jest to o niebo lepsze niż siedzenie przed telewizorem bez ruchu.

Szukanie informacji.

Pamiętam jak kiedyś Zet przyszedł zapytać, czy może pooglądać na telefonie filmiki z maszynami budowlanymi na YouTube. Zgodziłem się i wyciągnąłem rękę po telefon, żeby wpisać mu odpowiednie hasło w wyszukiwarkę. Zet zignorował moją rękę uruchomił YT wcisnął ikonkę mikrofonu i powiedział, co chce oglądać, telefon posłusznie wyświetlił to o co poprosił Zet, a mi zrobiło się głupio, bo sam nigdy nie korzystałem z tej funkcji. Teraz kiedy Zygmunt pyta o coś konkretnego np. głębokość Rowu Mariańskiego, wiem,że to około 13 kilometrów ale Zygmunt chce znać dokładną liczbę, dostaje więc telefon do ręki i sam znajduje tą informację. Tak samo jak robił jakieś geograficzne zadanie do szkoły i nie pamiętał jak wygląda jakiś kraj, to pokazałem mu google maps.

Eksperymentowanie

Praktycznie wszystko co można zrobić z komputerem jest odwracalne (no może poza wyrzuceniem go przez okno). Wyobraźcie sobie, że dziecko chce sobie zrobić kanapkę. Zgadzacie się ale od razu narzucacie mu sporo ograniczeń. Nie może kroić chleba na podłodze w łazience, raczej nie pozwolimy mu na ucięcie dwu centymetrowej grubości plastrów wędliny, polanie chleba wrzątkiem dla zmiękczenia go, też raczej nie wchodzi w grę. A na komputerze może próbować robić wszystko, to co wpadnie mu do głowy. Może pojechać pod prąd samochodem, wskoczyć na kolce w zręcznościówce i wiele innych rzeczy, a im więcej będzie próbować tym więcej będzie umiał. Zobaczywszy swojego skina przebitego na wylot, raczej nie będzie też chciał robić tego na żywo po grze. Chodziłem kiedyś do podstawówki z człowiekiem, który spalił dwa komputery i ciągle coś kombinował z nimi, w ósmej klasie prowadził informatykę zamiast nauczyciela, a po studiach dostał robotę w Microsoft.

Komunikacja

Internet bardzo skurczył nasz Świat, bez problemu można zadzwonić do babci w Ameryce, obejrzeć obraz z kamery umieszczonej w parku krajobrazowym, wysłać koledze z ławki zdjęcia z nurkowania na rafie koralowej, a to wszystko da się zrobić praktycznie za darmo albo za ułamek ceny, jaką kosztowałoby to kiedyś. Ja wiem, że pedofile, wyłudzacze i ogólnie to straszno bardzo. Ale łatwiej dać komuś buty, niż cały świat pokrywać dywanem. Nauczmy dziecko bezpiecznego rozsądnego korzystania z technologii zamiast je na nią zamykać, bo może dzięki niej zdobywać przyjaciół na całym świecie.

A wiecie jaki jest największy problem z tymi wszystkimi zaletami korzystania z komputera przez dziecko? Aby to wszystko działało i było bezpieczne i pomocne dla dziecka, to rodzic musi sam umieć to ogarnąć zarówno wyobraźnią, jak i odpowiednimi umiejętnościami, bo nie oszukujmy się szkoła nie nauczy tego naszych dzieci, zrobimy to albo my, albo koledzy i koleżanki naszych dzieci, tylko wtedy nie wiemy kto i czego nauczy nasze dziecko, a jeśli nie będziemy w stanie zadać dziecku odpowiednich pytań i sprawdzić, co ono tak właściwie robi z tym komputerem to narażamy nasze dzieci i siebie na problemy.

Przemoc to nie tylko bicie

Przemoc to nie tylko bicie

Świat, który nas otacza bywa okrutny. Nie będę pisać o żadnej konkretnej tragedii. Opowiem Wam dziś (ze wsparciem psychologa), o tym, że przemoc to nie tylko bicie. Nie każda ofiara przemocy domowej jest usiana siniakami. Często przemoc, która dzieje się wokół nas to tortury innego rodzaju, które bolą tak samo, jeśli nie bardziej niż ciosy zadane ręką. Ale po kolei. Zapraszam na dzisiejszy tekst.


xusenru/pixabay


Statystyki mówią, że w Polsce każdego roku 90 tys. kobiet doświadcza przemocy domowej. Naturalnie mówimy tu o zgłoszonych przypadkach, a ile tragedii zostaje za zamkniętymi drzwiami? A ilu mężczyzn, nie przyznaje się, że doświadczają przemocy od partnerek? Ile w tym wszystkim jest dzieci? Tego tak naprawdę nigdy się nie dowiemy. "Nie mów nikomu, co się dzieje w domu" mawiały nasze babcie i mamy, ofiary przemocy często też posługują się tą maksymą. Co się dzieje?

Przemoc fizyczna


Tego tematu nie unikniemy. Sama, jak słyszę "przemoc" myślę najpierw o biciu. Ale w tym określeniu zawierają się nie tylko pięści. To naruszenie nietykalności, celowe działanie prowadzące do uszkodzenia ciała, ale też celowe działanie "niosące takie ryzyko". Dlatego nie tylko bicie i kopanie są przemocą fizyczną, w tym określeniu znajduje się też miejsce dla szarpania, popychania, ciągnięcia za włosy, uszy, ściskanie rąk, ale i te "niewinne" klapsy. 

Przemoc psychiczna


Ta nie zostawia śladów widocznych dla innych, często jest dołączona do przemocy fizycznej, ale potrafi też występować sama. Często w domach, w których byśmy się jej nie spodziewali. Pod tym pojęciem znajduje się obrażanie, osądzanie, szantaże i groźby, ale także oskarżanie i obwinianie, krzyki czy nieliczenie się z uczuciami ofiary.

Przemoc seksualna


Na ten temat powstanie oddzielny post, ale dziś powiemy sobie tyle, że to jest każdy akt związany z naruszeniem intymności. Nie tylko seks bez zgody czy świadomości osoby krzywdzonej, ale także dotyk, obraźliwe uwagi są przemocą. Gwałt to nie tylko akt seksualny wymuszony przemocą fizyczną, ale ten wymuszony szantażem emocjonalnym czy groźbą.

Przemoc ekonomiczna


Tę formę często wybierają główni żywiciele rodziny, to często odbywa się w białych rękawiczkach. Jeśli nie spełnisz żądań oprawcy, on zniszczy Twoją własność, odetnie Cię od środków do życia. Zaniedbanie też jest formą przemocy ekonomicznej. W skrajnych przypadkach mówimy o uniemożliwienie ofierze dostępu do mieszkania ale też jego elementów, jak łazienka czy kuchnia. 

Jak zachowują się ofiary


Amerykańska psycholog Lenore E. Walker przez wiele lat prowadziła badania na ten temat. Skupiając się głównie na kobietach, jako ofiarach przemocy, badaczka opisała, że każda z kobiet próbowała przerwać ataki na siebie, ale widząc, że ich działanie nie przynosiło pożądanych efektów szybko przestawały się bronić. Obserwowano u nich syndrom "wyuczonej bezradności". Polega on na tym, że kobiety straciły wiarę, że są w stanie przerwać działania swojego oprawcy, bo zawsze znajdzie się jakiś powód, żeby użyć przemocy.

Ofiara przemocy niezależnie od tego czy jest kobietą, mężczyzną czy dzieckiem traci poczucie kontroli nad swoim losem, bezradność odbiera siłę do walki o siebie i swoje potrzeby. Utrata przekonania o wpływie na swój los prowadzi do poczucia, że nie ma wyjścia z obecnej sytuacji. Ofiary tracą wiarę w siebie, starają się za wszelką cenę uniknąć sytuacji zapalnych, często popadają w apatię, stany lękowe a nawet depresję. (polecam Wam te dwa teksty, jeśli jeszcze ich nie czytaliście: Depresja u dorosłych i Depresja u dzieci). 

Syndrom wyuczonej bezradności jest tym silniejszy, nim młodsza osoba staje się ofiarą. Wynika to z braku porównania do innego życia, niż to, w którym jest przemoc. Jest to tak przytłaczające, że ofiara nie wierzy, że może się wyrwać ze swojej sytuacji - Co gorsza, nie wierzą też, że ktokolwiek może im pomóc - mówi psycholog Magdalena Kietlińska. - Więc nie proszą o pomoc, dlatego, jeśli widzisz, że komuś dzieje się krzywda, musisz reagować, bo ofiary się nie skarżą, bo nie wierzą, że to cokolwiek zmieni - dodaje specjalistka.

