Orzekanie dziecka ze spektrum krok po kroku

Orzekanie dziecka ze spektrum krok po kroku

Postanowiliśmy ponownie orzec Zygmunta. Nie była to łatwa decyzja. Rozważyliśmy wszelkie za i przeciw. Ten tekst powstawał przez cały czas trwania procesu, żebyście mieli świadomość, jak to wygląda.


anaterete/pixabay


18 września 2018 r.

Pojechałam do Poradni Pedagogiczno-Psychologicznej, wypełniłam wniosek o przesłanie karty Zygmunta z PPP w naszym poprzednim miejscu zamieszkania. Zapisałam go na "listę chętnych na TUS". Czekamy na telefon.

26 września 2018 r. 

Dostałam telefon z PPP, Zygmunt zakwalifikował się na Trening Umiejętności Społecznych do grupy wysokofunkcjonującej. Zajęcia ruszają 18 października.

10 października 2018 r. 

Dzwonili z PPP, dokumenty z Warszawy dotarły. Zdaje się, że niósł je leniwy gołąb. Nie ważne, spotkanie z Panią psycholog mam 16 października o 10:30. Wyciągnęłam dokumenty, mam trochę stracha. Wracają wspomnienia sprzed czterech lat, muszę się wziąć w garść.

16 października 2018 r.

Spotkanie jak się okazało było z panią pedagog nie psycholog. Tak czy siak miła osoba mniej więcej w moim wieku. Przeprowadziła ze mną wywiad, dokładnie taki, jak przed laty. Jeśli będziesz na takiej rozmowie po raz pierwszy przypomnij sobie wcześniej parę szczegółów.

  • Jak przebiegała ciąża i poród
  • W którym tygodniu ciąży urodziłaś
  • Czy karmiłaś piersią i jak długo
  • Jak zachowywało się Twoje dziecko w niemowlęctwie, czy było spokojne, czy miało kolki, czy wymagało dużo uwagi
  • Jak wyglądało rozszerzenie diety
  • Jak reaguje dziecko na badania, szczepienia, upadki, otarcia
  • Kiedy zaczęło mówić, korzystać samodzielnie z toalety...
Wywiad trwał 40 min. Pedagog pytała też o młodszych chłopców, poprzednim razem spotkanie było dłuższe, około półtorej godziny, wtedy chyba nie pytano mnie o Teda, nie wiem, czy był za mały, czy to kwestia procedur w danej poradni. Pedagog umówiła Zygmunta do psychologa na 30 października i do siebie na 2 listopada.

30 października 2018 r.

Wizyta u psychologa bez niespodzianek. Pani zapoznała się z dokumentacją i wyprosiła mnie. Diagnoza trwała 1,5 h. Po tym czasie rozmawiała ze mną, podobno zrobiliśmy dobrze przychodząc. W większości sfer Zet grubo ponad normę dla wieku, kilka, typowych dla Aspa, w dolnej granicy normy. W piątek pedagog.

2 listopada 2018 r.

Pedagog, ta, która wcześniej przeprowadzała ze mną wywiad spędziła półtorej godziny z Zetem. Lakonicznie poinformowała mnie, że nic jej nie zaskoczyło. Zet jest na dobrej drodze, ale wymaga dużo pracy. Naszej pracy i jego pracy.

9 listopada 2018 r.


Zebrała się komisja w Poradni Pedagogiczno-Psychologicznej. Dziś impreza odbywa się bez nas, czekamy.

15 listopada 2018 r.


Dzwonili z poradni, orzeczenie do odbioru.

24 listopada 2018 r.


Do psychiatry umówiliśmy się półtora tygodnia temu, prywatnie, na NFZ nie mamy czasu, pół roku to za długo. Lekarka okazała się pozytywnym zaskoczeniem. Młoda energiczna osoba, nie spieszyła się mimo, że miała spore opóźnienie. Wystarczająco empatyczna, żebyśmy czuli się zaopiekowani, ale też nie nadmiernie współczująca. Dokładnie takiej osoby było nam trzeba. Utwierdziła mnie w przekonaniu, że podjęliśmy dobrą decyzję orzekając Zeta ponownie.

27 listopada 2018 r.


Michał poszedł złożyć dokumenty na komisję orzekającą o niepełnosprawności, odesłano go z kwitkiem. Pani doktor dała nam zaświadczenie na druku ogólnym, komisja ma swój. Na szczęście opisała wszystko wyczerpująco i możemy poprosić o przepisanie dokumentu lekarza pierwszego kontaktu. Pędzimy do lekarza. Dziś zaświadczenia nie będzie, za dużo pacjentów pediatrycznych, do piątku doktor przygotuje zaświadczenie.

4 grudnia 2018 r.


Zawiozłam dokumenty do Zespołu Orzekania ds. Niepełnosprawności. Zostały przyjęte, mamy komplet. Według ustawy zawiadomienie o posiedzeniu dostaniemy w przeciągu 30 dni. Czekamy. Sprawa zapewne przeciągnie się do nowego roku.

2 stycznia 2019 r. 


Telefon ze szkoły, Zet ma nauczyciela wspomagającego, terapię ręki, terapię integracji sensorycznej i godzinę z psychologiem w szkole, w najbliższych dniach zostanie też przypisany do grupy TUSowej w placówce. Jestem pozytywnie zaskoczona. To publiczna szkoła na wsi, a jednak doskonale przygotowana na pracę z dziećmi o takich potrzebach, wszystko na miejscu.

9 stycznia 2019 r.


Jest pismo ze Starostwa, komisja orzekająca zaprasza nas na posiedzenie. Mamy stawić się 17 stycznia na 8:15.

17 stycznia 2019 r.


Rozmowa z panią psycholog przebiegła spokojnie, niczym mnie nie zaskoczyła, psychiatra nawet nie spojrzał na Zeta (na mnie też nie), nie wytknął nosa z papierów. Zapytał czy Zet dobrze śpi i czy ma kolegów. Całość trwała może 35 minut.

23 stycznia 2019 r. 


Odebrałam orzeczenie, nie do końca satysfakcjonuje nas jego treść, ale fizycznie mamy je w ręku, będziemy się odwoływać. Mamy na to ustawowo 14 dni.

1 lutego 2019 r. 


Napisałam i złożyłam odwołanie. Robi się to za pośrednictwem Powiatowego Zespołu, ale odwołujemy się do wyższej instancji, czyli do Zespołu Wojewódzkiego. Teraz Powiatowy ma tydzień na zmianę lub podtrzymanie orzeczenia. O decyzji poinformują nas pocztą.

7 lutego 2019 r. 


Zespół Powiatowy podtrzymał decyzję i przekazał sprawę do Wojewódzkiego. W przeciągu 30 dostaniemy zawiadomienie o posiedzeniu komisji w Wojewódzkim Zespole do spraw Orzekania o Niepełnosprawności.


Co byś zrobił gdyby...? Zabawy, które musi znać Twoje dziecko

Co byś zrobił gdyby...? Zabawy, które musi znać Twoje dziecko

Nie będzie ani o" kosi-kosi łapki", ani o "idzie raczek". Będzie o zabawach, które są znacznie ważniejsze, a zdobyte w nie punkty mogą być cenniejsze niż złoty medal na olimpiadzie.


AlainAudut/Pixabay

Pisałam Wam już, że był taki czas, że Michał pracował za granicą, trwało to osiem miesięcy, w tym czasie mieszkaliśmy z Zygmuntem sami, a przez pół roku byłam w ciąży z Teodorem. Najbardziej bałam się tego, że zemdleję, albo utnę palec w czasie gotowania, czy stanie się inna niespodziewana rzecz, a mój dwulatek nie będzie wiedział co robić, dlatego wymyśliliśmy sobie grę i kilka zasad.

Co byś zrobił, gdyby...?


Takie pytanie zadawałam mojemu dziecku i wymyślałam różne historie. Mieliśmy obcykane scenariusze, zakodowane mieszkania sąsiadów, gdzie na pewno znajdzie pomoc. Wiedział, że gdybym upadła i nie odpowiadała na jego pytania, ma iść do sąsiadki na przeciw. Umiał znaleźć 112 w moim telefonie, wiedział jak się nazywa, znał adres. Nauczyliśmy się też, że w razie zagrożenia np. na spacerze, ma krzyczeć "pożar" a nie "pomocy", bo statystyki mówią, że na to drugie ludzie nie reagują.

A gdybyś się zgubił


Warto też nauczyć dziecko, jak zachować się w sytuacji, gdyby straciło Cie z oczu, np. w markecie. Wyczulenie malucha, że szukamy wtedy kogoś dorosłego w koszulce z logo sklepu, może zaoszczędzić Ci to sporo stresu, dziecko, musi wiedzieć, jak się nazywa, to jest wiedza, którą powinno osiągnąć, jak tylko jest w stanie wymówić swoje nazwisko, powinno też znać imiona rodziców. Fajną opcją jest też wpisanie na metkach ubrań numeru telefonu do rodzica. Oczywiście, nie możesz oczekiwać, że np. w markecie ktoś rozbierze dziecko do rosołu w poszukiwaniu danych kontaktowych. Warto więc rozważyć kupienie bransoletki, albo przypinki do kurtki z numerem telefonu. Moi synowie znają nr telefonu do mnie na pamięć. Ale kiedy wyjeżdżają i tak dostają przypinkę z numerem, bo w stresie mogą go zapomnieć. Skąd wziąć taki gadżet? Odsyłam Was do LELOSIA, Irina robi nie tylko spersonalizowane gryzaki i biżuterię do chusty, ale też właśnie takie gadżety z numerem. To nie jest post sponsorowany, LELOŚ jest po prostu wart polecenia.

