Wiwat maj ;)

Wiwat maj ;)

Maj to jeden z moich ulubionych miesięcy, wszystko rozkwita, za rogiem witać lato i wakacje, a poza tym rozpoczyna się sezon grillowy.  To teraz już za chwilę ruszają prace w ogrodzie, więc będziemy codziennie sprawdzać, czy na naszych grządkach pojawiają się już pierwsze warzywa. W maju wzięliśmy ślub (w tym roku 10 rocznica). 


Matka Żywicielka

W tym roku na maj wymyśliłam sobie jeszcze jedną fajną rzecz. Lubię różnego rodzaju wyzwania, zaplanowałam sobie jedno na ten miesiąc #majwsukience. Żadnych wyższych celów, tak po prostu, trochę po to, żeby przed latem opalić nogi, trochę, żeby zrobić przyjemność mojemu mężowi i w końcu, żeby przewietrzyć szafę.

Nie tylko szpilki


Kiedyś nie do pomyślenia było dla mnie założenie sportowych butów, do sukienki czy spódnicy, przecież nie gram w tenisa. Dziś do mody mam trochę luźniejsze podejście. Jeszcze kilka lat temu po ubrania biegłam do popularnej sieciówki po to, żeby kupić dokładnie to, co widziałam już na ulicach, zależało mi na wtopieniu się w tłum. Po co się wyróżniać? Teraz każde zakupy zaczynam w second handzie, nie tylko z oszczędności, przede wszystkim po to, żeby moje czarne spodnie i szary t-shirt, choć trochę różniły się od tego, co noszą inni.

Ogolone boki i żółte trampki


Jeśli jesteście dłużej ze mną pewnie pamiętacie, że jakiś rok temu ścięłam moje bardzo długie włosy na zupełnie krótko, wygoliłam boki, bo jakoś tak dość miałam stapiania się z tłumem (teraz wszyscy golą, więc ja zapuszczam). Lubię porwane jeansy, żółte buty, czerwoną szminkę, dojrzałam do tego, żeby być sobą również na zewnątrz. I dobrze mi z tym.

Matka Żywicielka

Szukam kobiecej części siebie


Kiecka kojarzy mi się z kobiecością, delikatnością, między innymi dlatego stawiam na nią właśnie w maju. Chociaż nie raz sukienki wywijały mi numery. Będąc w ciąży z Kazikiem wracałam z pracy, zbierało się na burzę, przechodziłam przez Aleje Jerozolimskie, kiedy nagle przestałam widzieć! Moja piękna ciążowa i bardzo zwiewna sukienka podniesiona podmuchem wiatru zakryła mi twarz. Dobrze, że ludzie głośno się śmiali, to jakoś udało mi się dotrzeć na drugą stronę ulicy. Takich akcji było więcej, ale nie obrażam się na kiecki ;)

U Anety znajdziecie przegląd tego, co modne w tym sezonie, ja już mam swoje typy. Zachęcam Was do śledzenia hashtagu #majwsukience na Instagramie, tam zobaczycie,  kto się przyłączył i poznacie mnóstwo fajnych dziewczyn. Zachęcam!
Okiem Żywiciela: To Olej. Olej to? Czyli alchemia z łazienki

Okiem Żywiciela: To Olej. Olej to? Czyli alchemia z łazienki

Pamiętacie ten stary suchar? Dzwoni blondynka do męża i mówi,że jej się coś pomarańczowego świeci na desce rozdzielczej samochodu. Opisuje kontrolkę mężowi, a On na to – to olej. No to olała to.


Matka Żywicielka

Mam w garażu olej do silnika samochodu, olej do kosiarki, olej do silnika piły spalinowej i biodegradowalny olej do łańcucha piły spalinowej. Smar miedziany, silikonowy, towot, wazelinę techniczną i oczywiście WD40. Konserwant do profili zamkniętych i każdego z tych specyfików używam zgodnie z przeznaczeniem, a w łazience używam kremu do rąk, pasty do zębów i szamponu. Oczywiście Marta wyposażyła mnie w krem do twarzy, do rąk, balsam do brody, olej arganowy, którego nie pamiętam do czego powinienem używać. Mam szampon do brody, do włosów, żel pod prysznic i jakieś takie białe coś co się nie pieni, a podobno używa się tego w wannie.

Co jest w łazience


Przyznaję się jeśli chodzi o chemię do użytku osobistego, to jestem całkowitym ignorantem. Mam wrażenie, że Marta jest jakimś łazienkowym Merlinem, który w niezliczonych probówkach ma jad traszki, oddech dziewicy, krew kruka łapaną w pełnię i wiele innych tajemniczych składników, magicznych eliksirów. Myślę, że ja w drogerii czuję się jeszcze bardziej zagubiony, niż Marta w Castoramie (tam przynajmniej mają kwiaty i świeczki, a w Rossmannie nie udało mi się namierzyć działu z wkrętami).

Szampon to?


Pamiętam, że kiedyś byłem zły, bo Marta kupiła jakiś tandetny szampon, który bardzo słabo się pienił, a okazało się,że to balsam i powinno się tego używać po kąpieli i to nie na głowie, a na reszcie ciała. Mój błąd.

Co to będzie


Co jakiś czas się zastanawiam, czy w pewnym momencie moja skóra się pokruszy i sczernieje, włosy odpadną i w ogóle skończę, jak zły naziol w Indiana Jones i poszukiwacze zaginionej Arki, a wtedy moja ukochana żona stwierdzi: „a nie mówiłam?” Byłoby głupio, całe szczęście samochód i piła spalinowa na razie działają.
8 plusów strajku nauczycieli

8 plusów strajku nauczycieli

Piątunio mamy! Wierzycie? Matko, jak dobrze. Tęskniłam za tym stanem rzeczy, tak jak i za tym, żeby to był "nic nie muszę piątek". Ostatnie tygodnie to było istne szaleństwo. Ciągle przed weekendem lecieliśmy do pediatry, bo ktoś parskał i kasłał, pakowaliśmy jakieś toboły, bo wyjazd, organizowaliśmy jakieś jedzenie, bo wyjazd albo święta. A dziś umówiłam się z koleżanką na kawę, dzieci pobawią się razem na pobliskim placu zabaw, a my poplotkujemy. 