3 fazy przemocy


Narastanie napięcia

Z każdym dniem atmosfera w domu się zagęszcza, pojawia się coraz więcej sytuacji konfliktowych. Kłótnie dotyczą nawet drobiazgów. Tu już często można zauważyć przemoc psychiczna. Ofiara próbuje łagodzić sytuację. Przeprasza przemocowca za swoje zachowanie, tylko po to, aby nie prowokować jego agresji.

Ostra przemoc

Napięcie, które narastało w oprawcy znajduje upust. Jego zachowania są nieprzewidywalne, ofiara czuje wielki niepokój, wie, że w każdej chwili może spodziewać się ataku na siebie. Przemoc słowna jest w zasadzie ciągła. Po wszystkim ofiara czuje się poniżona i skrzywdzona, ale czuje też złość, nie tylko na oprawcę, ale i na siebie, bo nie umiała się obronić. Bezradność jest nie do wytrzymania.

Miesiąc Miodowy

Oprawca rozładował swoje napięcie, ale ma świadomość przekroczenia granic. Przeprasza ofiarę, próbuje jej wynagrodzić cierpienie i obiecuje, że więcej się tak nie zachowa. Okazuje skruchę i jest cukierkowo. Do następnego razu. Bo po pewnym czasie znów pojawia się faza napięcia. 

Jak to przerwać


Chciałabym móc napisać, że ludzie się zmieniają, że jest złoty środek. Niestety nie jest tak łatwo. Badania pokazują, że skłonność do przemocy nie znika, bardzo przypomina nałóg. Osoby, które dopuszczają się przemocy, będą to robić nadal, potrzeba silnej woli i wsparcia specjalistów, żeby przestać, ale do tego trzeba uświadomić sobie istnienie problemu. Pamiętam opowieść mojej koleżanki, która wróciła ogromnie zszokowana z nagrania pewnego problemu, właśnie o ofiarach przemocy domowej. Eksperci, którzy się tam wypowiadali byli zgodni - nie tylko oprawca potrzebuje pomocy, ofiara też. Wiele osób, które znalazły się w tej roli, nawet jeśli wydostawały się z toksycznych związków, na kolejnych partnerów wybierały... kolejnych przemocowców. Z tego się nie wychodzi bez pomocy.

Co możesz zrobić dla ofiary


Jak zawsze w tekstach z ekspertem mam kilka rad dla Was, które możecie wykorzystać, jeśli zauważycie, że komuś, kogo znacie dzieje się krzywda.
  1. Wysłuchaj i uwierz w historię, którą opowiada ofiara
  2. Zapytaj, jak możesz pomóc
  3. Powstrzymaj się od mówienia: "A nie mówiłem..."
  4. Wezwij pomoc: policję, ośrodek pomocy społecznej
  5. Pamiętaj o Niebieskiej Linii 800 12 00 02
  6. Reaguj na agresywne zachowania przemocowca, wyraźnie mów, że nie zgadzasz się na przemoc
  7. Wyrażaj swoją negatywną opinię na temat przemocy w obecności oprawcy
  8. Mów głośno, że PRZEMOC JEST PRZESTĘPSTWEM
  9. Wyciągnij pomocną dłoń do osoby krzywdzonej 
  10. Pomóż znaleźć wyjście z patowej sytuacji, przygotować plan do realizacji punkt po punkcie
  11. Pomóż w zorganizowaniu spraw technicznych, znalezieniu mieszkania, pracy, placówek dla dzieci
  12. Bądź pod ręką w czasie pakowania, przeprowadzki, wspieraj nie tylko dobrym słowem, tak, żeby ofiara nie rozmyśliła się w ostatniej chwili

Przemoc to nie tylko bicie, klaps, szarpnięcie, krzyk, szantaż... Reaguj, masz do tego nie tylko prawo, ale i obowiązek. Przemoc jest przestępstwem, nie zgłoszenie przestępstwa, to jak współudział w nim. Jeśli drugiemu człowiekowi dzieje się krzywda, możesz mu pomóc, każdy może, im więcej osób reaguje, tym sprawcy rzadziej czują się bezkarni.


Za ogrom wiedzy merytorycznej tradycyjnie już dziękuję psycholog Magdalenie Kietlińskiej.
Orzekanie dziecka ze spektrum krok po kroku

Orzekanie dziecka ze spektrum krok po kroku

Postanowiliśmy ponownie orzec Zygmunta. Nie była to łatwa decyzja. Rozważyliśmy wszelkie za i przeciw. Ten tekst powstawał przez cały czas trwania procesu, żebyście mieli świadomość, jak to wygląda.


anaterete/pixabay


18 września 2018 r.

Pojechałam do Poradni Pedagogiczno-Psychologicznej, wypełniłam wniosek o przesłanie karty Zygmunta z PPP w naszym poprzednim miejscu zamieszkania. Zapisałam go na "listę chętnych na TUS". Czekamy na telefon.

26 września 2018 r. 

Dostałam telefon z PPP, Zygmunt zakwalifikował się na Trening Umiejętności Społecznych do grupy wysokofunkcjonującej. Zajęcia ruszają 18 października.

10 października 2018 r. 

Dzwonili z PPP, dokumenty z Warszawy dotarły. Zdaje się, że niósł je leniwy gołąb. Nie ważne, spotkanie z Panią psycholog mam 16 października o 10:30. Wyciągnęłam dokumenty, mam trochę stracha. Wracają wspomnienia sprzed czterech lat, muszę się wziąć w garść.

16 października 2018 r.

Spotkanie jak się okazało było z panią pedagog nie psycholog. Tak czy siak miła osoba mniej więcej w moim wieku. Przeprowadziła ze mną wywiad, dokładnie taki, jak przed laty. Jeśli będziesz na takiej rozmowie po raz pierwszy przypomnij sobie wcześniej parę szczegółów.

  • Jak przebiegała ciąża i poród
  • W którym tygodniu ciąży urodziłaś
  • Czy karmiłaś piersią i jak długo
  • Jak zachowywało się Twoje dziecko w niemowlęctwie, czy było spokojne, czy miało kolki, czy wymagało dużo uwagi
  • Jak wyglądało rozszerzenie diety
  • Jak reaguje dziecko na badania, szczepienia, upadki, otarcia
  • Kiedy zaczęło mówić, korzystać samodzielnie z toalety...
Wywiad trwał 40 min. Pedagog pytała też o młodszych chłopców, poprzednim razem spotkanie było dłuższe, około półtorej godziny, wtedy chyba nie pytano mnie o Teda, nie wiem, czy był za mały, czy to kwestia procedur w danej poradni. Pedagog umówiła Zygmunta do psychologa na 30 października i do siebie na 2 listopada.

30 października 2018 r.

Wizyta u psychologa bez niespodzianek. Pani zapoznała się z dokumentacją i wyprosiła mnie. Diagnoza trwała 1,5 h. Po tym czasie rozmawiała ze mną, podobno zrobiliśmy dobrze przychodząc. W większości sfer Zet grubo ponad normę dla wieku, kilka, typowych dla Aspa, w dolnej granicy normy. W piątek pedagog.

2 listopada 2018 r.

Pedagog, ta, która wcześniej przeprowadzała ze mną wywiad spędziła półtorej godziny z Zetem. Lakonicznie poinformowała mnie, że nic jej nie zaskoczyło. Zet jest na dobrej drodze, ale wymaga dużo pracy. Naszej pracy i jego pracy.

9 listopada 2018 r.


Zebrała się komisja w Poradni Pedagogiczno-Psychologicznej. Dziś impreza odbywa się bez nas, czekamy.

15 listopada 2018 r.


Dzwonili z poradni, orzeczenie do odbioru.

24 listopada 2018 r.


Do psychiatry umówiliśmy się półtora tygodnia temu, prywatnie, na NFZ nie mamy czasu, pół roku to za długo. Lekarka okazała się pozytywnym zaskoczeniem. Młoda energiczna osoba, nie spieszyła się mimo, że miała spore opóźnienie. Wystarczająco empatyczna, żebyśmy czuli się zaopiekowani, ale też nie nadmiernie współczująca. Dokładnie takiej osoby było nam trzeba. Utwierdziła mnie w przekonaniu, że podjęliśmy dobrą decyzję orzekając Zeta ponownie.

27 listopada 2018 r.


Michał poszedł złożyć dokumenty na komisję orzekającą o niepełnosprawności, odesłano go z kwitkiem. Pani doktor dała nam zaświadczenie na druku ogólnym, komisja ma swój. Na szczęście opisała wszystko wyczerpująco i możemy poprosić o przepisanie dokumentu lekarza pierwszego kontaktu. Pędzimy do lekarza. Dziś zaświadczenia nie będzie, za dużo pacjentów pediatrycznych, do piątku doktor przygotuje zaświadczenie.