Nie idź z nikim


Kiedyś zaprzyjaźniona psycholog zapytała mnie czy chłopaki wiedzą, że nie wolno iść głaskać pieska. Oczywiście, że wiedzieli, przecież ja z moją przewrażliwioną głową nauczyłam ich tego, jak tylko ustaliliśmy, co to jest pies. "A wiedzą, że ze znajomym też nie można się oddalać?" No i tu już moje wyszczekanie się skończyło. Tego nie przemyślałam, a wiecie jakie są statystyki? W ponad 70 procentach przestępstw na tle seksualnym ofiary znają wcześniej swoich oprawców. Jeśli dziecko ma ze szkoły czy przedszkola odebrać ktoś inny - dziecko musi być o tym wcześniej uprzedzone. W innej sytuacji nie ma mowy o tym, żeby poszło.


Wiem, że ten tekst nie jest przesadnie optymistyczny, ale życie nie zawsze jest różowe i obsypane brokatem. Ta wiedza może się dzieciom nigdy nie przydać i oby tak było, ale lepiej dmuchać na zimne, więc upewnijcie się, że Wasze potomstwo zna zasady gry "Co byś zrobił gdyby...?"
To może zabić Twoje dziecko

To może zabić Twoje dziecko

Dziś znów nie będzie lekkiego tematu. 23 lutego jest światowy dzień walki z depresją. Wiem, wiem, pomyśleliście sobie pewnie: "Hmm, świruska, przecież już pisała o depresji!" Pisała, pisała, ale to było  depresji u dorosłych. Kiedy zbierałam materiały do tamtego tekstu, wyraźnie prosiłam moją nieocenioną Magdę, żeby absolutnie pomijała temat dzieci, bo nie chciałam, żeby to był jeden z punktów. Od razu czułyśmy obydwie, że to zdecydowanie jest materiał na oddzielny tekst. Dlaczego? Bo depresja u najmłodszych jest nadal tematem tabu. Jest bagatelizowana, a najmłodszy zdiagnozowany chory miał niewiele ponad dwa lata...


taniavdb/pixabay

"Chodzisz ciągle naburmuszona", "Rusz się, zrób coś", "Czego Ty chcesz? Tyramy, żeby niczego Ci nie zabrakło, a Ty nawet uśmiechnąć się nie możesz?" To tylko niektóre teksty, które słyszą chore na depresję dzieci. Bo dzieci chorują na depresję i to znacznie częściej, niż nam wszystkim się wydaje. Tyle, że my dorośli nie dajemy im do tego prawa, bo żyjemy w kulturze, w której dzieci mogą mieć co najwyżej muchy w nosie, a nie depresję. Pozwólcie, że spróbuję wpłynąć na to stereotypowe myślenie.

Sygnały alarmowe


- Rodzice często mówią, że zmiana w ich dziecku nastąpiła nagle - mówi psycholog Magdalena Kietlińska z Logos. - Zupełnie, jakby ktoś je podmienił. Początkowo wielu dorosłych bierze zachowanie dziecka za chandrę, gorszy czas i... ignoruje je. Podobnie, jak w przypadku dorosłych, tak i tutaj, dziecko przestaje się cieszyć tym, co zwykle wywoływało u niego radość. Na smutek pomagają drobne prezenty, wspólne wyjścia z rodzicami, od depresji nie można tak uciec.

U młodszych dzieci widać, że nie bawią się tym co zwykle, stają się ciche, jakby wyłączone. Nastolatki często unikają znajomych, albo przeciwnie, mają nowych znajomych, których nie chcą przedstawić rodzicom. Znikają na długie godziny, bywa, że sięgają po alkohol i inne używki. Zaczynają wagarować. Trzeba sobie jednak uświadomić, że depresja to nie jest złe zachowanie, ani wynik złego wychowania, mamy do czynienie z poważną chorobą, która może zagrażać życiu dziecka.

Świadomość


Żeby pomóc dziecku trzeba przede wszystkim zdać sobie sprawę z tego, że jest ono CHORE, a nie "sfochowane". Jeśli czujesz, że coś jest nie tak, odpowiedz na kilka pytań:

  1. Czy zauważyliście u dziecka przewlekłe zmiany nastroju (jest smutne, osowiałe, drażliwe, przygnębione), a ten stan utrzymuje się od kilku tygodni przez większą część dnia?
  2. Dziecko straciło radość życia, jest to widoczne każdego dnia?
  3. Czy te zmiany wpływają negatywnie na funkcjonowanie dziecka?
  4. Dziecko nie cieszy się rzeczami, które dotychczas sprawiały mu radość?
  5. Spędza mniej czasu na swoim hobby?
  6. Ogranicza kontakty z rówieśnikami?
  7. Uczy się gorzej?
  8. Dziecko ma trudności z koncentracją, nie umie się zmobilizować do pracy?
  9. Ma problemy ze snem?
  10. Brak mu energii do działania, nie dba o siebie tak, jak wcześniej, ma podkrążone oczy?
  11. Nie widzi swoich zalet, wydaje mu się, że wszyscy są lepsi od niego? 
Jeśli po przeczytaniu tych pytań czujesz się zaniepokojony, czas szukać psychologa dla dziecka. Nie leczona depresja to bardzo poważna choroba.


Dlaczego nie szukamy pomocy


Rodzice często bagatelizują powyższe objawy, sądzą, że dziecku minie, samo przejdzie, bo wstydzą się zabierać pociechę do psychologa i psychiatry, bo co ludzie powiedzą. A takie postępowanie, będę brutalna, może przyczynić się do prób samobójczych dziecka. - Rodzice muszą podejść do depresji, jak do każdej innej choroby, przecież bywa, że dzieci mają wady serca, chorują na niewydolność nerek, czy inne poważne choroby, które się leczy, bo inaczej mogą zabić - mówi psycholog. Depresja też zabija - dodaje ekspert.

Kiedy rodzice zjawiają się już u specjalisty najczęściej chcą wiedzieć przede wszystkim skąd ta choroba się wzięła. A na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Specjaliści mówią, że z pewnością istnieje coś takiego, jak predyspozycje genetyczne, czasem choroba ujawnia się po jakiś trudnych wydarzeniach, z którymi dziecko musiało się zmierzyć. Nie koniecznie chodzi o śmierć bliskiej osoby czy rozwód, czasem rodzice nawet nie zdają sobie sprawy, że ich dziecko ma jakieś problemy. Konflikty z rówieśnikami, problemy z zaakceptowaniem siebie i wiele innych. Nastolatek, w którym buzują hormony, to bardzo wrażliwa istota, która mocna przeżyć może nawet pozornie błahy problem.

Jak żyć po diagnozie?


Po pierwsze, jeśli drogi rodzicu usłyszałeś diagnozę, to uwierz w nią, nikt nie mówi, że pacjent ma depresję, bo "to taka moda", "pieści się nad dzieciakiem", "cwaniak znalazł sobie wymówkę dla lenistwa", "chce Cię naciągnąć na prywatne wizyty". Musisz zaakceptować chorobę i zrobić co w Twojej mocy, żeby pomóc dziecku. Odpuść trochę, zweryfikuj swoje oczekiwania względem dziecka i nie ciśnij tak bardzo, porządek, szkoła, to wszystko może poczekać, macie ważniejsze rzeczy do zrobienia. Nie oceniaj i nie krytykuj objawów, chory nie ma wpływu na swój nastrój. Nastolatek z depresją potrzebuje Twojego wsparcia, ale też asertywności i kontroli, jego żądania mogą być absurdalne, a Ty stanowczo, ale spokojnie musisz postawić granicę. Nastolatek w depresji potrzebuje, żeby interesować się jego życiem i pomóc mu uporać się z nim. Obserwuj dziecko i dziel się swoimi spostrzeżeniami z psychiatrą i terapeutą, ale nie oczekuj, że choroba zniknie po jednej czy dwóch sesjach, a już na pewno nie ma na nią "magicznej tabletki". Na jej leczenie potrzeba czasu.

Poświęćcie proszę jeszcze sześć minut i obejrzyjcie ten film:


Powinny zainteresować Was również te książki, psycholog poleca szczególnie tę pierwszą, jest dedykowana rodzicom, ta z czarno-białą okładką bardziej przyda się terapeutom, ale nie tylko.


Znajdziecie je np. TUTAJ i TU
Okiem Żywiciela: Tym razem Wasz ruch? Co robimy źle?

Okiem Żywiciela: Tym razem Wasz ruch? Co robimy źle?

Jest rzecz, a raczej cecha naszych dzieci z którą kompletnie nie umiemy sobie poradzić. Byliśmy wczoraj u znajomych i widząc pokój ich dzieci mało mnie szlag nie trafił. Mnóstwo pudełek z grami, książek, mniejsze i większe zabawki stały na wyciągnięcie ręki dziecka. Młodszy syn naszych znajomych wyjął spod stołu pudełko ciastoliny i zaczął się bawić na podłodze. Jak wróciłem po chwili do tego pokoju, właśnie pakował ciastolinę do pojemniczka i zaczynał zamiatać podłogę. Ma 5 lat! Pokoje moich dzieci wyglądają jak wysypiska śmieci albo strefa Gazy po nalotach.