Matka Żywicielka
Poużalam się jej trochę, bo strajk zawieszony i dzieci wracają do placówek, a ja wcale nie chcę. Nie nacieszyłam się jeszcze, już czekam niecierpliwie na wakacje, nie mówcie chłopakom, ale chyba bardziej niż oni. Bo ja polubiłam to nasze siedzenie w domu. Powiem Wam dlaczego.

1. Wyłączyłam budzik


Nie wiem, czy tu trzeba mówić coś jeszcze. Najzabawniejsze jest to, że ja wcale nie śpię długo, bo kładę się koło północy, a zwykle o 6 - 6:30 budzę się sama. Ale lubię to uczucie, że obudziły mnie promyki słońca, a nie dźwięk gongu, jedyny, który jest w stanie wyciągnąć mnie z objęć Morfeusza. Lubię po cichu wyślizgiwać się spod kołdry, zostawiać Kazikowi swój zapach i ciepło. Dyskretnie boso przemykać do kuchni, po cichutku zamykając po drodze drzwi do pokoi chłopców. Parzyć kawę najciszej jak się da, bezszelestnie myć zęby, wyjść z kubkiem przed dom i patrzeć na las ze świadomością, że w środku nadal jest cicho, że oni śpią.

2.Bajkowe śniadania


Kiedy już chłopcy wygrzebią się ze swoich łóżek, a zwykle robią to godzinę lub dwie później niż ja, mam już dość mocy, żeby kombinować ze śniadaniem, gofry, omlety, naleśniki... Nie ma przeszkód, przecież się nie spieszymy, mamy czas. Możemy jeść śniadanie w piżamie, sprzątać po nim niespiesznie i cieszyć się swoim towarzystwem.

3. Wiem czego się uczą i jak im idzie


Skoro mają wolne już prawie od miesiąca, a do wakacji zostały raptem dwa,to nie ma siły, trzeba się trochę w domu pouczyć. I choć ani Zet, ani Ted zapisaniem nie przepadają, to żądza wiedzy jest w nich wielka. Po śniadaniu siadamy więc do lekcji, nie zawsze chętnie, ale kiedy zaczynamy czytać, to i pisanie jakoś idzie, rodzą się pytania, czasem odpowiada na nie Tedowi Zet, czasem to ja tłumaczę coś obydwu. Kazik w tym czasie robi demolkę w pokoju Zeta. Rozmawiamy, jest miło, czasem kogoś trzeba pogonić, ale idzie. Największym zwycięzcą tej sytuacji jest Teodor, który, choć jeszcze nie chodzi do szkoły siłą rzeczy opanowuje program drugiej klasy.

4. Pomoc na zakupach i nie tylko


Już wspomniałam, że sprzątaMY razem po śniadaniu, RAZEM też robimy zakupy, czytaj biegają po sklepie znoszą co trzeba do wózka, ale też zagadują Kazika, żeby nie wypadł z wózka, pomagają nosić tobołki do domu, rozpakowujemy razem zakupy, planujemy, co z nich przygotujemy. Kiedy w jednym pokoju zrobi się bałagan, sprzątają razem, angażują Kazika, zabawiają go, kiedy mnie pochłonie praca. Mogę na nich liczyć. Cieszą mnie te chwile, kiedy wiem, że mogę zająć się swoimi obowiązkami i wiem, że starszaki z przyjemnością pobawią się z Kazikiem, który chwilowo nie wchodzi mi na głowę.

Matka Żywicielka

5. Obiad na czas


Kiedy dzieciaki są w placówkach, często mam problem z podaniem obiadu wszystkim na raz, Zet wraca ze szkoły wcześniej, głodny jak wilk, potem przyjeżdża Teodor,akurat, kiedy brat kończy posiłek, on zaczyna, my z Kazikiem jemy gdzieś pomiędzy. Teraz jest inaczej. Kiedy wołam ich do stołu, zawsze ktoś się dziwi "Już 13:00?", bo jak stwierdził niedawno Zet, jak jest obiad w domu to na pewno jest już trzynasta. A najfajniejsze jest to, że siadamy do posiłku razem.

6. Poznajemy świat



Wcale nie trzeba iść daleko, żeby zobaczyć ile susów potrzebuje zając, żeby schować się przed ciekawskim wzrokiem, odkryć, że pączki na drzewach od południowej strony rozwijają się wcześniej, że kret kopie najintensywniej o świcie. To jest taka wiedza, którą zdobywamy razem, chłopcy są ciekawi czy ta chmura przyniesie deszcz, dlaczego nad polami robią się słupy piachu,kiedy wieje wiatr. To wszystko jest nauka. A z tego, że codziennie pytają o spacer,to najlepszy dowód na to, że taka forma przyjmowania wiedzy im się podoba.

Matka Żywicielka

7. Pobudzamy kreatywność


Siłą rzeczy nie wiedząc, ile jeszcze wolnego będą mieć musieliśmy się ograniczyć do krótkich wyjazdów i organizowania sobie czasu na miejscu. Skoro nie można pojechać nigdzie dalej, to trzeba zwiedzić okoliczne parki, place zabaw, lasy, sale zabaw, trzeba szukać, przygotować się dzień wcześniej na jakiś krótki wypad. Dzieciaki świetnie wchodzą w takie akcje, sami ustalają, co chcieliby następnego dnia robić, z kim się spotkać.