4 grudnia 2018 r.


Zawiozłam dokumenty do Zespołu Orzekania ds. Niepełnosprawności. Zostały przyjęte, mamy komplet. Według ustawy zawiadomienie o posiedzeniu dostaniemy w przeciągu 30 dni. Czekamy. Sprawa zapewne przeciągnie się do nowego roku.

2 stycznia 2019 r. 


Telefon ze szkoły, Zet ma nauczyciela wspomagającego, terapię ręki, terapię integracji sensorycznej i godzinę z psychologiem w szkole, w najbliższych dniach zostanie też przypisany do grupy TUSowej w placówce. Jestem pozytywnie zaskoczona. To publiczna szkoła na wsi, a jednak doskonale przygotowana na pracę z dziećmi o takich potrzebach, wszystko na miejscu.

9 stycznia 2019 r.


Jest pismo ze Starostwa, komisja orzekająca zaprasza nas na posiedzenie. Mamy stawić się 17 stycznia na 8:15.

17 stycznia 2019 r.


Rozmowa z panią psycholog przebiegła spokojnie, niczym mnie nie zaskoczyła, psychiatra nawet nie spojrzał na Zeta (na mnie też nie), nie wytknął nosa z papierów. Zapytał czy Zet dobrze śpi i czy ma kolegów. Całość trwała może 35 minut.

23 stycznia 2019 r. 


Odebrałam orzeczenie, nie do końca satysfakcjonuje nas jego treść, ale fizycznie mamy je w ręku, będziemy się odwoływać. Mamy na to ustawowo 14 dni.

1 lutego 2019 r. 


Napisałam i złożyłam odwołanie. Robi się to za pośrednictwem Powiatowego Zespołu, ale odwołujemy się do wyższej instancji, czyli do Zespołu Wojewódzkiego. Teraz Powiatowy ma tydzień na zmianę lub podtrzymanie orzeczenia. O decyzji poinformują nas pocztą.

7 lutego 2019 r. 


Zespół Powiatowy podtrzymał decyzję i przekazał sprawę do Wojewódzkiego. W przeciągu 30 dostaniemy zawiadomienie o posiedzeniu komisji w Wojewódzkim Zespole do spraw Orzekania o Niepełnosprawności.


Co byś zrobił gdyby...? Zabawy, które musi znać Twoje dziecko

Co byś zrobił gdyby...? Zabawy, które musi znać Twoje dziecko

Nie będzie ani o" kosi-kosi łapki", ani o "idzie raczek". Będzie o zabawach, które są znacznie ważniejsze, a zdobyte w nie punkty mogą być cenniejsze niż złoty medal na olimpiadzie.


AlainAudut/Pixabay

Pisałam Wam już, że był taki czas, że Michał pracował za granicą, trwało to osiem miesięcy, w tym czasie mieszkaliśmy z Zygmuntem sami, a przez pół roku byłam w ciąży z Teodorem. Najbardziej bałam się tego, że zemdleję, albo utnę palec w czasie gotowania, czy stanie się inna niespodziewana rzecz, a mój dwulatek nie będzie wiedział co robić, dlatego wymyśliliśmy sobie grę i kilka zasad.

Co byś zrobił, gdyby...?


Takie pytanie zadawałam mojemu dziecku i wymyślałam różne historie. Mieliśmy obcykane scenariusze, zakodowane mieszkania sąsiadów, gdzie na pewno znajdzie pomoc. Wiedział, że gdybym upadła i nie odpowiadała na jego pytania, ma iść do sąsiadki na przeciw. Umiał znaleźć 112 w moim telefonie, wiedział jak się nazywa, znał adres. Nauczyliśmy się też, że w razie zagrożenia np. na spacerze, ma krzyczeć "pożar" a nie "pomocy", bo statystyki mówią, że na to drugie ludzie nie reagują.

A gdybyś się zgubił


Warto też nauczyć dziecko, jak zachować się w sytuacji, gdyby straciło Cie z oczu, np. w markecie. Wyczulenie malucha, że szukamy wtedy kogoś dorosłego w koszulce z logo sklepu, może zaoszczędzić Ci to sporo stresu, dziecko, musi wiedzieć, jak się nazywa, to jest wiedza, którą powinno osiągnąć, jak tylko jest w stanie wymówić swoje nazwisko, powinno też znać imiona rodziców. Fajną opcją jest też wpisanie na metkach ubrań numeru telefonu do rodzica. Oczywiście, nie możesz oczekiwać, że np. w markecie ktoś rozbierze dziecko do rosołu w poszukiwaniu danych kontaktowych. Warto więc rozważyć kupienie bransoletki, albo przypinki do kurtki z numerem telefonu. Moi synowie znają nr telefonu do mnie na pamięć. Ale kiedy wyjeżdżają i tak dostają przypinkę z numerem, bo w stresie mogą go zapomnieć. Skąd wziąć taki gadżet? Odsyłam Was do LELOSIA, Irina robi nie tylko spersonalizowane gryzaki i biżuterię do chusty, ale też właśnie takie gadżety z numerem. To nie jest post sponsorowany, LELOŚ jest po prostu wart polecenia.

Nie idź z nikim


Kiedyś zaprzyjaźniona psycholog zapytała mnie czy chłopaki wiedzą, że nie wolno iść głaskać pieska. Oczywiście, że wiedzieli, przecież ja z moją przewrażliwioną głową nauczyłam ich tego, jak tylko ustaliliśmy, co to jest pies. "A wiedzą, że ze znajomym też nie można się oddalać?" No i tu już moje wyszczekanie się skończyło. Tego nie przemyślałam, a wiecie jakie są statystyki? W ponad 70 procentach przestępstw na tle seksualnym ofiary znają wcześniej swoich oprawców. Jeśli dziecko ma ze szkoły czy przedszkola odebrać ktoś inny - dziecko musi być o tym wcześniej uprzedzone. W innej sytuacji nie ma mowy o tym, żeby poszło.


Wiem, że ten tekst nie jest przesadnie optymistyczny, ale życie nie zawsze jest różowe i obsypane brokatem. Ta wiedza może się dzieciom nigdy nie przydać i oby tak było, ale lepiej dmuchać na zimne, więc upewnijcie się, że Wasze potomstwo zna zasady gry "Co byś zrobił gdyby...?"
To może zabić Twoje dziecko

To może zabić Twoje dziecko

Dziś znów nie będzie lekkiego tematu. 23 lutego jest światowy dzień walki z depresją. Wiem, wiem, pomyśleliście sobie pewnie: "Hmm, świruska, przecież już pisała o depresji!" Pisała, pisała, ale to było  depresji u dorosłych. Kiedy zbierałam materiały do tamtego tekstu, wyraźnie prosiłam moją nieocenioną Magdę, żeby absolutnie pomijała temat dzieci, bo nie chciałam, żeby to był jeden z punktów. Od razu czułyśmy obydwie, że to zdecydowanie jest materiał na oddzielny tekst. Dlaczego? Bo depresja u najmłodszych jest nadal tematem tabu. Jest bagatelizowana, a najmłodszy zdiagnozowany chory miał niewiele ponad dwa lata...


taniavdb/pixabay

"Chodzisz ciągle naburmuszona", "Rusz się, zrób coś", "Czego Ty chcesz? Tyramy, żeby niczego Ci nie zabrakło, a Ty nawet uśmiechnąć się nie możesz?" To tylko niektóre teksty, które słyszą chore na depresję dzieci. Bo dzieci chorują na depresję i to znacznie częściej, niż nam wszystkim się wydaje. Tyle, że my dorośli nie dajemy im do tego prawa, bo żyjemy w kulturze, w której dzieci mogą mieć co najwyżej muchy w nosie, a nie depresję. Pozwólcie, że spróbuję wpłynąć na to stereotypowe myślenie.

Sygnały alarmowe


- Rodzice często mówią, że zmiana w ich dziecku nastąpiła nagle - mówi psycholog Magdalena Kietlińska z Logos. - Zupełnie, jakby ktoś je podmienił. Początkowo wielu dorosłych bierze zachowanie dziecka za chandrę, gorszy czas i... ignoruje je. Podobnie, jak w przypadku dorosłych, tak i tutaj, dziecko przestaje się cieszyć tym, co zwykle wywoływało u niego radość. Na smutek pomagają drobne prezenty, wspólne wyjścia z rodzicami, od depresji nie można tak uciec.