Efraimstocher/pixabay

Nie chodzi o to, że nasze dzieci nie sprzątają. Co to to nie, po prostu na drugi dzień nie widać różnicy. Zygmunt potrafi sam posprzątać pokój, sam odkurzy podłogę, potrafią wieszać pranie, wycierać kurze. Nawet wykazują pewien entuzjazm robiąc to. Ale jeśli chodzi o odkładanie rzeczy na miejsce, albo pilnowanie żeby elementy układanki czy gry planszowej trafiły do odpowiedniego pudełka, to już wolna amerykanka, czasem się uda, a czasem znajdujemy pojedyncze elementy w tak dziwnych miejscach, że zastanawiam się czasem czy nie zalęgły Nam się złośliwe skrzaty.

Ostatnio kiedy demontowałem tylną kanapę w naszym samochodzie to okazało się, że ktoś tam wsypał średnich rozmiarów zestaw klocków lego. Zebrałem wszystko do pojemnika, a jak tylko zobaczył go Zygmunt to okazało się,że są tam zaginione legendarne klocki, po prostu święty Graal Lego. Oczywiście chciał już teraz zbudować z nich węża niszczyciela wszechświatów albo inne ustrojstwo. I co? I na drugi dzień rano znalazłem małego Uroborosa walającego się na podłodze w salonie. Szlag człowieka trafić może.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że przyczyny tej sytuacji należy szukać w nas samych i jestem jak najbardziej świadom tego, że nie pedantem, który z benedyktyńską skrupulatnością odkłada każdą rzecz w zagłębienie w półce, które zostało wygniecione przez dziesiątki lat odkładania danego przedmiotu dokładnie w to samo miejsce, ale jednak nauczyłem się utrzymywać bałagan jaki generuję w granicach, które uznaję za rozsądne i jeśli tylko bałagan przekroczy granice to zostaje zaatakowany i jak niepyszny wraca hen daleko za wyznaczoną granicę. Jestem typem skowronka i nie obce jest mi wstawanie w sobotę o 6 rano żeby ogarnąć to, co zaczyna mnie uwierać.

Jak zaszczepić dbanie o własne otoczenie dzieciom? Może zbiorowy umysł naszych czytelników będzie miał, jakiś pomysł, który będziemy mogli wypróbować? Nie chcę żeby od świtu biegali ze zmiotkami do kurzów, ale może żeby chociaż jak potknie się o zabawkę wstając z łóżka to może żeby odłożył ją na miejsce, a nie przeszedł dalej żeby potknąć się znowu wracając. Macie jakieś pomysły?
Piątunio: Dlaczego lepiej być singlem

Piątunio: Dlaczego lepiej być singlem

Jako, że w Chinach parę dni temu odbył się ciekawy protest postanowiłam zgłębić temat. Był to, uwaga "Protest brzydkich mężczyzn sprzeciwiających się epatowaniu przez zakochanych swoim szczęściem z okazji zbliżających się walentynek" uff, mam nadzieję, że nic nie pokręciłam :D A że dzisiaj jest piątunio i jeszcze światowy dzień singla, no to nie może być lepszego tematu.


StockSnap/Pixabay

Drodzy Państwo, dziś będziemy zazdrościli singlom właśnie, bo taki stan rzeczy ma swoje plusy i to nie mało! Więc zanim następnym razem zapytacie kuzynkę, koleżankę, brata czy w czyje tam życie postanowicie wtrynić swój zgrabny przypudrowany nosek, pomyślcie. Bycie singlem coraz częściej jest świadomym wyborem. Dobrym wyborem!

Kołdra tylko dla mnie!


No, śmiało, przypomnij sobie, jak w nocy próbowałaś wyrwać kołdrę spod swojego faceta, który postanowił zrobić sobie z niej kokonik. Albo nóżki - żagielki, znasz? Nogi zgięte w kolanach pod kołdrą i nagle łup, na boczek i wtedy mój biedny mąż zostaje nagle bez kołdry. Gdyby był singlem nie miałby tego problemu. Poza tym skoro już jesteśmy w łóżku (sami oczywiście), to zerknijmy na badania, według amerykańskich (a jakże!) naukowców single lepiej się wysypiają, dzięki czemu łatwiej im się skupić w ciągu dnia i mają zdrowsze kręgosłupy, bo nikt nie niszczy im materacy!

I jeszcze coś


Na tym wygodnym materacu nie musisz się kłaść w seksownych piżamkach, możesz w flanelowej piżamie, ba! zimą możesz czasem pominąć depilację. Tylko Ty decydujesz, kiedy gładkie ciało Ci się przyda.

Bridget Jones i Paweł Domagała


W kółko i na okrągło możesz oglądać komedie romantyczne, horrory czy co tam lubisz, nikt nie każe Ci pójść ze sobą do kina na Rambo. Słuchanie ulubionej muzyki? Bardzo proszę, kiedy chcesz, to co lubisz. Kuszące?

Jestem gwiazdą!


We własnym domu możesz śpiewać do szczotki do włosów na cały regulator i nikt, dosłownie nikt nie spojrzy na Ciebie jak na czuba. Nawet jeśli robisz to nago w wełnianej czapce polany syropem klonowym, czy jak tam lubisz, możesz!

Kochasz pracę?


Nikt, dosłownie nikt nie zarzuci Ci, że siedzisz w niej za długo. Jeśli jesteś pracoholikiem, nic się nie martw, możesz się oddawać swojej pasji i nikomu przy tym nie szkodzić. Szef Cię pokocha, rachunki za prąd w domu będą niższe. Same plusy.

Ucz się języka koreańskiego


Bo czemu nie? Masz wolne popołudnie w poniedziałek? Znajdź coś, na co nie miałbyś czasu, pędząc z biura, przez biedronkę do m3. Mam taką znajomą, która na darmowym kursie w miejskim domu kultury dość skutecznie przyswoiła ten język. Więc czemu Ty nie możesz?

A skoro już jesteśmy przy Biedronce


"Chłopcy, co zrobić na obiad? A na podwieczorek, co będziecie jedli? Pomyśleliście już o kolacji?" A kiedy mnie ktoś zapytał, co Ja bym zjadła? Gotuję to, na co oni mają ochotę, względnie to, co wiem, że jestem w stanie w nich wmusić. Singiel jak ma ochotę na kuchnię meksykańską idzie do takiej knajpy, jak chce ogórkową do baru mlecznego. Mało tego, jak chce diety pudełkowej, to przy przyzwoitej wypłacie może to dla siebie zrobić, bo płaci TYLKO za siebie.

Jak nie wiadomo o co chodzi...


Jakiś czas temu trafiłam na artykuł o tym, że single korzystają nadmiernie z karty kredytowej w zaledwie 21 proc. przypadków, pary 27 proc., rodziny z dziećmi 36 proc.! Do tego singiel szybciej spłaca raty, nie musi się przy tym martwić jak nakarmi i ubierze innych członków rodziny, bo musi troszczyć się tylko o siebie. A pamiętajmy, że stres to zwiększone ryzyko nadciśnienia i zawału.

Mają więcej przyjaciół


Przede wszystkim dlatego, że mają dla nich czas, nie pędzą przecież do domu na złamanie karku. Ale nie muszą się też oglądać na partnera, który może nie lubić jego przyjaciół. Tak umiera wiele relacji, te spotkania wiecznie przekładane... Single w przyjaźni są w cenie. Poza tym wyjście do kina, na koncert czy inne atrakcji nie trzeba zgrywać miliona grafików. Idziesz, kiedy chcesz!

Mają więcej czasu na sport


Na siłowni spotkasz oczywiście i singli i sparowanych, ale single spędzają na niej zdecydowanie więcej czasu. Dbają o formę fizyczną i psychiczną. Dzięki regularnej aktywności nie tylko poprawiają funkcjonowanie swojego organizmu, ale też dbają o regularną produkcję endorfin, dzięki czemu zmniejszają ryzyko zachorowania np. na depresję.

Są królami życia


Dobra może trochę przesadzam, ale ponieważ single zdani są tylko na siebie, muszą sobie z codziennymi problemami radzić. Wyrwane gniazdko, czy urwany guzik... nikt tego za nich nie naprawi. Owszem, jak pokazują badania, single częściej, niż osoby żyjące w związkach pytają o poradę przyjaciół, ale decyzję muszą podjąć sami, z pełną odpowiedzialnością, częściej też samodzielnie zabierają się za drobne naprawy, bo nie mają ich na kogo zepchnąć. Sukcesy w tych drobnych czynnościach bardzo dobrze wpływają na samoocenę i generalnie mają się tu lepiej niż ludzie w związkach.

I wisienka...


Kobiety, które są singielkami po związkach deklarują, że są szczęśliwsze niż żyjąc z facetem. Samotne panie są też częściej zadowolone za swojego życia seksualnego, mówią otwarcie, że współżyją rzadziej, ale intensywniej.

A faceci, dokładnie odwrotnie, mówią, że życie z kobietą u boku jest łatwiejsze, bo czują się zaopiekowani, seks w stałym związku też cenią ponad jednorazowe przygody, ponieważ jest on bardziej czuły i zmysłowy.

Reasumując: chcesz mieć rodzinę? Super. Chcesz być singlem? Też super, bo w życiu warto być szczęśliwym więc róbmy to co nas uszczęśliwia razem albo osobno. I niech się ciocia Jadzia wypcha, Ty jej nie mówiłaś, jak ma przeżyć swoje życie!
Ratunku! Mój facet ma dziecko!