Matka Żywicielka


8 Podwórko unlimited


Wczoraj było tak pięknie, do 20 dzieci biegały po podwórku, Ted i Kazik zjedli kolację na zewnątrz, ubrudzili się i poszli spać z uśmiechem. Takie dni lubię najbardziej. Wszystko co zaplanowaliśmy, zrobiliśmy. W domu jest może i większy rozgardiasz niż normalnie, lodówkę trzeba zapełniać częściej, a ja wieczorem padam na kanapę do pracy z bolącymi nogami, ale i poczuciem dobrze wypełnionego obowiązku. Mówię Wam, gdyby nie relacje społeczne, przeszlibyśmy bez mrugnięcia okiem na edukację domową.

Matka Żywicielka


Wiem, że mam wielki komfort, bo nie wychodzę z domu do pracy, nie musiałam się martwić, co zrobię z dziećmi w czasie strajku. Poza tym sama jestem, jak dziecko, uwielbiam się bawić, więc lubię dziecięce towarzystwo. Wiem i rozumiem, że nie każdy musi tak mieć. Domyślam się, jakie stresy przeżywali maturzyści i ich rodzice. Nie zazdroszczę. Rozumiem wszystkie trzy strony tego zamieszania uczniów i ich rodziny, ale i nauczycieli, którzy walczą o swoje, PISAŁAM JUŻ O TYM, ale i rząd, który ma presję, że jeśli się ugnie, inne grupy zawodowe też przyjdą po swoje. Powiem Wam jednak, że my na tym strajku sporo zyskaliśmy.A jak u Was, daliście radę? Cieszycie się, że to już koniec?

Matka Żywicielka

Jak NIE zaklinać rzeczywistości

Jak NIE zaklinać rzeczywistości

Już jako dziecko sporo czytałam, byłam stałym bywalcem pobliskiej biblioteki. Z literaturą dziecięcą i młodzieżową dostępną na pólkach uporałam się dość szybko, a apetyt rósł w miarę jedzenia. Nieżyjący już Pan Jurek, który pracował w bibliotece zaczął mi podsuwać coraz poważniejsze pozycje. Bibliotekarz był z wykształcenia prawnikiem, z zamiłowania filozofem. Tak trafiłam na Freuda.


Matka Żywicielka

Nie będę Wam opowiadać bajek o tym, jak porwała mnie jego twórczość, ani ściemniać ileż to zrozumiałam w tych wielkich tomów w wieku lat 12, ale trochę zapamiętałam, np. to że to kim jesteśmy w znacznej mierze zależy od tego, jak sami o sobie myślimy. Pamiętałam, ale... nie stosowałam, bardzo długo.

Rano widzę się w lustrze


Nawet w czasopismach dla kobiet już w latach 90tych pisali, żeby rano uśmiechnąć się do swojego odbicia w lustrze. Wiem, wiem, sama jak się widzę rano, to ostatnie na co mam ochotę to uśmiechnąć się do siebie. Raczej w panice rzuciłabym w lustro balonem z wodą święconą i uciekła z krzykiem. Ale kiedy mija pierwszy szok, zaczynam szukać pozytywów, np. z lewej strony włosy nie stoją tak bardzo, pryszcz na czole już prawie się zagoił, a sińce pod oczami są mniejsze niż wczoraj. Zawsze to coś. Spójrz na siebie, uśmiechnij się, powiedz sobie coś miłego. Na początku to jest trudne, ale na początek myśl miłe rzeczy, potem zacznij je szeptać, a na mówienie głośno przyjdzie czas. Jakby to schizofrenicznie nie brzmiało, działa.

Znowu w życiu mi nie wyszło


Pamiętacie, jak pisałam o moich wyczynach za kierownicą? Przy którymś zajechaniu minivana o bramę, jak wysiadłam z auta pierwsze co powiedziałam "Kurza twarz, jestem beznadziejna!" Na co włączył się mój będący świadkiem zdarzenia mąż i wcale się nie złościł, wiecie co powiedział? "Jak o sobie nie myślimy? Źle. Nie jesteś beznadziejna, jesteś cudowna, zdarzyło się trudno." I tak zwykle sama staram się o sobie myśleć. W końcu NIGDY nie mówimy o dzieciach "jesteś niegrzeczny", bo nie generalizujemy. Nazywamy zachowania: "To, że rzuciłeś w mamę buraczkami było niegrzeczne, nie rób tak" - staram się żeby przebiło się przez żądzę mordu, która rodzi się w moim sercu ukrytym pod buraczkami. Dlaczego więc, kiedy coś Tobie nie wychodzi nie myślisz choroba, chyba nie dość się postarałam, coś zawiodło, rozproszyłam się, tylko "jestem beznadziejna!" Co to pomoże? Nic! Programujesz się tylko i zapewniam Cię każda kolejna porażka, zamiast motywować Cię do robienia lepiej, mocniej będzie Cię ciągnąć w dół. A wiesz, gdzie to może zaprowadzić?

Naprawdę nic nie osiągnęłaś?


Jestem pewna, że jak obiektywnie spojrzysz na swoje życie znajdziesz jakieś pozytywy. Tylko nastaw się, że szukasz plusów. Pięknie wyglądasz w tej bluzce, więc ni szukaj wystającego brzucha, skup się na tym, że podkreśla piękny kolor Twoich oczu. Masz urąbany przedpokój?Trudno, zobacz ile dziś czasu spędziłaś z dziećmi! Przedpokój się do Ciebie nie uśmiechnie, a potomstwo tak. Masz pracę? Super, czyli ktoś Cię do niej przyjął, znaczy, że docenił. Może nawet dostałaś ostatnio premię uznaniową? Pamiętasz ten sernik, który upiekłaś na święta i wszyscy się nim zachwycali? Za niego też się pochwal. Poklep się po plecach, pomyśl o sobie dobrze. Celebruj nawet najmniejsze sukcesy, z porażek wyciągaj wnioski, poprawiaj koronę i idź dalej za każdym razem kiedy upadniesz. To pomaga nie tylko w budowaniu samooceny (choć na początku wydaje się sztuczne), ale też zmienia to, jak inni nas postrzegają. Na lepsze. Ludzie sukcesu nie myślą o sobie źle.