U młodszych dzieci widać, że nie bawią się tym co zwykle, stają się ciche, jakby wyłączone. Nastolatki często unikają znajomych, albo przeciwnie, mają nowych znajomych, których nie chcą przedstawić rodzicom. Znikają na długie godziny, bywa, że sięgają po alkohol i inne używki. Zaczynają wagarować. Trzeba sobie jednak uświadomić, że depresja to nie jest złe zachowanie, ani wynik złego wychowania, mamy do czynienie z poważną chorobą, która może zagrażać życiu dziecka.

Świadomość


Żeby pomóc dziecku trzeba przede wszystkim zdać sobie sprawę z tego, że jest ono CHORE, a nie "sfochowane". Jeśli czujesz, że coś jest nie tak, odpowiedz na kilka pytań:

  1. Czy zauważyliście u dziecka przewlekłe zmiany nastroju (jest smutne, osowiałe, drażliwe, przygnębione), a ten stan utrzymuje się od kilku tygodni przez większą część dnia?
  2. Dziecko straciło radość życia, jest to widoczne każdego dnia?
  3. Czy te zmiany wpływają negatywnie na funkcjonowanie dziecka?
  4. Dziecko nie cieszy się rzeczami, które dotychczas sprawiały mu radość?
  5. Spędza mniej czasu na swoim hobby?
  6. Ogranicza kontakty z rówieśnikami?
  7. Uczy się gorzej?
  8. Dziecko ma trudności z koncentracją, nie umie się zmobilizować do pracy?
  9. Ma problemy ze snem?
  10. Brak mu energii do działania, nie dba o siebie tak, jak wcześniej, ma podkrążone oczy?
  11. Nie widzi swoich zalet, wydaje mu się, że wszyscy są lepsi od niego? 
Jeśli po przeczytaniu tych pytań czujesz się zaniepokojony, czas szukać psychologa dla dziecka. Nie leczona depresja to bardzo poważna choroba.


Dlaczego nie szukamy pomocy


Rodzice często bagatelizują powyższe objawy, sądzą, że dziecku minie, samo przejdzie, bo wstydzą się zabierać pociechę do psychologa i psychiatry, bo co ludzie powiedzą. A takie postępowanie, będę brutalna, może przyczynić się do prób samobójczych dziecka. - Rodzice muszą podejść do depresji, jak do każdej innej choroby, przecież bywa, że dzieci mają wady serca, chorują na niewydolność nerek, czy inne poważne choroby, które się leczy, bo inaczej mogą zabić - mówi psycholog. Depresja też zabija - dodaje ekspert.

Kiedy rodzice zjawiają się już u specjalisty najczęściej chcą wiedzieć przede wszystkim skąd ta choroba się wzięła. A na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Specjaliści mówią, że z pewnością istnieje coś takiego, jak predyspozycje genetyczne, czasem choroba ujawnia się po jakiś trudnych wydarzeniach, z którymi dziecko musiało się zmierzyć. Nie koniecznie chodzi o śmierć bliskiej osoby czy rozwód, czasem rodzice nawet nie zdają sobie sprawy, że ich dziecko ma jakieś problemy. Konflikty z rówieśnikami, problemy z zaakceptowaniem siebie i wiele innych. Nastolatek, w którym buzują hormony, to bardzo wrażliwa istota, która mocna przeżyć może nawet pozornie błahy problem.

Jak żyć po diagnozie?


Po pierwsze, jeśli drogi rodzicu usłyszałeś diagnozę, to uwierz w nią, nikt nie mówi, że pacjent ma depresję, bo "to taka moda", "pieści się nad dzieciakiem", "cwaniak znalazł sobie wymówkę dla lenistwa", "chce Cię naciągnąć na prywatne wizyty". Musisz zaakceptować chorobę i zrobić co w Twojej mocy, żeby pomóc dziecku. Odpuść trochę, zweryfikuj swoje oczekiwania względem dziecka i nie ciśnij tak bardzo, porządek, szkoła, to wszystko może poczekać, macie ważniejsze rzeczy do zrobienia. Nie oceniaj i nie krytykuj objawów, chory nie ma wpływu na swój nastrój. Nastolatek z depresją potrzebuje Twojego wsparcia, ale też asertywności i kontroli, jego żądania mogą być absurdalne, a Ty stanowczo, ale spokojnie musisz postawić granicę. Nastolatek w depresji potrzebuje, żeby interesować się jego życiem i pomóc mu uporać się z nim. Obserwuj dziecko i dziel się swoimi spostrzeżeniami z psychiatrą i terapeutą, ale nie oczekuj, że choroba zniknie po jednej czy dwóch sesjach, a już na pewno nie ma na nią "magicznej tabletki". Na jej leczenie potrzeba czasu.

Poświęćcie proszę jeszcze sześć minut i obejrzyjcie ten film:


Powinny zainteresować Was również te książki, psycholog poleca szczególnie tę pierwszą, jest dedykowana rodzicom, ta z czarno-białą okładką bardziej przyda się terapeutom, ale nie tylko.


Znajdziecie je np. TUTAJ i TU
Okiem Żywiciela: Tym razem Wasz ruch? Co robimy źle?

Okiem Żywiciela: Tym razem Wasz ruch? Co robimy źle?

Jest rzecz, a raczej cecha naszych dzieci z którą kompletnie nie umiemy sobie poradzić. Byliśmy wczoraj u znajomych i widząc pokój ich dzieci mało mnie szlag nie trafił. Mnóstwo pudełek z grami, książek, mniejsze i większe zabawki stały na wyciągnięcie ręki dziecka. Młodszy syn naszych znajomych wyjął spod stołu pudełko ciastoliny i zaczął się bawić na podłodze. Jak wróciłem po chwili do tego pokoju, właśnie pakował ciastolinę do pojemniczka i zaczynał zamiatać podłogę. Ma 5 lat! Pokoje moich dzieci wyglądają jak wysypiska śmieci albo strefa Gazy po nalotach.


Efraimstocher/pixabay

Nie chodzi o to, że nasze dzieci nie sprzątają. Co to to nie, po prostu na drugi dzień nie widać różnicy. Zygmunt potrafi sam posprzątać pokój, sam odkurzy podłogę, potrafią wieszać pranie, wycierać kurze. Nawet wykazują pewien entuzjazm robiąc to. Ale jeśli chodzi o odkładanie rzeczy na miejsce, albo pilnowanie żeby elementy układanki czy gry planszowej trafiły do odpowiedniego pudełka, to już wolna amerykanka, czasem się uda, a czasem znajdujemy pojedyncze elementy w tak dziwnych miejscach, że zastanawiam się czasem czy nie zalęgły Nam się złośliwe skrzaty.

Ostatnio kiedy demontowałem tylną kanapę w naszym samochodzie to okazało się, że ktoś tam wsypał średnich rozmiarów zestaw klocków lego. Zebrałem wszystko do pojemnika, a jak tylko zobaczył go Zygmunt to okazało się,że są tam zaginione legendarne klocki, po prostu święty Graal Lego. Oczywiście chciał już teraz zbudować z nich węża niszczyciela wszechświatów albo inne ustrojstwo. I co? I na drugi dzień rano znalazłem małego Uroborosa walającego się na podłodze w salonie. Szlag człowieka trafić może.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że przyczyny tej sytuacji należy szukać w nas samych i jestem jak najbardziej świadom tego, że nie pedantem, który z benedyktyńską skrupulatnością odkłada każdą rzecz w zagłębienie w półce, które zostało wygniecione przez dziesiątki lat odkładania danego przedmiotu dokładnie w to samo miejsce, ale jednak nauczyłem się utrzymywać bałagan jaki generuję w granicach, które uznaję za rozsądne i jeśli tylko bałagan przekroczy granice to zostaje zaatakowany i jak niepyszny wraca hen daleko za wyznaczoną granicę. Jestem typem skowronka i nie obce jest mi wstawanie w sobotę o 6 rano żeby ogarnąć to, co zaczyna mnie uwierać.

Jak zaszczepić dbanie o własne otoczenie dzieciom? Może zbiorowy umysł naszych czytelników będzie miał, jakiś pomysł, który będziemy mogli wypróbować? Nie chcę żeby od świtu biegali ze zmiotkami do kurzów, ale może żeby chociaż jak potknie się o zabawkę wstając z łóżka to może żeby odłożył ją na miejsce, a nie przeszedł dalej żeby potknąć się znowu wracając. Macie jakieś pomysły?
Piątunio: Dlaczego lepiej być singlem

Piątunio: Dlaczego lepiej być singlem

Jako, że w Chinach parę dni temu odbył się ciekawy protest postanowiłam zgłębić temat. Był to, uwaga "Protest brzydkich mężczyzn sprzeciwiających się epatowaniu przez zakochanych swoim szczęściem z okazji zbliżających się walentynek" uff, mam nadzieję, że nic nie pokręciłam :D A że dzisiaj jest piątunio i jeszcze światowy dzień singla, no to nie może być lepszego tematu.