Ratunku! Mój facet ma dziecko!

Spotkałaś świetnego faceta, w końcu ktoś z kim się dogadujesz, macie podobne zainteresowania, pociąga Cię fizycznie, jest odpowiedzialny i troskliwy. Ideał. No prawie. Ma za sobą poważny związek i dziecko. Jak to ugryźć, żeby się nie zadławić tym szczęściem?


Open Clipart Vectors/Pixabay

Przepytałam w tym temacie moją zaprzyjaźnioną psycholog, jak odnaleźć się w takiej sytuacji. Tak, żeby był wilk syty, owca cała, dzieci zadowolone, a dorośli nadal zakochani. Czy to w ogóle możliwe? Kiedy i jak pokazać się dzieciom, jak powinny mówić do partnerki ojca i jak pomóc im polubić potencjalną macochę. Tak wiem, to strasznie brzydkie słowo.

Bez pośpiechu


Przede wszystkim nie spieszcie się, jeżeli jesteś pewna, że chcesz z tym facetem spędzić życie, śmiało możecie zaaranżować spotkanie z dziećmi, ale jeśli macie za sobą trzy randki lepiej poczekajcie, jak rozwinie się sytuacja. Dlaczego nie warto pędzić? Bo istnieje szansa, że dzieci Cię polubią, a Wam nie wyjdzie, wtedy maluchy będą czuły się porzucone. Po co krzywdzić?

A ku ku!


Nie nie będzie niespodzianki psycholog Magdalena Kietlińska nie ma wątpliwości, dzieci powinny mieć świadomość, że idą na spotkanie z partnerką taty. To on, bez Twojego udziału powinien im powiedzieć o Twoim istnieniu. - Dzieci muszą mieć czas na zadanie pytań, tak żeby rodzić rozwiał ich wątpliwości. W obecności nowej partnerki taty mogą czuć się skrępowane, osaczone - mówi ekspert. Dzieci niezależnie od wieku mają prawo obawiać się, jak nowa sytuacja wpłynie na ich życie. Dzieci będą ciekawe, czy zmieni się ich sytuacja mieszkaniowa, miejsce spędzania czasu z tatą i jego ilości. To On, a nie Ty musi utwierdzić dzieci w przekonaniu, że są bezpieczne, a ich dzieciństwo stabilne. Dzięki takim zapewnieniom, potomstwo Twojego ukochanego łatwiej przyjmie nową osobę w rodzinie.

Przygotuj się do spotkania


Niezależnie od tego w jakim wieku są dzieci Twojego partnera warto czegoś się o nich dowiedzieć, co lubią, czym się interesują. Tylko nie przesadź. Każdy z nas widział amerykański film, w którym nowa dziewczyna tatusia gotuje to, co najbardziej lubi jego córeczka, albo już w progu zaczyna rozmowę od "słyszałam, że bardzo lubisz...". Nie rób tego, bo dziecko poczuje się osaczone, spokojnie pozwól rozpoznać teren, dla małego człowieka to też jest nowa i trudna sytuacja. Jeśli posiadasz jakieś talenty, które mogą zaimponować dziecko, pochwal się nimi dyskretnie, może się okazać, że pomogą Ci one zjednać dzieci Twojego faceta.

Nie, nie będziesz ich mamą. Nigdy.


Dzieci mogą się obawiać, że zechcesz zastąpić im mamę, zapewnij je, że tak nie jest. Maluchom warto wytłumaczyć, że każdy z nas ma tylko jedną mamę i jednego tatę, wy możecie zostać przyjaciółmi. - Nastolatka warto zapewnić, że rozumiecie, że sytuacja nie jest dla niego łatwa, ale macie nadzieję, że uda Wam się wypracować wspólne zasady, które wszystkim ułatwią życie. Dużym i małym zaproponuj, żeby zwracały się do Ciebie po imieniu, to w naturalny sposób zmniejsza dystans.

A potem żyli długo i szczęśliwie


Oczywiście nikt nie mówi, że będzie łatwo, ale na świecie istnieje wiele patchworkowych rodzin i mają się dobrze, wam też może się udać. Musicie jednak pamiętać o kilku ważnych rzeczach.

  1. Nie próbuj rywalizować z matką dzieci, nigdy. Ona zawsze będzie im bliższa, jeśli choć raz zdarzy Ci się ją skrytykować, cała praca włożona w budowanie relacji z pasierbami może zostać zmarnowana.
  2. W obydwu domach muszą panować te same zasady. Dowiedz się co Twój partner i matka dzieci ustalili, MUSISZ tych zasad przestrzegać, nawet jeśli się z nimi nie zgadzasz. Jeśli coś Ci się nie podoba powinnaś porozmawiać o tym z ukochanym na spokojnie bez obecności dzieci.
  3. Nie skarż na dzieci, to najlepszy sposób, żeby stracić ich zaufanie.
  4. To, że związałaś się z "facetem z odzysku" nie znaczy, że musisz z nim spędzać każdą sekundę. W tej relacji powinien być czas, który Wy spędzicie we dwoje, czas, który zorganizujecie sobie wspólnie z jego dziećmi, ale i taki, kiedy on zostaje z nimi sam. Ty w tym czasie skocz do kosmetyczki albo na zakupy. 
  5. Tata powinien przekonać dzieci, że zawsze znajdzie dla nich czas niezależnie od związku z Tobą. Psycholog podkreśla, że NIE MOŻESZ mu tego zabraniać. Wręcz przeciwnie, jego zobowiązania czasu, finansów i zaangażowania w wychowanie dzieci nie mogą ulec pogorszeniu. Dzieci zawsze powinny być dla rodzica priorytetem. 
  6. Jeśli ojciec miga się od swoich obowiązków - szkoda dla niego czasu. 

A na koniec coś optymistycznego - Możecie być spokojni, statystycznie zdecydowana większość dzieci chce, żeby rodzice byli szczęśliwi i akceptuje nowego partnera mamy czy taty. Zdarza się, że czasem na budowanie takiej relacji trzeba więcej niż kilku spotkań - mówi psycholog.
Okiem Żywiciela: Dziwny jest ten ...  internet

Okiem Żywiciela: Dziwny jest ten ... internet

Globalna wioska - tak kiedyś określano internet, teraz to bardziej cyrk, a może najlepsza symulacja społeczeństwa, jakiej nie bylibyśmy w stanie zaprojektować? Technologie ciekawią mnie od dawna, ale to, co najciekawsze w internecie ma niewiele z nimi wspólnego.


Free-Photos/Pixabay

Najbardziej interesują mnie w nim fenomeny, zjawiska, które o dziwo związane są z ludźmi, chociaż na co dzień ludzie wcale tak bardzo mnie nie interesują. Internet to taka szklana farma mrówek gdzie wiele rzeczy widać jak na dłoni. Oto parę ciekawych przykładów:

Jajko czyli najpopularniejszy profil na Instagramie, ponad 10 milionów obserwujących, 52 miliony polubień jednego postu (dla porównania oglądalność M jak miłość to 2-4 milionów ludzi), a jajko to brak treści, aktorów, akcji, powstało tylko w jednym celu - żeby zdetronizować post Kylie Jenner (wiem, who the f**k is Kylie Jenner). Totalny bezsens, który jednak zadziałał.




Teraz będzie trochę mniej bezsensownie, ale tylko trochę. Znacie Million Dollar Home Page? Ta strona ma już wiele lat, a zasada jej stworzenia była boleśnie prosta. Możesz sobie kupić pixel, a dokładnie co najmniej 100 pixeli (czyli kropek na ekranie) za dolara od kropki i podłączyć do niego tego pola swoje hasło reklamowe i link. Niby głupie, ot taki bajer ale jeśli policzymy ilość pixeli to wychodzi ponad milion dolarów zysku dla Alexa Tewa studenta z Anglii. Można opłacić sobie samemu studia? Można.

Teraz poznamy potęgę YouTube'a przed Wami PewdiePie - kanał na YT z ponad 85 milionami subskrypcji (w Niemczech mieszka 82,7 miliona ludzi tak dla skali) Nie znacie tego kanału? W sumie nic dziwnego, bo ten człowiek robi głównie Let's play'e czyli filmiki o tym, jak gra w gry i ogląda go więcej ludzi niż większość stacji telewizyjnych w Stanach.




Wszystkie te zjawiska przypominają w działaniu efekt motyla, coś małego generuje gigantyczną reakcję na drugim końcu świata, czasem tak gigantyczną,że może przerazić samego jej twórce. Znacie grę na telefon Flappy Bird? Jej twórca zarabiał dziesiątki tysięcy dolarów dziennie, sukces był tak ogromny, że przerażony człowiek wycofał grę ze sklepu i próbował się ukryć. Ludzie skupowali stare telefony przepłacając często dziesięciokrotnie tylko dlatego, że była na nich zainstalowana ta gra, której nie można było zdobyć w inny sposób.