Ile wody trzeba pić i dlaczego to takie ważne

Ile wody trzeba pić i dlaczego to takie ważne

Michał spojrzał na naszą lodówkę, na której zwykle zapisuję co w najbliższym czasie muszę zrobić, ewentualnie jakieś inne przypominajki. Ostatnio napisałam tam kilka kolejnych dat, a nad nimi "WODA!", bo piję jej zdecydowanie za mało. Mam taką butelkę półlitrową, którą napełniam wodą z filtra, mój cel to minimum 4 takie zbiorniczki dziennie. Przy pierwszej dacie postawiła dwie kreski, przy drugiej jedną, kolejne trzy były puste. - Umrzesz! - zażartował mój mąż.


ravpixel/pixabay

To, że musimy pić wodę nie jest niczym odkrywczym, Ameryki nie odkryłam. Jestem jednak typem, który musi mieć jasno na papierze złożoną deklarację, żeby się jej trzymać. To takie moje Endomondo tyle, że bez biegania, wiecie, jednak przypał coś powiedzieć na głos, a potem odpuścić, bo w końcu, ktoś zapyta: "Jak Ci idzie?" Zebrałam więc kilka powodów dla których warto pić wodę, nie tylko tych oczywistych.

Ile wody potrzebuję?


Najprostszy sposób na policzenie tej wartości,to pomnożenie swojej wagi przez 0,033, mi wyszło 1,8 litra, ale warto pamiętać, że ta ilość zwiększa się za każdym razem kiedy wypijasz szklankę kawy albo herbaty powinno się dodać kolejne 0,2 litra wody. Po wysiłku fizycznym, też dodajemy dodatkową porcyjkę, więc te założone przeze mnie 2 litry są delikatnie niedoszacowane. Jednak wodę przyjmujemy też z pokarmami, np. zupa, którą jem codziennie zmniejsza moje zapotrzebowanie, świeże warzywa, też minimalnie, ale jednak. Przy upałach powyżej 25 stopni Celsjusza, też powinniśmy pić więcej. A prawda jest taka,że rzadko komu udaje się wyrobić normę, ponad 60 procent kobiet i ponad 70 procent mężczyzn pije za mało. Dzieci wypadają tu trochę lepiej, ale pozwólcie, że zostawię bez komentarza, ile z nich pije głównie wodę.

Jak to zrobić?


Pić należy cały dzień małymi łyczkami, wypicie na raz dwóch litrów wody, kiedy już jesteśmy mocno spragnieni raczej nie pomoże. To musi wejść w nawyk. Prawie 1/3 dziennego "przydziału" powinniśmy wypić krótko po przebudzeniu, przed pierwszą kawą.

To po co pić tą wodę?


Nasze ciało w około 60 proc. składa się z wody, kiedy ta wartość spada o 10 procent, nie jesteśmy zdolni do wysiłku fizycznego, przy utracie 20-22 procent człowiek umiera. To chyba wystarczający powód? Ale jeśli nie przekonuje Cię to tak jak mnie... Szczerze mówiąc, jak mam sporo zajęć to staram się ich nie zaniedbywać, ale doba nie jest z gumy i zwykle obrywa troska o siebie, snu jest mało, a wtedy budzi mi się apetyt na słodkie, zwłaszcza picie. I choć cukru nie używam do kawy czy herbaty, to kolę piję w hurtowych ilościach. Na wodę nie wystarcza mi już zapału. W efekcie zaczęłam mieć matowe włosy, a skóra wołała o pomstę do nieba, stąd pomysł na zmianę nawyku.

Woda na diecie


Jeśli się odchudzasz, nie ma dla Ciebie nic lepszego niż woda, reguluje apetyt, pozwala wytrzymać do zaplanowanego posiłku, pobudza metabolizm i ułatwia trawienie. Dodatkowo osoby, które piją dużo wody rzadziej mają problemy z cholerolem czy dolegliwościami wątroby. Dodatkowo wypłukujemy toksyny, czyli samo dobro.

Woda dla urody


Masz cellulit? Pij wodę, ona go wygoni. Sucha skóra (jak u mnie), matowe włosy (przyznaję się) to często wynik niedostatecznego nawodnienia organizmu. Dobrze nawodniony organizm to jędrna, nawilżona skóra, ale i łatwiejsze do wyrzeźbienia mięśnie, bo z braku wody te w czasie wysiłku niechętnie pracują, a chciałoby się po tych wszystkich przysiadach mieć jędrny zadek, nie?

Woda dla zdrowia


Poza tymi cholesterolami i wątrobami, picie wody pomaga też regulować temperaturę ciała, żeby organizm mógł się schłodzić, np. w czasie treningu, potrzebuje się spocić, a jeśli nie pijesz - nie ma czym. Zawsze proszę moją mamę, żeby piła więcej wody, bo ma nadciśnienie, a woda pomaga je regulować w naturalny sposób. Woda pozwala też zadbać o właściwe nawilżenie gałek ocznych, mózgu czy rdzenia kręgowego.

Czy pijesz za mało?


Jeśli jesteś często senny, dokuczają Ci migreny, pieczenie oczu, suchość w ustach, masz suchą skórę i matowe włosy to z całą pewnością warto, wykluczyć inne przyczyny i zastanowić się nad tym, czy nie pijesz za mało.To co, polać?
Czy ateista powinien składać życzenia na święta

Czy ateista powinien składać życzenia na święta

Zastanawiałam czy pisać ten tekst, ale stwierdziłam, że trudno - co ma być to będzie, najwyżej mnie shejtujecie. Duża jestem, popłaczę chwilę w kąciku, otrę łzy, poprawię koronę i pójdę dalej. Ale jak Was znam, to mądrzy z Was ludzie i wiadro pomyj się nie wyleje. Pogadajmy sobie o inności. O tym czy dajemy sobie wzajemnie do niej prawo.