StockSnap/Pixabay

Drodzy Państwo, dziś będziemy zazdrościli singlom właśnie, bo taki stan rzeczy ma swoje plusy i to nie mało! Więc zanim następnym razem zapytacie kuzynkę, koleżankę, brata czy w czyje tam życie postanowicie wtrynić swój zgrabny przypudrowany nosek, pomyślcie. Bycie singlem coraz częściej jest świadomym wyborem. Dobrym wyborem!

Kołdra tylko dla mnie!


No, śmiało, przypomnij sobie, jak w nocy próbowałaś wyrwać kołdrę spod swojego faceta, który postanowił zrobić sobie z niej kokonik. Albo nóżki - żagielki, znasz? Nogi zgięte w kolanach pod kołdrą i nagle łup, na boczek i wtedy mój biedny mąż zostaje nagle bez kołdry. Gdyby był singlem nie miałby tego problemu. Poza tym skoro już jesteśmy w łóżku (sami oczywiście), to zerknijmy na badania, według amerykańskich (a jakże!) naukowców single lepiej się wysypiają, dzięki czemu łatwiej im się skupić w ciągu dnia i mają zdrowsze kręgosłupy, bo nikt nie niszczy im materacy!

I jeszcze coś


Na tym wygodnym materacu nie musisz się kłaść w seksownych piżamkach, możesz w flanelowej piżamie, ba! zimą możesz czasem pominąć depilację. Tylko Ty decydujesz, kiedy gładkie ciało Ci się przyda.

Bridget Jones i Paweł Domagała


W kółko i na okrągło możesz oglądać komedie romantyczne, horrory czy co tam lubisz, nikt nie każe Ci pójść ze sobą do kina na Rambo. Słuchanie ulubionej muzyki? Bardzo proszę, kiedy chcesz, to co lubisz. Kuszące?

Jestem gwiazdą!


We własnym domu możesz śpiewać do szczotki do włosów na cały regulator i nikt, dosłownie nikt nie spojrzy na Ciebie jak na czuba. Nawet jeśli robisz to nago w wełnianej czapce polany syropem klonowym, czy jak tam lubisz, możesz!

Kochasz pracę?


Nikt, dosłownie nikt nie zarzuci Ci, że siedzisz w niej za długo. Jeśli jesteś pracoholikiem, nic się nie martw, możesz się oddawać swojej pasji i nikomu przy tym nie szkodzić. Szef Cię pokocha, rachunki za prąd w domu będą niższe. Same plusy.

Ucz się języka koreańskiego


Bo czemu nie? Masz wolne popołudnie w poniedziałek? Znajdź coś, na co nie miałbyś czasu, pędząc z biura, przez biedronkę do m3. Mam taką znajomą, która na darmowym kursie w miejskim domu kultury dość skutecznie przyswoiła ten język. Więc czemu Ty nie możesz?

A skoro już jesteśmy przy Biedronce


"Chłopcy, co zrobić na obiad? A na podwieczorek, co będziecie jedli? Pomyśleliście już o kolacji?" A kiedy mnie ktoś zapytał, co Ja bym zjadła? Gotuję to, na co oni mają ochotę, względnie to, co wiem, że jestem w stanie w nich wmusić. Singiel jak ma ochotę na kuchnię meksykańską idzie do takiej knajpy, jak chce ogórkową do baru mlecznego. Mało tego, jak chce diety pudełkowej, to przy przyzwoitej wypłacie może to dla siebie zrobić, bo płaci TYLKO za siebie.

Jak nie wiadomo o co chodzi...


Jakiś czas temu trafiłam na artykuł o tym, że single korzystają nadmiernie z karty kredytowej w zaledwie 21 proc. przypadków, pary 27 proc., rodziny z dziećmi 36 proc.! Do tego singiel szybciej spłaca raty, nie musi się przy tym martwić jak nakarmi i ubierze innych członków rodziny, bo musi troszczyć się tylko o siebie. A pamiętajmy, że stres to zwiększone ryzyko nadciśnienia i zawału.

Mają więcej przyjaciół


Przede wszystkim dlatego, że mają dla nich czas, nie pędzą przecież do domu na złamanie karku. Ale nie muszą się też oglądać na partnera, który może nie lubić jego przyjaciół. Tak umiera wiele relacji, te spotkania wiecznie przekładane... Single w przyjaźni są w cenie. Poza tym wyjście do kina, na koncert czy inne atrakcji nie trzeba zgrywać miliona grafików. Idziesz, kiedy chcesz!

Mają więcej czasu na sport


Na siłowni spotkasz oczywiście i singli i sparowanych, ale single spędzają na niej zdecydowanie więcej czasu. Dbają o formę fizyczną i psychiczną. Dzięki regularnej aktywności nie tylko poprawiają funkcjonowanie swojego organizmu, ale też dbają o regularną produkcję endorfin, dzięki czemu zmniejszają ryzyko zachorowania np. na depresję.

Są królami życia


Dobra może trochę przesadzam, ale ponieważ single zdani są tylko na siebie, muszą sobie z codziennymi problemami radzić. Wyrwane gniazdko, czy urwany guzik... nikt tego za nich nie naprawi. Owszem, jak pokazują badania, single częściej, niż osoby żyjące w związkach pytają o poradę przyjaciół, ale decyzję muszą podjąć sami, z pełną odpowiedzialnością, częściej też samodzielnie zabierają się za drobne naprawy, bo nie mają ich na kogo zepchnąć. Sukcesy w tych drobnych czynnościach bardzo dobrze wpływają na samoocenę i generalnie mają się tu lepiej niż ludzie w związkach.

I wisienka...


Kobiety, które są singielkami po związkach deklarują, że są szczęśliwsze niż żyjąc z facetem. Samotne panie są też częściej zadowolone za swojego życia seksualnego, mówią otwarcie, że współżyją rzadziej, ale intensywniej.

A faceci, dokładnie odwrotnie, mówią, że życie z kobietą u boku jest łatwiejsze, bo czują się zaopiekowani, seks w stałym związku też cenią ponad jednorazowe przygody, ponieważ jest on bardziej czuły i zmysłowy.

Reasumując: chcesz mieć rodzinę? Super. Chcesz być singlem? Też super, bo w życiu warto być szczęśliwym więc róbmy to co nas uszczęśliwia razem albo osobno. I niech się ciocia Jadzia wypcha, Ty jej nie mówiłaś, jak ma przeżyć swoje życie!
Ratunku! Mój facet ma dziecko!

Ratunku! Mój facet ma dziecko!

Spotkałaś świetnego faceta, w końcu ktoś z kim się dogadujesz, macie podobne zainteresowania, pociąga Cię fizycznie, jest odpowiedzialny i troskliwy. Ideał. No prawie. Ma za sobą poważny związek i dziecko. Jak to ugryźć, żeby się nie zadławić tym szczęściem?


Open Clipart Vectors/Pixabay

Przepytałam w tym temacie moją zaprzyjaźnioną psycholog, jak odnaleźć się w takiej sytuacji. Tak, żeby był wilk syty, owca cała, dzieci zadowolone, a dorośli nadal zakochani. Czy to w ogóle możliwe? Kiedy i jak pokazać się dzieciom, jak powinny mówić do partnerki ojca i jak pomóc im polubić potencjalną macochę. Tak wiem, to strasznie brzydkie słowo.

Bez pośpiechu


Przede wszystkim nie spieszcie się, jeżeli jesteś pewna, że chcesz z tym facetem spędzić życie, śmiało możecie zaaranżować spotkanie z dziećmi, ale jeśli macie za sobą trzy randki lepiej poczekajcie, jak rozwinie się sytuacja. Dlaczego nie warto pędzić? Bo istnieje szansa, że dzieci Cię polubią, a Wam nie wyjdzie, wtedy maluchy będą czuły się porzucone. Po co krzywdzić?

A ku ku!


Nie nie będzie niespodzianki psycholog Magdalena Kietlińska nie ma wątpliwości, dzieci powinny mieć świadomość, że idą na spotkanie z partnerką taty. To on, bez Twojego udziału powinien im powiedzieć o Twoim istnieniu. - Dzieci muszą mieć czas na zadanie pytań, tak żeby rodzić rozwiał ich wątpliwości. W obecności nowej partnerki taty mogą czuć się skrępowane, osaczone - mówi ekspert. Dzieci niezależnie od wieku mają prawo obawiać się, jak nowa sytuacja wpłynie na ich życie. Dzieci będą ciekawe, czy zmieni się ich sytuacja mieszkaniowa, miejsce spędzania czasu z tatą i jego ilości. To On, a nie Ty musi utwierdzić dzieci w przekonaniu, że są bezpieczne, a ich dzieciństwo stabilne. Dzięki takim zapewnieniom, potomstwo Twojego ukochanego łatwiej przyjmie nową osobę w rodzinie.