Po co więc piszemy tego bloga? Może trzeba było sprzedawać jajka z podobizną Kylie Jenner grające w gry? Albo po prostu zarejestrować domenę www.sex.com i sprzedać ją potem za kilkadziesiąt milionów dolarów i leżeć pod palmami? Marta lubi pisać, ja lubię rozmawiać i to chyba główna przyczyna tego co robimy, nawet jakbyśmy leżeli pod palmami to pewnie gdzieś między drinkami stałby laptop.
Czytam sobie "Bezbronne" Taylor Adams

Czytam sobie "Bezbronne" Taylor Adams

"Po prostu mierzyła go wzrokiem z góry na dół, jakby już dawno przewidziała, że dojdzie do tej konfrontacji i miała przygotowany na taką ewentualność plan, co oczywiście było niemożliwe. Dzisiejsza noc zamieniła się w szaloną grę ślepego losu i kompletnie nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności. Nawet taki "czarodziej" (...) nie mógł przez cały czas wszystkiego kontrolować."


zywicielka.pl

Mój wewnętrzny Sherlock Holmes jest zaspokojony po lekturze tylko wtedy, jeśli zostaje przechytrzony. A przynajmniej spotyka go element zaskoczenia. "Bezbronne" okazały się dla niego prawdziwą ucztą. Momentów, kiedy Sherlock przecierał oczy było kilka, a nie często zdarza się taka sytuacja na 365 stronach.

Okoliczności


Darby nie ma najlepszych relacji z matką, tak szczerze mówiąc, są one koszmarne, choć ona sama używa określenia "skomplikowane". Pewnie nie odezwałaby się do rodzicielki jeszcze długo, a już na pewno nie planowała wybrać się do niej na Boże  Narodzenie, ale została do tego zmuszona przez los. Krótko przed Świętami dowiedziała się, że matka jest umierająca, jeśli nie zjawi się u niej przed Świętami, może już nie mieć okazji przeprosić jej za to, co powiedziała w czasie ich ostatniej rozmowy. Uzbrojona w ogromne ilości redbulla wsiada do swojej Hondy i pędzi na złamanie karku, żeby porozmawiać z mamą przed operacją. Ale nic nie idzie po jej myśli.

zywicielka.pl

Przerwana podróż


Śnieżyca nie odpuszcza, telefon ma prawie całkowicie rozładowany, a w radiu w kółko leci ta sama piosenka. Darby nie ma wyjścia, musi zjechać z autostrady i przeczekać najgorszą śnieżycę na postoju. W budynku nie ma nikogo z obsługi, jest czworo nieznajomych. Darby nie ma ochoty na spędzanie z nimi czasu, na zewnątrz jednak szaleje śnieżyca. Szukając zasięgu, dziewczyna zauważa w jednym z zaparkowanych na parkingu samochodów coś jeszcze. Klatkę dla psa i uwięzione w niej dziecko! A więc w budynku jest porywacz, tylko kto nim jest? Nie da się wezwać pomocy, nie ma zasięgu, drogi są nieprzejezdne, a jedyna broń, jaką ma Darby to scyzoryk szwajcarski...

Akcja


Młoda, przerażona dziewczyna musi komuś zaufać, przecież sama nie pokona szaleńca, który uwięził małą Jay, tylko kto jest tu dobry, a kto zły? Od decyzji Darby będzie zależało życie nie tylko jej i Jaybird, ale wszystkich na postoju. To będzie długa noc. "Wdech, policz do pięciu, wydech". Nie będziesz się nudzić, trochę możesz się bać, będziesz kibicować tym dziewczynom. Zobaczysz, że "Bezbronne" potrafią się bronić, nie cofną się przed niczym, żeby przetrwać i przechytrzyć porywacza. Sprawy nie ułatwia choroba Jaybird, która nie powinna się denerwować, a spróbuj się nie denerwować, kiedy jesteś porwaną siedmiolatką, ktoś strzela dookoła z pistoletu na gwoździe, ludzie tracą palce, a Ty jesteś uwięziona na odludziu.

Warto?


Pewnie, że warto, jakby nie było warto przeczytać tej książki, to nie pisałabym o niej. Pochłonęłam ją dosłownie jednym tchem, z zaniepokojeniem wyglądając co i rusz za okno, gdzie spokojnie wirowały płatki śniegu. Ta podróż sprawiła mi prawdziwą przyjemność, była ucztą. Towarzyszenie tej strasznej nocy głównej bohaterce sprawiało, że książkę ciężko było odłożyć, bo kibicując Darby czekałam razem z nią na ratunek, liczyłam, że przechytrzy napastnika, który, jak sam o sobie mówi, jest wybrańcem, człowiekiem, którego kanapka zawsze spada masłem do góry, co nie raz tej nocy udowodnił.  Kto wygra tą potyczkę? Jaki będzie bilans tej strasznej nocy? Polecam lekturę.

Za możliwość przedpremierowego przeczytania "Bazbronnych" dziękuję Wydawnictwu Otwarte.

TYTUŁ: "Bezbronne"
AUTOR: Taylor Adams
WYDAWNICTWO: Otwarte
PREMIERA: 13 lutego 2019
GATUNEK: thriller
CENA: 39,90 zł
OCENA: 5/6

zywicielka.pl
zywicielka.pl

Skarpetkowe Archiwum X, Jocker nie do pary i NIESPODZIANKA

Skarpetkowe Archiwum X, Jocker nie do pary i NIESPODZIANKA

W każdym domu jest takie miejsce, do którego wszyscy boją się zajrzeć. U nas kiedyś to był plastikowy 3 litrowy słój, potem zawartość słoja przeniosła się do szuflady, dziś mamy taki sporych rozmiarów worek. Mieszkają tam skarpety nie do pary. To jest niebywałe zjawisko. Wszyscy w domu mamy po dwie nogi, zakładamy na nie rano parę skarpet, wieczorem wrzucamy je do kosza z brudną bielizną, potem pierzemy i... na suszarkę dociera już tylko jedna.


zywicielka.pl

Wiem o czym pisała Justyna Bednarek w "Niesamowitych przygodach dziesięciu skarpetek..." i drugiej części swojej książki. Sprawdziłam dookoła pralki, dziur w podłodze brak, więc gdzie do diaska podziewają się te uciekinierki? Do tej refleksji nakłoniły mnie niedawne poszukiwania pewnego zaginionego dokumentu. Jakim cudem?

Skarpetki w każdym kącie


Otóż wiedząc, że ostatni kontakt z owym papierkiem odbyłam tuż przed przeprowadzką zaczęłam przetrząsać organizery ze starymi papierami, do których od półtora roku nikt nie miał serca podejść. Gdzieś pomiędzy instrukcją obsługi pralki, a gwarancją na piekarnik znalazłam bawełnianą skarpetkę z Zygzakiem McQuinem. Tak. Ktoś (zapewne wtedy 6 letni patrząc po rozmiarze) nonszalancko ją tam upchnął. Pamiętam ile czasu spędziłam poszukując jej i pamiętam, jak wyrzuciłam jej bliźniaczkę. Dlatego właśnie mamy ten worek w szafie, bo czasem znajdzie się niespodziewanie jakaś pojedyncza skarpeta, której można znaleźć towarzystwo.

Mamo, nie mam skarpetek


To jest zdanie, które zawsze mrozi mi krew w żyłach, a pojawia się w naszym domu często. Przeglądam wtedy nerwowo nasze Skarpetkowe Archiwum X, ale parę dni temu powiedziałam dość! Wzięłam ten worek i bez słowa wyniosłam go do śmietnika. No ale przecież jest luty, nie można chodzić z gołymi stopami. Postanowiłam więc nasz skarpetkowy świat zbudować na nowo.
Ponieważ nie znoszę zakupów stacjonarnych od razu włączyłam więc komputer i wpisałam wola.pl Dlaczego akurat ten adres? Od jakiegoś czasu obserwuję ten sklep na Instagramie i przemawiają do mnie nie tylko ich cudne kolorowe wzory, ale także fakt, że ich skarpetki produkowane są w Polsce.

zywicielka.pl

Poszło szybko 


Nie wiem czy pamiętacie, ale kiedyś opowiadałam Wam historię o tym, jak mój tata popatrzył na moje różowe skarpetki w zielone szlaczki i zapytał "Na dziale dla dorosłych Twojego rozmiaru nie było". Myślę, że moje skarpetki z Jockerem "nie do pary" też mu się spodobają ;) więc czemu nie sprawić mu przyjemności. Wyklikałam mnóstwo cudnych par dla siebie i chłopaków i za dwa dni odebrałam te cuda z paczkomatu. Na jakiś czas wystarczy, nim na nowo zbudujemy Archiwum X.

zywicielka.pl

WYNIKI:


Kochani, po wspólnej lekturze Waszych komentarzy postanowiliśmy nagrodzić Erin, Buba i ZwariowaneTrio, napiszcie do nas maila na zywicielka@gmail.pl po południu podeślemy Wam kody na zakupy :) Pozdrawiamy!

Pozbądź się swojego Archiwum


W związku ze zbliżającą się wielkimi krokami wiosną namawiam Was do odświeżenia i waszych skarpetkowych zakątków grozy, żebyście przy tym nie zrujnowali swoich budżetów mam dla Was trzy bony do sklepu Wola.pl, każdy na 50 zł, za to można już całkiem zaszaleć, zwłaszcza, że ceny są konkurencyjne. Macie ochotę na małe zakupy? Napiszcie mi w komentarzu swoją najdziwniejszą skarpetkową historię, te które rozbawią nas najbardziej zostaną nagrodzone. Czas na komentarze macie od dziś do 17 lutego, 18 lutego 2019 roku opublikujemy listę zwycięzców.

Wszystkie pozostałe informacje zostały zawarte w regulaminie poniżej.