RyanMcGuaire/pixabay

Znajoma wychodząc w Wielki Piątek z pracy złożyła współpracownikom serdeczne życzenia na zbliżające się Święta. Została za to skrytykowana przez jedną z uroczych koleżanek. Dlaczego? A no dlatego, że (nazwijmy ją Kasia), wcześniej oświadczyła, że do wiary ma raczej luźne podejście. Wolne dni zamierzała spędzić u brata, jego dzieci poszły ze święconką do kościoła, Kasia oczywiście podzieliła się z bliskimi jajkiem i ośmieliła się nawet pożreć swoją porcję żurku. A przecież nie umyła okien, nie zamierzała zrywać się skoro świt na rezurekcję, ba, nawet na popołudniowej mszy próżno jej szukać.

Wiara a tradycja


Kasia obchodzi też Boże Narodzenie, nie ma swoich dzieci, ale jest funkcyjnym korpoludkiem, mówiąc wprost zarabia niezłą kasę, którą chętnie przepuszcza nie tylko na siebie, ale i na prezenty dla swoich bratanic. Kiedy w galeriach handlowych staje pierwsza choinka, Kasia rzuca się w wir zakupów. Ubiera choinkę, pakuje prezenty i dzieli się opłatkiem z rodziną. Kiedy oni idą na Pasterkę, Kasia wstawia zmywarkę, ogarnia jadalnię i pilnuje śpiących córek brata. Czy jest ateistką? Nie do końca, ale jakoś nie po drodze jej z "pracownikami kościoła", jak mówi, nie będę Wam opowiadać dlaczego, ale tak czy siak, w efekcie do kościoła nie chodzi. Czy przez to nie wolno jej składać ludziom życzeń? Oczywiście, że może. Kasia jest bardzo przywiązana do tradycji, kocha bliskich, którzy są wierzący i praktykujący, a poza tym Kasia szanuje to, że inni wierzą i składa im życzenia na "ich święta". Może.

W naszym domu


Nie wiem, czy kiedyś Wam o tym pisałam, ale Michał, czyli Żywiciel, deklaruje się jako osoba niewierząca. Mamy ślub kościelny (przysięga ateisty), nasze dzieci są ochrzczone, obchodzimy wszystkie święta. Michał dzieli się opłatkiem, goni do tego dzieci, na święta sam pakuje sobie koszulę, której normalnie nie nosi, bo po pierwsze szanuje poglądy innych, po drugie tradycja jest fajna, a po trzecie sama perspektywa posiadania kilku wolnych dni, które spędza z ludźmi, których lubi,  to jest okazja do świętowania. Niezależnie od wiary Michał jest człowiekiem wysokiej moralności, jego zasady życiowe są spójne z większością Dekalogu. Nigdy nie ośmieliłby się powiedzieć komuś, że jest gorszy, np. dlatego, że wierzy w coś lub kogoś, co jemu wydaje się absurdalne, bo kocha ludzi (bliźniego swego?).

Nie tylko święta


Szczerze mówiąc postawa koleżanki Kasi początkowo mnie rozbawiła (jakoś trudno było mi uwierzyć, że to się wydarzyło naprawdę), bo jeśli nie wolno jej składać ludziom życzeń na Święta, to czy mogła życzyć mi na moim ślubie (kościelnym), żebym była z moim mężem szczęśliwa? A moim dzieciom na ich chrztach, żeby byli szczęśliwymi ludźmi, żeby Łaska towarzyszyła im całe życie? Ja daję jej takie prawo, bo wiem, że składała te życzenia z serca. Kaśka, to jest świetna babka, osoba, o której śmiało mogę powiedzieć, że odda ostatnie majtki, jeśli ktoś będzie ich potrzebował.

Kochaj bliźniego swego...


Nie wiem jak Wy, ale ja chodziłam w szkole na religię, miałam szczęście do fantastycznych nauczycieli tego przedmiotu, o moim księdzu z liceum PISAŁAM JUŻ KIEDYŚ. W każdym razie mnie nauczyli, że najważniejsze przykazanie dla katolika to przykazanie miłości. Tak dla przypomnienia:

Będziesz miłował Pana Boga swego,
 z całego serca swego, z całej duszy swojej i ze wszystkich sił swoich.
A bliźniego swego, jak siebie samego.
Nie ma tam żadnego małego druczku o tym, że tylko tych, którzy wierzą w to co Ty masz kochać, jak siebie. Wszystkich, kurde, no wszystkich.  Moja przyjaciółka niedawno wyprowadziła się do małego miasta, jak sama o sobie mówi jest ciapatą (ojciec z Iraku) Ruską (mama), która ma niewiernego (słucha mocnej muzyki i nosi koszulki z logami heavy metalowych zespołów, głównie diabłami) męża i o zgrozo szczepi dzieci (tam gdzie mieszkają popularne są ospa party), jest delikatnie mówiąc na cenzurowanym. Jej święta (jest prawosławna) są później niż nasze, mimo to składa nam życzenia na nasze Boże Narodzenie i naszą Wielkanoc, my jej odsyłamy życzenia, potem, kiedy ona świętuje, też wysyłamy jej odpowiednie miłe słowa. Czy mamy do tego prawo i czy ona ma prawo pisać do nas? Mamy. Bo szanujemy się, kochamy jak przyjaciele, życzymy sobie wszystko dobrego nie tylko od święta. Czasem nie zgadzamy się ze sobą, ale gdyby ktoś z nas potrzebował nerki, to rząd potencjalnych dawców, niezależnie od wyznania i poglądów będzie długi.