Przygotuj się do spotkania


Niezależnie od tego w jakim wieku są dzieci Twojego partnera warto czegoś się o nich dowiedzieć, co lubią, czym się interesują. Tylko nie przesadź. Każdy z nas widział amerykański film, w którym nowa dziewczyna tatusia gotuje to, co najbardziej lubi jego córeczka, albo już w progu zaczyna rozmowę od "słyszałam, że bardzo lubisz...". Nie rób tego, bo dziecko poczuje się osaczone, spokojnie pozwól rozpoznać teren, dla małego człowieka to też jest nowa i trudna sytuacja. Jeśli posiadasz jakieś talenty, które mogą zaimponować dziecko, pochwal się nimi dyskretnie, może się okazać, że pomogą Ci one zjednać dzieci Twojego faceta.

Nie, nie będziesz ich mamą. Nigdy.


Dzieci mogą się obawiać, że zechcesz zastąpić im mamę, zapewnij je, że tak nie jest. Maluchom warto wytłumaczyć, że każdy z nas ma tylko jedną mamę i jednego tatę, wy możecie zostać przyjaciółmi. - Nastolatka warto zapewnić, że rozumiecie, że sytuacja nie jest dla niego łatwa, ale macie nadzieję, że uda Wam się wypracować wspólne zasady, które wszystkim ułatwią życie. Dużym i małym zaproponuj, żeby zwracały się do Ciebie po imieniu, to w naturalny sposób zmniejsza dystans.

A potem żyli długo i szczęśliwie


Oczywiście nikt nie mówi, że będzie łatwo, ale na świecie istnieje wiele patchworkowych rodzin i mają się dobrze, wam też może się udać. Musicie jednak pamiętać o kilku ważnych rzeczach.

  1. Nie próbuj rywalizować z matką dzieci, nigdy. Ona zawsze będzie im bliższa, jeśli choć raz zdarzy Ci się ją skrytykować, cała praca włożona w budowanie relacji z pasierbami może zostać zmarnowana.
  2. W obydwu domach muszą panować te same zasady. Dowiedz się co Twój partner i matka dzieci ustalili, MUSISZ tych zasad przestrzegać, nawet jeśli się z nimi nie zgadzasz. Jeśli coś Ci się nie podoba powinnaś porozmawiać o tym z ukochanym na spokojnie bez obecności dzieci.
  3. Nie skarż na dzieci, to najlepszy sposób, żeby stracić ich zaufanie.
  4. To, że związałaś się z "facetem z odzysku" nie znaczy, że musisz z nim spędzać każdą sekundę. W tej relacji powinien być czas, który Wy spędzicie we dwoje, czas, który zorganizujecie sobie wspólnie z jego dziećmi, ale i taki, kiedy on zostaje z nimi sam. Ty w tym czasie skocz do kosmetyczki albo na zakupy. 
  5. Tata powinien przekonać dzieci, że zawsze znajdzie dla nich czas niezależnie od związku z Tobą. Psycholog podkreśla, że NIE MOŻESZ mu tego zabraniać. Wręcz przeciwnie, jego zobowiązania czasu, finansów i zaangażowania w wychowanie dzieci nie mogą ulec pogorszeniu. Dzieci zawsze powinny być dla rodzica priorytetem. 
  6. Jeśli ojciec miga się od swoich obowiązków - szkoda dla niego czasu. 

A na koniec coś optymistycznego - Możecie być spokojni, statystycznie zdecydowana większość dzieci chce, żeby rodzice byli szczęśliwi i akceptuje nowego partnera mamy czy taty. Zdarza się, że czasem na budowanie takiej relacji trzeba więcej niż kilku spotkań - mówi psycholog.
Okiem Żywiciela: Dziwny jest ten ...  internet

Okiem Żywiciela: Dziwny jest ten ... internet

Globalna wioska - tak kiedyś określano internet, teraz to bardziej cyrk, a może najlepsza symulacja społeczeństwa, jakiej nie bylibyśmy w stanie zaprojektować? Technologie ciekawią mnie od dawna, ale to, co najciekawsze w internecie ma niewiele z nimi wspólnego.


Free-Photos/Pixabay

Najbardziej interesują mnie w nim fenomeny, zjawiska, które o dziwo związane są z ludźmi, chociaż na co dzień ludzie wcale tak bardzo mnie nie interesują. Internet to taka szklana farma mrówek gdzie wiele rzeczy widać jak na dłoni. Oto parę ciekawych przykładów:

Jajko czyli najpopularniejszy profil na Instagramie, ponad 10 milionów obserwujących, 52 miliony polubień jednego postu (dla porównania oglądalność M jak miłość to 2-4 milionów ludzi), a jajko to brak treści, aktorów, akcji, powstało tylko w jednym celu - żeby zdetronizować post Kylie Jenner (wiem, who the f**k is Kylie Jenner). Totalny bezsens, który jednak zadziałał.




Teraz będzie trochę mniej bezsensownie, ale tylko trochę. Znacie Million Dollar Home Page? Ta strona ma już wiele lat, a zasada jej stworzenia była boleśnie prosta. Możesz sobie kupić pixel, a dokładnie co najmniej 100 pixeli (czyli kropek na ekranie) za dolara od kropki i podłączyć do niego tego pola swoje hasło reklamowe i link. Niby głupie, ot taki bajer ale jeśli policzymy ilość pixeli to wychodzi ponad milion dolarów zysku dla Alexa Tewa studenta z Anglii. Można opłacić sobie samemu studia? Można.

Teraz poznamy potęgę YouTube'a przed Wami PewdiePie - kanał na YT z ponad 85 milionami subskrypcji (w Niemczech mieszka 82,7 miliona ludzi tak dla skali) Nie znacie tego kanału? W sumie nic dziwnego, bo ten człowiek robi głównie Let's play'e czyli filmiki o tym, jak gra w gry i ogląda go więcej ludzi niż większość stacji telewizyjnych w Stanach.




Wszystkie te zjawiska przypominają w działaniu efekt motyla, coś małego generuje gigantyczną reakcję na drugim końcu świata, czasem tak gigantyczną,że może przerazić samego jej twórce. Znacie grę na telefon Flappy Bird? Jej twórca zarabiał dziesiątki tysięcy dolarów dziennie, sukces był tak ogromny, że przerażony człowiek wycofał grę ze sklepu i próbował się ukryć. Ludzie skupowali stare telefony przepłacając często dziesięciokrotnie tylko dlatego, że była na nich zainstalowana ta gra, której nie można było zdobyć w inny sposób.

Po co więc piszemy tego bloga? Może trzeba było sprzedawać jajka z podobizną Kylie Jenner grające w gry? Albo po prostu zarejestrować domenę www.sex.com i sprzedać ją potem za kilkadziesiąt milionów dolarów i leżeć pod palmami? Marta lubi pisać, ja lubię rozmawiać i to chyba główna przyczyna tego co robimy, nawet jakbyśmy leżeli pod palmami to pewnie gdzieś między drinkami stałby laptop.
Czytam sobie "Bezbronne" Taylor Adams

Czytam sobie "Bezbronne" Taylor Adams

"Po prostu mierzyła go wzrokiem z góry na dół, jakby już dawno przewidziała, że dojdzie do tej konfrontacji i miała przygotowany na taką ewentualność plan, co oczywiście było niemożliwe. Dzisiejsza noc zamieniła się w szaloną grę ślepego losu i kompletnie nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności. Nawet taki "czarodziej" (...) nie mógł przez cały czas wszystkiego kontrolować."


zywicielka.pl

Mój wewnętrzny Sherlock Holmes jest zaspokojony po lekturze tylko wtedy, jeśli zostaje przechytrzony. A przynajmniej spotyka go element zaskoczenia. "Bezbronne" okazały się dla niego prawdziwą ucztą. Momentów, kiedy Sherlock przecierał oczy było kilka, a nie często zdarza się taka sytuacja na 365 stronach.