Regulamin konkursu

POSTANOWIENIA OGÓLNE
Organizatorem Konkursu jest zywicielka.pl i Fundatorem Nagród jest Wola.pl
2. Konkurs będzie prowadzony za pośrednictwem strony zywicielka.pl
3. Uczestnikiem Konkursu, na warunkach określonych w Regulaminie Konkursu, może być każda osoba fizyczna powyżej 18 roku życia, posiadająca adres zamieszkania na terenie Polski. Konkurs prowadzony będzie na terenie całej Polski, na podstawie niniejszego „Regulaminu Konkursu”.
5. Konkurs rozpocznie się 11.02.2019 r. poprzez publikację na blogu zywicielka.pl postu konkursowego. Konkurs zakończy się 17.02.2019r.
6. Ogłoszenie zwycięzców nastąpi najpóźniej do 18.02.2019r., poprzez informację umieszczoną w treści posta konkursowego na blogu zywicielka.pl
7. W Konkursie nie mogą brać udziału pracownicy Organizatora oraz innych podmiotów biorących bezpośredni udział w przygotowaniu i prowadzeniu Konkursu.
8. Uczestnictwo w Konkursie jest dobrowolne.
II. ZASADY PROWADZENIA KONKURSU
1. Przebieg konkursu:
a. Warunkiem koniecznym wzięcia udziału w konkursie jest przesłanie komentarza odpowiadającego na pytanie "Jaką skarpetkową historię skrywasz?"
b. Zwycięzca zostanie wyłoniony na podstawie kreatywności, wartości estetycznej zgłoszeń a także ich zgodności z treścią zadania konkursowego.
c. Uczestnik konkursu może przesłać kilka zgłoszeń, ale wygrać tylko jedną nagrodę.
3. Zgłoszenie do Konkursu jest równoznaczne z oświadczeniem, iż osoba nadsyłająca:
a. Akceptuje warunki Regulaminu Konkursu. Nieprzestrzeganie regulaminu może skutkować wykluczeniem uczestnika z udziału w konkursie.
b. Wyraża zgodę na wykorzystanie zamieszczonego zgłoszenia w celach marketingowych przez Organizatora Konkursu. Wyraża zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych zgodnie z ustawą o Ochronie Danych Osobowych (Dz.U.Nr.133 pozycja 883);
c. Jest autorem/autorką przesłanych zgłoszeń.
4. Konkurs nie podlega przepisom ustawy o grach hazardowych.
III. ODPOWIEDZIALNOŚĆ ORGANIZATORA
1. Organizator nie ponosi odpowiedzialności za:
a. Sposób, w jaki Użytkownicy Serwisu korzystają z udostępnionej im w Serwisie powierzchni wirtualnej, ani za jakiekolwiek wynikłe z tego skutki.
b. Szkody spowodowane przez treści zamieszczone przez uczestników w Serwisie.
c. Jakiekolwiek problemy związane z działaniem Serwisu facebook.com.
2. Wszelkie roszczenia Użytkowników Serwisu z tytułów wymienionych wyżej są wyłączone z odpowiedzialności Organizatora. Użytkownik wyraża zgodę na zwolnienie Organizatora od wszelkich roszczeń osób trzecich powstałych w związku z korzystaniem przez użytkownika z Serwisu.
IV. NAGRODY I WYDANIE NAGRÓD
1.Autorzy 3 najzabawniejszch naszym zdaniem zgłoszeń otrzymają 1 kod rabatowy o wartości 50 zł do wykorzystania na zakupy w sklepie Wola.pl
2. Niezgłoszenie się w wiadomości prywatnej w terminie 3 dni od ogłoszenia wyników konkursu jest równoznaczne z rezygnacją zwycięzcy z nagrody.
3. Nie ma możliwości wymiany nagrody na jej równowartość pieniężną. Nie ma możliwości przeniesienia praw do nagrody na osobę inną niż wybrana przez Jury.
V. POSTANOWIENIA KOŃCOWE
Organizator zastrzega, że nie ponosi odpowiedzialności za: zdarzenia uniemożliwiające prawidłowe przeprowadzenie Konkursu, których nie był w stanie przewidzieć lub którym nie mógł zapobiec, w szczególności w przypadku niedopełnienia przez Uczestnika wszystkich warunków wzięcia udziału w konkursie lub w przypadku niedoręczenia Uczestnikowi nagrody spowodowanego niepodaniem lub błędnym podaniem przez Uczestnika danych adresowych. W kwestiach nieuregulowanych niniejszym Regulaminem Konkursu zastosowanie mają przepisy Kodeksu Cywilnego.

zywicielka.pl
zywicielka.pl



Błoto i śmierć głodowa

Błoto i śmierć głodowa

Dziecięce wyobrażenie świata znacznie różni się od tego, co dostrzegają dorośli. Mówimy "nie wchodź tam, bo spadniesz", "nie ruszaj, bo się sparzysz", "nie biegnij po lodzie, bo się przewrócisz". Dla nas to takie proste, bo przewidujemy konsekwencje pewnych działań. Mamy w końcu doświadczenie, trzydziestkę na karku i wiele ran na kolanach na koncie. Ale dlaczego własnej mądrości życiowej oczekujemy od kilkulatka?


Comfreak/pixabay

Moja babcia mawiała "jak się nie sparzysz, nie dowiesz się, że ogień jest gorący", no przecież najmądrzej jest uczyć się na cudzych błędach, ale najskuteczniej na własnych. Jak wiecie z wczorajszego postu aktualnie koczujemy u mojej mamy, przez małą awarię domową. Ale zdaniem moich dzieci - cudem uniknęliśmy śmierci głodowej.

Chłopaki, jedziemy do babci


Będę starała się nie zamulać, mamy w końcu piątunio i luzujemy zadki. Więc w skrócie. Po kilku godzinach od próby ponownego uruchomienia pieca odkryłam, że nadal nie daje on ciepełka, krótka rozmowa z Żywicielem i decyzja - biorę dzieci i jadę do mamy. Spakowałam na prędce po dwa komplety ciuchów dla każdego, wrzuciłam do torby kosmetyki, syrop od gorączki i zarządziłam wymarsz wojsk. Wsadziłam potomstwo do auta, sprawdziłam pasy, wsiadłam. Odpaliłam auto, wrzuciłam wsteczny, przejechaliśmy metr, może dwa, koła zamieliły, silnik zgasł. Roztopy. Stoimy. Odpalam, jedynka, metr, zamieliło, zgasł... Tył, przód, po trzy razy i nic. Nie udało mi się wyjechać z bramy.

Zaczynam się spinać


Podjazd rozjeżdżony jak pole na wiosnę, samochód w poprzek, próby ruszenia kończyły się fiaskiem, poprosiłam dzieci, żeby były cicho, wdech policz do pięciu, wydech.
- Mamo, czy my tu umrzemy? - zapytał całkiem poważnie Teodor.
- Nie synku - odpowiedziałam spokojnie.
- A mamy kanapki? - dopytywał syn nr 2.
- Teoś, dopiero zjedliśmy obiad, jesteś głodny? - zdziwiłam się, bo nie dojadł swojej porcji.
- Nie, ale jak będziemy tu długo to zgłodnieję.
- Synku, ale nie będziemy tu długo, zaraz wyjedziemy, a poza tym jesteśmy na NASZYM PODWÓRKU,  w każdej chwili możemy wrócić do domu.
- Aha - odpowiedział bez przekonania.
Wykonałam kilka manewrów, wyjechaliśmy.

A co by było...


- Matko! Dobrze, że się udało - włączył się do dyskusji syn nr 1.
- A co się miało nie udać? - zapytałam najbardziej beztrosko, jak umiałam.
- Bo wiesz, ja to już patrzyłem, że sąsiad w domu, jakbyśmy się w tym błocie tak całkiem zakopali - powiedział Zet - to byś do niego zadzwoniła i przerzuciła nas pojedynczo przez płot.
- Zygmunt, jakbyśmy się tak całkiem zakopali, to byśmy poszli do domu i tyle, najwyżej siedzielibyście w bluzach - starałam się być głosem rozsądku.
- A jakby się nie dało iść?! - popatrzył na mnie jak na wariatkę. Ja wiem, że nasz podjazd jest delikatnie mówiąc mało reprezentacyjny po starciu z moim małym autobusem, ale z auta wysiada się prosto na kostkę brukową.

Tknęło mnie


Nagle doznałam olśnienia, to co dla mnie było chwilową trudnością, dla nich mogło potencjalnie być końcem świata. Przecież oni nie mieli nigdy takiej sytuacji, nie mieli się do czego odnieść. Często jest tak, że to, co nam dorosłym wydaje się logiczne, dla dzieci wcale takie proste nie jest. Dla nich, jak ktoś, kto jest ich ostoją bezpieczeństwa, zaczyna się denerwować, to znaczy, że jest DRAMAT. Często piszę Wam "spójrz na siebie oczami dziecka" i to jest właśnie ten moment, zanim w sobotę stojąc w kolejce na basen powiesz "Umrzemy tu ze starości" zastanów się! Jak to brzmi dla dziecka? Po co wprowadzać element niepokoju? Niedawno pisałam o tym, jak NIE mówić do Aspika, ale powiem Wam szczerze, że ta idea tyczy się wszystkich dzieci. One są szczere, prawdziwe, rozumieją świat dosłownie, więc matko, ojcze nie paplaj co Ci ślina na język przyniesie. Nie strasz.