Mi jako katoliczce w głowie się nie mieści, że ktoś może oceniać drugiego, kategoryzować, jako gorszego, tylko dlatego, że ktoś ma inny kolor skóry, inne poglądy polityczne, wierzy w coś innego, kocha inaczej. Potępiam złe zachowania. Są takie, które wykraczają poza moją miłość do bliźniego. Pedofilia, przemoc, brak tolerancji do inności - tego nie pojmę i moja miłość do bliźnich się tu kończy. Ale to, że ateista składa mi życzenia z okazji świąt? Serio?  To uważam za ukłon w moją stronę a nie potwarz.
Okiem Żywiciela: DIY, efekt IKEA WTF???

Okiem Żywiciela: DIY, efekt IKEA WTF???

Mój dziadek (Tata Ojca) był rolnikiem, a co się z tym wiąże to umiał bardzo dużo rzeczy i miał cała drewutnię narzędzi, łącznie z wielkim kowadłem i w ogóle. Mój Tata PKSem od dziadka ze wsi do nas do mieszkania przywiózł samodzielnie zrobione meble do kuchni z litego drewna, które do dziś są w użyciu (od ponad 30 lat).


mastrminda/pixabay

Jak byłem w Anglii to w radio leciała dość często reklama jakiejś sieci warsztatów gdzie za 7 funtów można było dać sobie wymienić akumulator w aucie. Co w tym dziwnego? Pan w reklamie z radością informował, że można potem opowiadać innym, że zrobiło się to samodzielnie! Wymiana akumulatora to odkręcenie dwóch śrub za pomocą jednego klucza.

Ostatnio trafiłem na taki tekst w internecie:
"Wszyscy już wiemy, co to jest efekt IKEA - jeśli sam poskładasz swoje meble, czujesz się jak prawdziwy samiec alfa, a nie jakiś cienias, który nie da sobie sam rady. Nieważne, że skręcając meble zaczynasz wątpić w swoje umiejętności rozumienia obrazków z instrukcji, zgubisz parę części, czasem zrobisz sobie krzywdę, przypomnisz sobie wszystkie znane ludzkości przekleństwa (nawet te po szwedzku), ale duma z tego, że własnoręcznie coś stworzyłeś sprawia, że następnym razem znów rączo pomkniesz do IKEA po nowy mebelek."

Mój Ojciec nie mieszkał ze mną odkąd miałem 7 lat. Nie zdążył mnie nauczyć praktycznie niczego jeśli chodzi o majsterkowanie albo naprawianie. Mimo to uważam, że złożenie mebli z IKEA to coś co zrobi znudzony 12-latek  ewentualnie stara niewidoma kobieta (kto oglądał Deadpool'a ten wie). Oczywiście jeśli całe życie badaliście motyle w dżungli albo wpływ budyniu na psychikę czterolatka albo jesteście mega specjalistą w jakiejś innej dziedzinie i stać Was na wynajęcie kogoś kto Wam obrazek powiesi i żarówkę wymieni to spoko. Wolno Wam. Ale jednak uważam, że trzeba umieć chociaż podstawowe rzeczy umieć i rozumieć jak działają. Nie ma tu znaczenia płeć czy wykształcenie. Logiczne myślenie załatwia 75% podstawowych problemów w domu czy mieszkaniu.

Druga kwestia to jeśli musisz się dowartościowywać udawaniem, że umiesz zmienić akumulator albo rosną Ci włosy na piersi jeśli złożysz coś według instrukcji z IKEA to serio coś z Tobą nie tak. Popracuj nad samooceną i szczerością.

Zrobienie czegoś samemu, wymyślenie tego i z złożenie tego w całość to wspaniałe uczucie i nie ważne jak wiele będę miał pieniędzy i jak wiele będę mógł kupić, nauczę moje dzieci pracować rękoma. Poznanie wysiłku jaki towarzyszy takiej pracy i zrozumienie, jak wiele trzeba wiedzieć, żeby na przykład zbudować dom pozwala zrobić sobie porządek w głowie, a to wystarczający powód żeby ubrudzić sobie rączki.

7 sposobów, żeby zabić miłość

7 sposobów, żeby zabić miłość

Miałam pisać o czymś zupełnie innym, ale wiecie jak to jest z planami, można nimi co najwyżej rozśmieszyć Pana Boga. Inspiracja jak zwykle przychodzi nagle i niespodziewanie. Tak jest chyba najlepiej. Dzisiaj zastanówmy się dlaczego związki się rozpadają. Kiedyś  pisałam tekst O JASKINIOWCACH to jeden z naszych sposobów, żeby przetrwać. Mówiłam już też kiedyś o ROZWODZIE Z DZIECKIEM W TLE, ale czy zastanawialiście się kiedyś dlaczego właściwie ludzie się rozstają? Jak zabijają miłość?


Pixeles/Pixabay

Pozwólcie, że rozejrzę się trochę dookoła i nie przywołując konkretnych personaliów pogadam sobie trochę o rozstaniach, które co jakiś czas dzieją się dookoła nas. Patrząc z boku, trochę lepiej widzimy pewne rzeczy, niż osoby będące w centrum wydarzeń. Jestem chyba niezłym obserwatorem, a i mam taką zasadę, że wolę się uczyć na błędach innych, niż swoich własnych. Dlatego, kiedy słyszę o jakimś rozstaniu zastanawiam się, czy dało się tego uniknąć i czy my możemy wyeliminować to ryzyko u siebie.

Motyle odfruną


Ciągle słyszę, że kogoś zaskoczyło, że partner po zamieszkaniu razem, czy po ślubie przestał zabiegać o względy lubej/lubego. Nagle zamiast kwiatków przy każdej okazji, częściej widujemy brudne skarpetki, pół biedy jeśli w koszu na brudną bieliznę, nie spłukaną po myciu zębów umywalkę, nogi czasem nie są idealnie gładkie i pojawia się bekanie po koli. Częściej niż pytanie: czy jest Ci wygodnie? słyszysz: czy zapłaciłaś za kablówkę? Mogłabym tak wymieniać bez końca. Chodzi o to, że jeśli decydujesz się na związanie z kimś na dłużej, musisz dopuścić do siebie myśl, że ta osoba nie jest tym, kim wydawała się być na pierwszej randce. Ludzie rozstają się, bo nie wiedzą z kim się wiążą, a prawda bywa zaskakująca.