Okoliczności


Darby nie ma najlepszych relacji z matką, tak szczerze mówiąc, są one koszmarne, choć ona sama używa określenia "skomplikowane". Pewnie nie odezwałaby się do rodzicielki jeszcze długo, a już na pewno nie planowała wybrać się do niej na Boże  Narodzenie, ale została do tego zmuszona przez los. Krótko przed Świętami dowiedziała się, że matka jest umierająca, jeśli nie zjawi się u niej przed Świętami, może już nie mieć okazji przeprosić jej za to, co powiedziała w czasie ich ostatniej rozmowy. Uzbrojona w ogromne ilości redbulla wsiada do swojej Hondy i pędzi na złamanie karku, żeby porozmawiać z mamą przed operacją. Ale nic nie idzie po jej myśli.

zywicielka.pl

Przerwana podróż


Śnieżyca nie odpuszcza, telefon ma prawie całkowicie rozładowany, a w radiu w kółko leci ta sama piosenka. Darby nie ma wyjścia, musi zjechać z autostrady i przeczekać najgorszą śnieżycę na postoju. W budynku nie ma nikogo z obsługi, jest czworo nieznajomych. Darby nie ma ochoty na spędzanie z nimi czasu, na zewnątrz jednak szaleje śnieżyca. Szukając zasięgu, dziewczyna zauważa w jednym z zaparkowanych na parkingu samochodów coś jeszcze. Klatkę dla psa i uwięzione w niej dziecko! A więc w budynku jest porywacz, tylko kto nim jest? Nie da się wezwać pomocy, nie ma zasięgu, drogi są nieprzejezdne, a jedyna broń, jaką ma Darby to scyzoryk szwajcarski...

Akcja


Młoda, przerażona dziewczyna musi komuś zaufać, przecież sama nie pokona szaleńca, który uwięził małą Jay, tylko kto jest tu dobry, a kto zły? Od decyzji Darby będzie zależało życie nie tylko jej i Jaybird, ale wszystkich na postoju. To będzie długa noc. "Wdech, policz do pięciu, wydech". Nie będziesz się nudzić, trochę możesz się bać, będziesz kibicować tym dziewczynom. Zobaczysz, że "Bezbronne" potrafią się bronić, nie cofną się przed niczym, żeby przetrwać i przechytrzyć porywacza. Sprawy nie ułatwia choroba Jaybird, która nie powinna się denerwować, a spróbuj się nie denerwować, kiedy jesteś porwaną siedmiolatką, ktoś strzela dookoła z pistoletu na gwoździe, ludzie tracą palce, a Ty jesteś uwięziona na odludziu.

Warto?


Pewnie, że warto, jakby nie było warto przeczytać tej książki, to nie pisałabym o niej. Pochłonęłam ją dosłownie jednym tchem, z zaniepokojeniem wyglądając co i rusz za okno, gdzie spokojnie wirowały płatki śniegu. Ta podróż sprawiła mi prawdziwą przyjemność, była ucztą. Towarzyszenie tej strasznej nocy głównej bohaterce sprawiało, że książkę ciężko było odłożyć, bo kibicując Darby czekałam razem z nią na ratunek, liczyłam, że przechytrzy napastnika, który, jak sam o sobie mówi, jest wybrańcem, człowiekiem, którego kanapka zawsze spada masłem do góry, co nie raz tej nocy udowodnił.  Kto wygra tą potyczkę? Jaki będzie bilans tej strasznej nocy? Polecam lekturę.

Za możliwość przedpremierowego przeczytania "Bazbronnych" dziękuję Wydawnictwu Otwarte.

TYTUŁ: "Bezbronne"
AUTOR: Taylor Adams
WYDAWNICTWO: Otwarte
PREMIERA: 13 lutego 2019
GATUNEK: thriller
CENA: 39,90 zł
OCENA: 5/6

zywicielka.pl
zywicielka.pl

Skarpetkowe Archiwum X, Jocker nie do pary i NIESPODZIANKA

Skarpetkowe Archiwum X, Jocker nie do pary i NIESPODZIANKA

W każdym domu jest takie miejsce, do którego wszyscy boją się zajrzeć. U nas kiedyś to był plastikowy 3 litrowy słój, potem zawartość słoja przeniosła się do szuflady, dziś mamy taki sporych rozmiarów worek. Mieszkają tam skarpety nie do pary. To jest niebywałe zjawisko. Wszyscy w domu mamy po dwie nogi, zakładamy na nie rano parę skarpet, wieczorem wrzucamy je do kosza z brudną bielizną, potem pierzemy i... na suszarkę dociera już tylko jedna.


zywicielka.pl

Wiem o czym pisała Justyna Bednarek w "Niesamowitych przygodach dziesięciu skarpetek..." i drugiej części swojej książki. Sprawdziłam dookoła pralki, dziur w podłodze brak, więc gdzie do diaska podziewają się te uciekinierki? Do tej refleksji nakłoniły mnie niedawne poszukiwania pewnego zaginionego dokumentu. Jakim cudem?

Skarpetki w każdym kącie


Otóż wiedząc, że ostatni kontakt z owym papierkiem odbyłam tuż przed przeprowadzką zaczęłam przetrząsać organizery ze starymi papierami, do których od półtora roku nikt nie miał serca podejść. Gdzieś pomiędzy instrukcją obsługi pralki, a gwarancją na piekarnik znalazłam bawełnianą skarpetkę z Zygzakiem McQuinem. Tak. Ktoś (zapewne wtedy 6 letni patrząc po rozmiarze) nonszalancko ją tam upchnął. Pamiętam ile czasu spędziłam poszukując jej i pamiętam, jak wyrzuciłam jej bliźniaczkę. Dlatego właśnie mamy ten worek w szafie, bo czasem znajdzie się niespodziewanie jakaś pojedyncza skarpeta, której można znaleźć towarzystwo.

Mamo, nie mam skarpetek


To jest zdanie, które zawsze mrozi mi krew w żyłach, a pojawia się w naszym domu często. Przeglądam wtedy nerwowo nasze Skarpetkowe Archiwum X, ale parę dni temu powiedziałam dość! Wzięłam ten worek i bez słowa wyniosłam go do śmietnika. No ale przecież jest luty, nie można chodzić z gołymi stopami. Postanowiłam więc nasz skarpetkowy świat zbudować na nowo.
Ponieważ nie znoszę zakupów stacjonarnych od razu włączyłam więc komputer i wpisałam wola.pl Dlaczego akurat ten adres? Od jakiegoś czasu obserwuję ten sklep na Instagramie i przemawiają do mnie nie tylko ich cudne kolorowe wzory, ale także fakt, że ich skarpetki produkowane są w Polsce.

zywicielka.pl

Poszło szybko 


Nie wiem czy pamiętacie, ale kiedyś opowiadałam Wam historię o tym, jak mój tata popatrzył na moje różowe skarpetki w zielone szlaczki i zapytał "Na dziale dla dorosłych Twojego rozmiaru nie było". Myślę, że moje skarpetki z Jockerem "nie do pary" też mu się spodobają ;) więc czemu nie sprawić mu przyjemności. Wyklikałam mnóstwo cudnych par dla siebie i chłopaków i za dwa dni odebrałam te cuda z paczkomatu. Na jakiś czas wystarczy, nim na nowo zbudujemy Archiwum X.

zywicielka.pl

WYNIKI:


Kochani, po wspólnej lekturze Waszych komentarzy postanowiliśmy nagrodzić Erin, Buba i ZwariowaneTrio, napiszcie do nas maila na zywicielka@gmail.pl po południu podeślemy Wam kody na zakupy :) Pozdrawiamy!

Pozbądź się swojego Archiwum


W związku ze zbliżającą się wielkimi krokami wiosną namawiam Was do odświeżenia i waszych skarpetkowych zakątków grozy, żebyście przy tym nie zrujnowali swoich budżetów mam dla Was trzy bony do sklepu Wola.pl, każdy na 50 zł, za to można już całkiem zaszaleć, zwłaszcza, że ceny są konkurencyjne. Macie ochotę na małe zakupy? Napiszcie mi w komentarzu swoją najdziwniejszą skarpetkową historię, te które rozbawią nas najbardziej zostaną nagrodzone. Czas na komentarze macie od dziś do 17 lutego, 18 lutego 2019 roku opublikujemy listę zwycięzców.

Wszystkie pozostałe informacje zostały zawarte w regulaminie poniżej.