Daj na luz

Daj na luz

Jest 6 lutego 2019 roku godzina 23:39, siedzę w salonie mojej mamy i piszę tekst na bloga. Mam małe deja vu. 6 lutego 2018 roku siedziałam dokładnie na tym samym fotelu. Nie wiem czy coś pisałam. Ale powód mojej wizyty był dokładnie ten sam.


Alexandra_Koch/pixabay

Poprzedniej nocy wyłączył nam się piec, Kazik miał 6 tygodni, na zewnątrz był mróz a temperatura w domu spadła do 16 stopni, awaria. Tym razem na zewnątrz koło 0 st, w domu 17 stopni, piec znów padł w nocy. Niewiarygodne, a jednak. Efekt tego taki, że spakowałam dzieci i przypędziłam na noc do mamy, Żywiciel wrócił z drugiej zmiany i znów, jak przed rokiem próbuje naprawić piec.

Można się wkurzyć


Poprzednim razem byliśmy wściekli, no bo wiadomo, naprawa to koszta, ale w końcu spojrzałam na całą sytuację z boku i pomyślałam: przecież nie mamy na to wpływu, to po co się wściekać? Co to zmieni? Nic. Szkoda zdrowia. Trzeba wezwać serwis, zapłacić za części i uruchomić piec. Tyle. Podobnego "stopa" miałam przy awarii samochodu, przytartych drzwiach, osobiście przeze mnie przestawionej bramie wjazdowej. Stało się trudno, na pewne rzeczy nie mamy wpływu. No dobra, w tą bramę mogłam ewentualnie nie wjechać, ale wjechała, nic nikomu się nie stało. Trzeba naprawić i tyle.

Naucz się luzować


Musiałam do tego dojrzeć. Kiedyś przejmowałam się wszystkim, potrafiłam płakać, bo ochlapał mnie przejeżdżający samochód, dziś najwyżej siarczyście zaklnę i zaśmieje się sama do siebie. Bo co zmieni mój płacz? Popatrz realnie na to, co Cię spotkało, ile było w tym Twojej winy? Czy mogłeś temu zapobiec? A nawet jeśli tak, to skoro tego nie zrobiłeś po co się spinać?

Weź to napraw


Nie złożony na czas pit, niezapłacony rachunek, zarysowane auto czy popsuty piec, nie rozpamiętuj tego nie szukaj winnych. Pełna mobilizacja i do roboty. Tak, żeby Twój mózg o 3 w nocy nie prowadził analizy błędów, jakie popełniłeś w ostatniej dziesięciolatce. Zobaczysz, będzie Ci lżej.

Taka refleksja.
#LutyBezHejtu podaj dalej!

#LutyBezHejtu podaj dalej!


Dziś będzie krótko i raczej treściwie. Jak pewnie wiecie (albo i nie) jestem bardzo aktywna na Instagramie. Kiedy urodził się Kazik, czyli dziecko nr 3, wystartowałam z projektem #codzienniejednozdjecie. Nie będę Wam tu pisać dlaczego, ale tak wyszło. Okazało się, że ten portal jest bardzo przyjazny jeśli chodzi o wyszukiwanie ludzi podobnych do mnie. Z wieloma fajnymi osobami nawiązałam przyjacielskie relacje, choć w prawdziwym życiu nie mielibyśmy szans się  spotkać. Chciałabym móc powiedzieć, że na "Insta" spotkało mnie tylko to co miłe, ale nie będę kłamać.


LoboStudioHamburg/pixabay


Gdybym miała powiedzieć jednym słowem, czy jest mi tam dobrze czy źle odpowiedziałabym "dobrze" ale byłoby to duże uogólnienie. Ale po kolei. Każdego dnia na tym portalu odbywam kilka naprawdę przyjemnych rozmów z ludźmi z różnych zakątków Polski. Są dziewczyny, z którymi rozmawiam od dawna, a są i takie, które na moim koncie siedzą cichutko od dawna, a czasem się do mnie odzywają. Sama też mam parę takich osób, które szczerze podziwiam i z przyjemnością wchodzę w dyskusje z nimi. Fajnie, prawda? Ale...

Nagle ktoś znika


Od czasu do czasu rozmawiałam sobie z pewną przesympatyczną położną, mamą czwórki fantastycznych dzieciaków. To osoba tak pozytywna, że aż trudno uwierzyć, że prawdziwa. Piękne, białe wnętrza kolorowe, drewniane zabawki, retro ciuchy, bajka... Aż nagle Moje Broje zniknęły. Po jakimś czasie dziewczyna wróciła pod innym nickiem, ponieważ wyświetliła mi się w propozycjach, natychmiast się do niej odezwałam. Okazało się, że Instagram usunął jej konto, tak po prostu, bez ostrzeżenia. W wyniku rozmów z różnymi ludźmi doszliśmy do wniosku, że ktoś konsekwentnie zgłaszał ją za nieodpowiednie treści, portal zareagował i usunął ją. Problem w tym, że ani na starym koncie, ani teraz na Brojach Pani Matki nigdy nie pojawiły się żadne treści, które mogłyby kogokolwiek urazić, więc dlaczego? Ktoś się wkurzył, bo codziennie na tym koncie było więcej obserwatorów. Zawiść. Tyle. A takich kont, które zniknęły było więcej.

Obserwują mnie dziwni ludzie


Na jednym z blogowych forów jakiś czas temu było głośno o tym, że pewna dziewczyna zalazła za skórę innym użytkowniczkom Istagrama, nie pamiętam już nawet czym. Efekt był taki, że pewnego dnia dziewczyna wstała i miała +50 tys. obserwatorów, głównie Arabów. Instagram zablokował ją, bo kupiła w jakimś sklepie. Problem w tym, że nie wykonała transakcji, ktoś postanowił się jej pozbyć. Co mogła? Nic. Instagram nie pyta - wyrzuca i z głowy.

Komentarze o kupie






Post udostępniony przez Marta Lewandowska (@matka_zywicielka)

Moja codzienna aktywność zaowocowała nagłym wzrostem obserwatorów. Cieszę się bardzo. Każda z tych osób jest dla mnie bardzo ważna, piszą do mnie, komentują zdjęcia, wchodzą w relacje, czasem czytają bloga, bywa, że opowiadają swoje historie. Któregoś dnia weszłam na swój profil i odkryłam, że ktoś pod jednym z moich zdjęć wstawił komentarz mówiący przy pomocy emotikon o tym, że mam twarz jak świńska kupa. Spoko, nie jestem modelką Victoria Secret, nie muszę się wszystkim podobać, nawet mnie to rozbawiło.  Napisałam o tym koleżance, a ta odpisała mi, że nie jestem pierwsza i wysłała mi link. Na innym profilu ta sama osoba wstawiła taki sam komentarz. Po kilku godzinach, z wielu różnych kont podobne komentarze pojawiły się w ilości kilkaset. Ktoś je kupił, to pewne, tak jak to, że nie zrobiła tego autorka posta. Dlaczego? Bo zdarzają się frustraci, ludzie dziwni, nie wiem jacy. Sama tego nie rozumiem. Jak ktoś mnie nie bawi, to go nie obserwuję. Do głowy by mi nie przyszło, żeby kogoś hejtować.

Stąd pomysł


Po tych wszystkich dziwnych historiach nagle pojawił mi się pomysł, żeby zrobić coś przeciwnego - pozytywnego. Tak opublikowałam pierwsze zdjęcie w serii #lutybezhejtu zaprosiłam parę fajnych osób i... poszło. Tak w skrócie, jeśli masz ochotę się przyłączyć wrzuć pozytywne zdjęcie na swój Instagram, nie musisz nikogo oznaczać, chyba, że chcesz kogoś zaprosić. Jedyne co należy zrobić to napisać, że w tym miesiącu działasz z nami pod hashtagiem LutyBezHejtu i baw się dobrze, pisz miłe komentarze, udostępniaj fajne profile, wspieraj. W internecie starczy miejsca dla wszystkich.





Post udostępniony przez Marta Lewandowska (@matka_zywicielka)
To już koniec! Rozwód z dzieckiem w tle...

To już koniec! Rozwód z dzieckiem w tle...

Kiedy decydujemy się na ślub raczej nie zakładamy, że to małżeństwo nie przetrwa. No bo nie po to te obietnice, koszta uroczystości, wspólne kredyty, dzieci i plany na przyszłość, żeby zakładać, że się rozstaniemy. A jednak, wg danych GUS, w ubiegłym roku zawarto w Polsce 193 tysiące małżeństw, w tym samym czasie rozwiodło się 65 tys. par. Słabo? Pewnie, że słabo, 1/3 małżeństw statystycznie rozpada się. Nie jest to zbyt optymistyczna prognoza. Zwłaszcza, że względem 2017 roku liczba rozwodów wzrosła o blisko 4 proc.


pixel2013/pixabay


Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego nie trwamy w tym, co sobie przyrzekliśmy? GUS podaje, że ponad połowa rozpadów pożycia następuje przez "niezgodność charakterów", czyli? Czyli małżonkowie postanowili nie prać brudów i nie przyznawać się do tego co tak na prawdę się między nimi zadziało. Chcą mieć to jak najszybciej z głowy i rozwieść się bez orzekania o winie. Drugą przyczyną (6 proc.) jest zdrada małżeńska, dalej plasują się przemoc i długa nieobecność jednego z małżonków. Ponad połowa małżeństw rozpada się z więcej niż jednej przyczyny.

Więc dlaczego?