Zazdrość paliwem miłości


Jak słyszę coś takiego, to ogarnia mnie pusty śmiech. Zwykle takie mądrości głoszą ludzie, którzy mają problem z tym, że mąż podwiezie własną matkę do lekarza, żona pójdzie na firmową wigilię czy pojedzie z koleżanką na weekend. Moim zdaniem paliwem miłości jest zaufanie, tak jest zdrowiej dla obydwu stron. Na zazdrości nie zyskuje nikt. Nie tylko obiekt zazdrości może poczuć się umęczony i odejść, ale ten "zazdroszczący" też w końcu się męczy.

Inne poglądy


Choć to wydaje się absurdem, to jeśli partnerzy kierują się totalnie różnymi wartościami, związek nie ma szansy przetrwać. Na początku zawsze jest pięknie. Zakochujemy się w większości przypadków w swojej zewnętrzności, romantyczne kolacje, czułe wieczory wydają się być spełnieniem marzeń i stępiają nasze zmysły. Choć początkowo wydaje się nam, że nieco inne od naszych poglądy polityczne i społeczne partnera są rzeczą drugorzędną, to nie do końca tak jest. Jeśli chcecie od życia zupełnie innych rzeczy, to nie dogadacie się. Fajnie jeśli zdążycie to zauważyć nim zrobi się poważnie i zostaną Wam miłe wspomnienia. Gorzej jeśli zdążycie wziąć wspólny kredyt, ślub czy mieć dziecko...

Nadmierne dopasowanie


Brzmi absurdalnie? Niekoniecznie, jeśli dobiorą się dwie osoby lękowe i każda z nich będzie próbowała "uwiesić się" na partnerze, nigdy żadna z nich nie pójdzie do przodu, wtedy lepszym rozwiązaniem może być rozstanie. Podobnie jest jeśli obydwoje są żądni mocnych wrażeń, narażać się będą na niebezpieczeństwo, ktoś w końcu pęknie. Pęknie i odejdzie.

Niewierność


To chyba nikogo nie zaskoczy. Nawet jeśli mówimy o jednorazowym skoku w bok, trudno jest odbudować zaufanie. Niezależnie od tego, jakie decyzje zapadają potem, już zawsze będziecie patrzeć sobie na ręce, w kieszeniach szukać biletów z kina, w którym nie byliście i przyglądać się uważnie kołnierzykowi partnera, czy nie nosi śladów cudzej szminki. Niepewność zabija miłość, a często i związki.

Cisza


Każdy czasem wkurzy się na zachowanie partnera, czuje się pokrzywdzony, niedoceniony, wykorzystywany. Jeśli nie mówisz o tym głośno, skąd partner ma wiedzieć, że coś zrobił nie tak? Nie licz na to, że się domyśli. Przecież nie jest z Tobą za karę, jest bo Cię kocha, nie krzywdzi Cię celowo, robi to nieumyślnie, więc po prostu zamiast strzelać fochy powiedz, co Cię zabolało, daj szansę na poprawę. Sama też słuchaj, bo oni mówią, tylko trzeba dopuścić do siebie , że my też nie jesteśmy idealne.

Nie mów nikomu, co się dzieje w domu


Głosi stare porzekadło i trudno jest mi się z nim nie zgodzić. Chciałabyś, żeby Twój facet opowiadał kolegom o tym, że coś Ci nie wyszło, o każdej Waszej sprzeczce, o Twoich fantazjach z sypialni? Nie? To dlaczego opowiadasz o tym przyjaciółkom? Dlaczego ten fragment Waszej prywatności jest dla nich dostępny? Nie dziw się, jeśli miłość umiera, kiedy w waszym związku robi się tłum.

Tworzenie związku dojrzałego i pełnego miłości to ciężka praca. Kiedyś jak zepsuła Ci się pralka to ją naprawiałeś, dziś wymieniasz na inną. Tak samo jest ze związkami. Ludzie szybko odpuszczają, za szybko. Bez zaangażowania (z obu stron) to się nie uda.
Uwaga, będę jęczeć i marudzić

Uwaga, będę jęczeć i marudzić

Dziś będzie post jęczący. Nie przygotowałam zapasu na wyjazd, to mam 😉 Prawdę mówiąc wczoraj wieczorem uznałam, że jak dzień czy dwa nie zamieszczenie artykułu na blogu, to świat się nie zawali, po czym przypomniałam sobie postanowienia noworoczne i odkryłam, że przecież miałam pisać codziennie.



Jutro zaczynają się Święta, my nie zdecydowaliśmy jeszcze czy zostaniemy w domu, czy pojedziemy do rodziców, więc jak się zapewne domyślacie nie ma mowy o żadnych przygotowaniach. Chociaż w odróżnieniu od zeszłego roku mamy w domu jajka, to szczerze mówiąc nic ponad to. Jutro rano zamiast popędzić do sklepu po biała kiełbasę popędzimy do lekarza. 

Kazik w placki


Popatrzyłam na moje dziecko nr 3, które wyglada, jakby przesadził z solarium i nie mam wątpliwości, rumień zakaźny, szczęśliwie bez gorączki i innych objawów, tylko wysypka. Do tego mój mały książę odkrył, że na spacerze nie trzeba chodzić, można usiąść na parkowej ścieżce i grzebać w ziemi. Na wszelkie próby zmiany jego planów reaguje histerią, więc jest bardzo uroczo.

Przeprowadzka po dwóch nocach


O tym napiszę Wam więcej w podsumowaniu wyjazdu, ale wiedzcie, że spacer z trójką dzieci, wózkiem i milionem tobołów o 21 przez Wrocław nie należy do moich ulubionych rozrywek. Chociaż dzieciom się podobało.