Regulamin konkursu

POSTANOWIENIA OGÓLNE
Organizatorem Konkursu jest zywicielka.pl i Fundatorem Nagród jest Wola.pl
2. Konkurs będzie prowadzony za pośrednictwem strony zywicielka.pl
3. Uczestnikiem Konkursu, na warunkach określonych w Regulaminie Konkursu, może być każda osoba fizyczna powyżej 18 roku życia, posiadająca adres zamieszkania na terenie Polski. Konkurs prowadzony będzie na terenie całej Polski, na podstawie niniejszego „Regulaminu Konkursu”.
5. Konkurs rozpocznie się 11.02.2019 r. poprzez publikację na blogu zywicielka.pl postu konkursowego. Konkurs zakończy się 17.02.2019r.
6. Ogłoszenie zwycięzców nastąpi najpóźniej do 18.02.2019r., poprzez informację umieszczoną w treści posta konkursowego na blogu zywicielka.pl
7. W Konkursie nie mogą brać udziału pracownicy Organizatora oraz innych podmiotów biorących bezpośredni udział w przygotowaniu i prowadzeniu Konkursu.
8. Uczestnictwo w Konkursie jest dobrowolne.
II. ZASADY PROWADZENIA KONKURSU
1. Przebieg konkursu:
a. Warunkiem koniecznym wzięcia udziału w konkursie jest przesłanie komentarza odpowiadającego na pytanie "Jaką skarpetkową historię skrywasz?"
b. Zwycięzca zostanie wyłoniony na podstawie kreatywności, wartości estetycznej zgłoszeń a także ich zgodności z treścią zadania konkursowego.
c. Uczestnik konkursu może przesłać kilka zgłoszeń, ale wygrać tylko jedną nagrodę.
3. Zgłoszenie do Konkursu jest równoznaczne z oświadczeniem, iż osoba nadsyłająca:
a. Akceptuje warunki Regulaminu Konkursu. Nieprzestrzeganie regulaminu może skutkować wykluczeniem uczestnika z udziału w konkursie.
b. Wyraża zgodę na wykorzystanie zamieszczonego zgłoszenia w celach marketingowych przez Organizatora Konkursu. Wyraża zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych zgodnie z ustawą o Ochronie Danych Osobowych (Dz.U.Nr.133 pozycja 883);
c. Jest autorem/autorką przesłanych zgłoszeń.
4. Konkurs nie podlega przepisom ustawy o grach hazardowych.
III. ODPOWIEDZIALNOŚĆ ORGANIZATORA
1. Organizator nie ponosi odpowiedzialności za:
a. Sposób, w jaki Użytkownicy Serwisu korzystają z udostępnionej im w Serwisie powierzchni wirtualnej, ani za jakiekolwiek wynikłe z tego skutki.
b. Szkody spowodowane przez treści zamieszczone przez uczestników w Serwisie.
c. Jakiekolwiek problemy związane z działaniem Serwisu facebook.com.
2. Wszelkie roszczenia Użytkowników Serwisu z tytułów wymienionych wyżej są wyłączone z odpowiedzialności Organizatora. Użytkownik wyraża zgodę na zwolnienie Organizatora od wszelkich roszczeń osób trzecich powstałych w związku z korzystaniem przez użytkownika z Serwisu.
IV. NAGRODY I WYDANIE NAGRÓD
1.Autorzy 3 najzabawniejszch naszym zdaniem zgłoszeń otrzymają 1 kod rabatowy o wartości 50 zł do wykorzystania na zakupy w sklepie Wola.pl
2. Niezgłoszenie się w wiadomości prywatnej w terminie 3 dni od ogłoszenia wyników konkursu jest równoznaczne z rezygnacją zwycięzcy z nagrody.
3. Nie ma możliwości wymiany nagrody na jej równowartość pieniężną. Nie ma możliwości przeniesienia praw do nagrody na osobę inną niż wybrana przez Jury.
V. POSTANOWIENIA KOŃCOWE
Organizator zastrzega, że nie ponosi odpowiedzialności za: zdarzenia uniemożliwiające prawidłowe przeprowadzenie Konkursu, których nie był w stanie przewidzieć lub którym nie mógł zapobiec, w szczególności w przypadku niedopełnienia przez Uczestnika wszystkich warunków wzięcia udziału w konkursie lub w przypadku niedoręczenia Uczestnikowi nagrody spowodowanego niepodaniem lub błędnym podaniem przez Uczestnika danych adresowych. W kwestiach nieuregulowanych niniejszym Regulaminem Konkursu zastosowanie mają przepisy Kodeksu Cywilnego.

zywicielka.pl
zywicielka.pl



Błoto i śmierć głodowa

Błoto i śmierć głodowa

Dziecięce wyobrażenie świata znacznie różni się od tego, co dostrzegają dorośli. Mówimy "nie wchodź tam, bo spadniesz", "nie ruszaj, bo się sparzysz", "nie biegnij po lodzie, bo się przewrócisz". Dla nas to takie proste, bo przewidujemy konsekwencje pewnych działań. Mamy w końcu doświadczenie, trzydziestkę na karku i wiele ran na kolanach na koncie. Ale dlaczego własnej mądrości życiowej oczekujemy od kilkulatka?


Comfreak/pixabay

Moja babcia mawiała "jak się nie sparzysz, nie dowiesz się, że ogień jest gorący", no przecież najmądrzej jest uczyć się na cudzych błędach, ale najskuteczniej na własnych. Jak wiecie z wczorajszego postu aktualnie koczujemy u mojej mamy, przez małą awarię domową. Ale zdaniem moich dzieci - cudem uniknęliśmy śmierci głodowej.

Chłopaki, jedziemy do babci


Będę starała się nie zamulać, mamy w końcu piątunio i luzujemy zadki. Więc w skrócie. Po kilku godzinach od próby ponownego uruchomienia pieca odkryłam, że nadal nie daje on ciepełka, krótka rozmowa z Żywicielem i decyzja - biorę dzieci i jadę do mamy. Spakowałam na prędce po dwa komplety ciuchów dla każdego, wrzuciłam do torby kosmetyki, syrop od gorączki i zarządziłam wymarsz wojsk. Wsadziłam potomstwo do auta, sprawdziłam pasy, wsiadłam. Odpaliłam auto, wrzuciłam wsteczny, przejechaliśmy metr, może dwa, koła zamieliły, silnik zgasł. Roztopy. Stoimy. Odpalam, jedynka, metr, zamieliło, zgasł... Tył, przód, po trzy razy i nic. Nie udało mi się wyjechać z bramy.

Zaczynam się spinać


Podjazd rozjeżdżony jak pole na wiosnę, samochód w poprzek, próby ruszenia kończyły się fiaskiem, poprosiłam dzieci, żeby były cicho, wdech policz do pięciu, wydech.
- Mamo, czy my tu umrzemy? - zapytał całkiem poważnie Teodor.
- Nie synku - odpowiedziałam spokojnie.
- A mamy kanapki? - dopytywał syn nr 2.
- Teoś, dopiero zjedliśmy obiad, jesteś głodny? - zdziwiłam się, bo nie dojadł swojej porcji.
- Nie, ale jak będziemy tu długo to zgłodnieję.
- Synku, ale nie będziemy tu długo, zaraz wyjedziemy, a poza tym jesteśmy na NASZYM PODWÓRKU,  w każdej chwili możemy wrócić do domu.
- Aha - odpowiedział bez przekonania.
Wykonałam kilka manewrów, wyjechaliśmy.

A co by było...


- Matko! Dobrze, że się udało - włączył się do dyskusji syn nr 1.
- A co się miało nie udać? - zapytałam najbardziej beztrosko, jak umiałam.
- Bo wiesz, ja to już patrzyłem, że sąsiad w domu, jakbyśmy się w tym błocie tak całkiem zakopali - powiedział Zet - to byś do niego zadzwoniła i przerzuciła nas pojedynczo przez płot.
- Zygmunt, jakbyśmy się tak całkiem zakopali, to byśmy poszli do domu i tyle, najwyżej siedzielibyście w bluzach - starałam się być głosem rozsądku.
- A jakby się nie dało iść?! - popatrzył na mnie jak na wariatkę. Ja wiem, że nasz podjazd jest delikatnie mówiąc mało reprezentacyjny po starciu z moim małym autobusem, ale z auta wysiada się prosto na kostkę brukową.

Tknęło mnie


Nagle doznałam olśnienia, to co dla mnie było chwilową trudnością, dla nich mogło potencjalnie być końcem świata. Przecież oni nie mieli nigdy takiej sytuacji, nie mieli się do czego odnieść. Często jest tak, że to, co nam dorosłym wydaje się logiczne, dla dzieci wcale takie proste nie jest. Dla nich, jak ktoś, kto jest ich ostoją bezpieczeństwa, zaczyna się denerwować, to znaczy, że jest DRAMAT. Często piszę Wam "spójrz na siebie oczami dziecka" i to jest właśnie ten moment, zanim w sobotę stojąc w kolejce na basen powiesz "Umrzemy tu ze starości" zastanów się! Jak to brzmi dla dziecka? Po co wprowadzać element niepokoju? Niedawno pisałam o tym, jak NIE mówić do Aspika, ale powiem Wam szczerze, że ta idea tyczy się wszystkich dzieci. One są szczere, prawdziwe, rozumieją świat dosłownie, więc matko, ojcze nie paplaj co Ci ślina na język przyniesie. Nie strasz.

Copyright © 2014 Matka Żywicielka , Blogger