Tego tak na prawdę chyba nie wie nikt. Ogólny wniosek można wysnuć taki, że tak jest często łatwiej. Nie to, że kiedyś ludzie byli inni, czy wierniejsi, czy lepiej się dobierali. Było tak samo, tylko realia były inne. Teraz, często dobieramy się w pary tak, że oboje małżonkowie zarabiają podobnie, więc to, co kiedyś mogło być niewykonalne, czyli samodzielne życie kobiety z dziećmi, dziś nie stanowi już takiego problemu. Panie zarabiają lepiej i są niezależne od facetów. Oczywiście mówimy o wielkim uogólnieniu. Zewsząd mówi nam się też, że nie musimy się godzić na rozrzucone skarpetki, niewyniesione śmieci czy flirty na boku. Zamiast więc rozwiązywać małe i duże problemy, odcinamy się od partnera i zaczynamy jeszcze raz. Tak jak jestem w stanie zrozumieć brak tolerancji dla zdrady, tak te skarpety mi już nie leżą. Wierzcie mi lub nie, ale to jest autentyczna przyczyna rozstania jednej z moich znajomych par. On z 5 lat te skarpety zostawiał gdzie popadnie, ona sprzątała je bez słowa, po czym pewnego dnia kazała mu się spakować (mieszkanie było jej). Nie rozmawiali o tych skarpetach, ale ona stwierdziła, że przez tyle lat powinien był się nauczyć sprzątać je, skoro się nie nauczył, to już nie ma dla nich przyszłości. Ale przyczyny bywają poważniejsze.

Dziecko ma prawo wiedzieć


Podoba nam się to czy nie, jeśli mamy dzieci, nasze decyzje dotyczą nie tylko nas. Nie możemy stawiać dzieci przed faktem dokonanym. Jako pełnoprawni członkowie rodziny powinni wiedzieć, co się szykuje i muszą o tym dowiedzieć się od nas. Jak zaznacza psycholog Magdalena Kietlińska - Trwanie w toksycznym związku "dla dzieci" to zły pomysł. Większą traumą dla dziecka są kłótnie, krzyki czy przemoc, niż rozstanie rodziców. Ważne jednak, żeby niezależnie od tego jak wściekli jesteśmy na partnera, całą sytuację rozegrać z jak najmniejszą szkodą dla dzieci.

Kiedy czas na rozmowę


To, kiedy dziecko dowie się o rozstaniu rodziców w znacznej mierze zależy od ich wieku. Najważniejsze jednak, żeby ta informacja płynęła do dziecka od rodziców, a nie przypadkiem, np. od wścibskiej sąsiadki. W miarę możliwości, przy tej rozmowie powinni być oboje rodzice, pamiętajmy, że dla naszych dzieci zarówno mama jak i tata są jednakowo ważni. Dzieciom pięcioletnim i młodszym o rozstaniu powinniśmy powiedzieć dzień lub dwa przed rozstaniem. Dzieci w wieku szkolnym powinny o wyprowadzce rodzica dowiedzieć się około tygodnia przed. Powinny mieć czas, żeby oswoić się z tym faktem. - Nastolatki najczęściej o zbliżającym się rozwodzie wiedzą wcześniej, bo dorośli mają zwyczaj angażować starsze dzieci w roli posłańców w kłótniach - mówi psycholog. - To bardzo ważne, żeby znaleźć odpowiedni czas na przekazanie tej informacji - podkreśla Magdalena Kietlińska. - Nie może być tak, że dziecko odrabia lekcje czy ogląda bajkę, a my staramy się przebić z tą informacją. Powinniśmy spokojnie usiąść, obydwoje rodzice i dzieci i BEZ OSKARŻANIA SIĘ I WZAJEMNYCH PRETENSJI powiedzieć co dokładnie wydarzy się w najbliższych dniach. Psycholog podkreśla, że jeśli nie jesteśmy pewni, czy taka rozmowa uda się w grupie, lepiej przeprowadzić ją dzień po dniu, ale nadal bez oskarżania partnera. Jeśli nie czujemy się na siłach - poprośmy o poradę psychologa.

Jak mówić


Przede wszystkim spokojnie. Musimy zapewnić dziecko, że nie jest niczemu winne, że oboje rodzice nadal je kochają. Trzeba pamiętać, że dzieci nie znają innej rzeczywistości niż "rodzice razem", dla nich ziemia właśnie się rozstąpiła, dlatego musimy zrobić wszystko, żeby zapewnić im poczucie bezpieczeństwa. - Trzeba powiedzieć dzieciom, że rodzice pobrali się z wielkiej miłości, że wierzyli, że zawsze już będą razem i będą szczęśliwi, opowiedzieć o wielkiej radości, którą rodzice przeżyli, kiedy pojawiły się dzieci. Zarówno maluchy, jak i starsze dzieci muszą mieć poczucie, że urodziły się w szczęśliwej rodzinie - mówi Magdalena Kietlińska. - Potem warto zwrócić uwagę dzieci na to, że ostatnio relacje w domu się zmieniły, coś się popsuło, tata się złościł, a mama płakała, dlatego, żeby nie być nieszczęśliwymi postanowili się rozstać. Jeśli rozwodu chce tylko jedna osoba, trzeba to wyraźnie zaznaczyć. Nie można w tej sytuacji pozwalać sobie na kłamstwa - zaznacza psycholog - bo w ten sposób zabierzemy dziecku resztę poczucia bezpieczeństwa.

Co to ten rozwód?


Nie wszystkie dzieci będą znały odpowiedź na to pytanie. Warto więc zapytać, czy rozumie co to oznacza, czy ma kolegę, którego rodzice nie są razem. Jeśli nie dokładnie musimy wszystko wyjaśnić. - Dzieci często zastygają w tym momencie w przerażeniu, nie wiedzą co powiedzieć. Dlatego skupmy się na szczegółach: z kim będzie mieszkało, kto będzie odbierał je ze szkoły i jak często będą się widywać z drugim rodzicem. - Psycholog zwraca uwagę na jeszcze jedną ważną rzecz- nawet małe dzieci bardzo troszczę się o swoich rodziców, tak jak oni o potomstwo. W tej sytuacji mogą być po prostu zmartwione, np. tym jak poradzi sobie tata, skoro będzie mieszkał oddzielnie. Należy dzieciom spokojnie odpowiedzieć na wszystkie pytania i zapytać, czy mają jakieś sugestie. Trzeba je wziąć pod uwagę, bo te zmiany dotyczą nie tylko dorosłych, a dzieci to nie rzeczy i muszą czuć się ważne, a nie przestawiane z kąta w kąt.

A po rozstaniu...


Wiadomo, każdy z nas chciałby dzieciom nieba przychylić, szczególnie w tych trudnych momentach. Nie zawsze się da. Co możemy zrobić? Przede wszystkim pozwólmy dziecku przeżywać emocje. Niech płacze, krzyczy - wolno mu, przecież zawalił mu się świat. Sami nie będziemy obiektywni, poszukajmy pomocy. W KAŻDYM  przypadku dziecko powinno odbyć rozmowę z psychologiem, choćby szkolnym. Nie dziwcie się jednak, jeśli dziecko nie będzie chciało rozmawiać o tym w szkole, ma prawo się wstydzić, wtedy trzeba poszukać pomocy gdzieś indziej. Nauczyciel powinien jednak od Was dowiedzieć się co się dzieje, w razie problemów będzie mógł szybko zareagować i pomóc. Dziecko, niezależnie od wieku powinno zarówno u mamy, jak i taty mieć swój kąt. Jak zapewnia psycholog, wcale nie muszą to być jednakowe pokoje, ale niech ma własne łóżko, kilka półek i osobistych rzeczy.

Zasady


Tu drodzy rodzice chowamy dumę do kieszeni. Psycholog nie ma wątpliwości, zasady w obydwu domach muszą być takie same. Trzeba je ustalić spokojnie, kierując się przede wszystkim dobrem dziecka. Nie może być tak, że jednym domu je się na kolację brokuły i chodzi spać o 21, a w drugim można przed snem jeść czekoladę i oglądać bajki do północy. Nie zrobisz w ten sposób na złość swojej/swojemu ex. Skrzywdzisz dziecko.

Najważniejsze!


W punktach to o czym musicie pamiętać, jeśli rozstajecie się i macie dzieci.

  1. Dziecko ma prawo wiedzieć co zmieni się w jego życiu po rozwodzie, np. miejsce zamieszkania, szkoła.
  2. Dziecko ma prawo być dzieckiem, nie musi opiekować się rodzicami
  3. Dziecko ma prawo nie martwić się finansami i nie przejmować obowiązków rodzica, który się wyprowadził
  4. Dziecko może się obawiać, że kontakt z jednym z rodziców będzie rzadszy
  5. Dziecko ma prawo nie uczestniczyć w kłótniach rodziców, wyjść z pokoju lub powiedzieć, że nie chce słuchać
  6. Dziecko ma prawo odmówić pełnienia roli pośrednika w rozmowach
  7. Dziecko ma prawo porozmawiać o rozwodzie z psychologiem lub pedagogiem
  8. Dziecko nie może słuchać oszczerstw i obelg na żadne z rodziców
  9. Dziecko nie musi opowiadać się po żadnej ze stron.
Za pomoc w pracy nad tym tekstem dziękuję Magdalenie Kietlińskiej psycholog z Logos i terapeutce  Centrum Terapii Jąkania
Copyright © 2014 Matka Żywicielka , Blogger