Spadek nastroju


Pewnie jeśli nie jesteś tu pierwszy raz to domyślasz się, że nie jestem w szczytowej formie, jakoś tak mnie dopadł zjazd. Nawet moje włosy o tym krzyczą, nie mogę ich ułożyć i to mnie frustruje. Wam życzę dobrej środy, a sobie szybkiego ogarnięcia się 😉
Jak przygotować się do wyjazdu z dziećmi

Jak przygotować się do wyjazdu z dziećmi

Jakoś w lutym zawiozłam Zeta na zajęcia i spacerowałam z maluchami czekając aż skończy. Kazik siedział grzecznie w wózku, a my z Tedem gadaliśmy sobie o różnych rzeczach. Nagle Dziecko nr 2 rzecze: "Wiesz mamo, chciałbym pojechać do ZOO do Wrocławia" - "A wiesz, że możemy to zrobić?" - odpowiedziałam i zadzwoniłam do Żywiciela, żeby wziął tydzień urlopu w kwietniu. Tak zaczęliśmy planować naszą wycieczkę.


Matka Żywicielka


Wrocław kocham od dawna, tą miłością zaraził mnie jakieś 15 lat temu tata mojego ówczesnego chłopaka. To tu byliśmy z Żywicielem na pierwszej wyjazdowej randce i wreszcie tu chciałabym mieszkać, gdybym musiała znów żyć w mieście. Ale jak zaplanować wyprawę z trójką dzieci, kiedy budżet d... nie urywa, a roczniak nie przepada za jazdą samochodem?

Nocleg z wyprzedzeniem


Kiedy ustalaliśmy termin wyjazdu nie wiedzieliśmy jeszcze, że dojdzie do strajku nauczycieli, ale wiedzieliśmy, że w szkole 15-17 kwietnia są egzaminy i Zet będzie miał wolne. Około 20 lutego zaczęłam szukać na booking.com noclegu. Oczywiście istnieje mnóstwo innych stron, ale ja jakoś lubię tą. Wiedząc, że Kazik po długiej podróży przez kilka dni będzie bronił się przed wsiadaniem do auta szukaliśmy noclegu blisko Rynku, tak żeby maksymalnie dużo przemieszczać się na nogach. Tak wybraliśmy One Lucky Hostel. Nie jest to "Hilton", ale mają wygodne łóżka, czyste prysznice i kącik kuchenny na każdym piętrze. Do tego bilard, ping pong i świetną lokalizację (Wita Stwosza 12). Ponieważ założyliśmy, że większość czasu będziemy spędzać na zewnątrz, a do hostelu wracać na nocleg, uznaliśmy, że te plusy nas satysfakcjonują. Cena też była zachęcająca, bo pięć nocy dla naszej piątki to koszt 527 zł. Niemiłą niespodzianką okazał się parking. Choć booking zapewniał mnie, że obiekt posiada parking "w cenie" (tak powinnam to była sprawdzić na stronie hostelu), dopiero po opłaceniu rezerwacji dostałam maila z informacją, że parking jest dodatkowo płatny 35 zł za dobę. Na miejscu okazało się, że jest też troszkę oddalony od Lucky. Na nogach dwie minuty, ale autem po wąskich, jednokierunkowych uliczkach trochę dłużej. Pod samym hostelem nie ma też gdzie stanąć, żeby spokojnie wypakować bagaże, co umówmy się przy trójce dzieci jest dość istotne.

Jedzenie z zapasem


Jak już wspomniałam postanowiliśmy ten wyjazd załatwić po taniości. Z tego powodu nie zaplanowaliśmy też obiadu po drodze, bo to nie  tylko koszt, ale i czas i wkurzanie (i tak potencjalnie niezadowolonego) Kazika. Nasze menu musiało być i słone i słodkie, nadające się do jedzenia rękoma na zimno (również za kierownicą) i przede wszystkim trafiać w gusta każdego. O tym co zabierzemy decydowaliśmy we środę, w czwartek zrobiłam zakupy, a w piątek zabrałam się za przygotowania. W ofercie matczynej gar-kuchni znalazły się:
- bułeczki francuskie  margharitta
- bułeczki francuskie z boczkiem
- bułeczki francuskie z boczkiem i oliwkami
- bułeczki francuskie z mozzarellą, suszonymi pomidorami i oliwkami
- naleśniki z kurczakiem a'la gyros
- naleśniki z nutellą
- naleśniki z miodem
- naleśniki z dżemem
- pomidorki koktajklowe
- zielona papryka
- zielony ogórek
- winogrona
- hummus
- ślimaczki cynamonowe
Dużo? owszem, ale powiem Wam, że przynajmniej nikt nie jęczał, że ma na coś smaka, a akurat TEGO nie ma.Nasze dzieci mijały kolejne McDonald's i Orleny bez mrugnięcia okiem, na postoju nikt nie zapytał o lody, lemoniadę, ani inne cuda. Jakbyście chcieli na coś przepis, to piszcie śmiało, chętnie się podzielę.

Matka Żywicielka

Pakowanie z zapasem


Prawdopodobnie jeśli tu jesteś, to masz dzieci, jeśli właśnie pakujesz bagaże, np. na Święta, to wywal wszystko z torby. Jestem pewna, że zabrałeś za dużo. Zwłaszcza przy pierwszym dziecku wszyscy cechujemy się przesadą. Wiem, co mówię. Kiedy mieliśmy tylko Zeta, podróżowaliśmy PKSem, to była komedia, dziecko, wózek, walizka, torba, plecak i torebunia. Po co to wszystko? Żeby niczego nie zabrakło, połowy rzeczy zwykle nawet nie wyciągaliśmy z toreb. Teraz, kiedy mamy więcej dzieci, pakujemy mniej tobołków. Zdradzę Wam nasz system.

Żywiciel


T-shirtów tyle na ile dni jedziemy, tak samo bielizny, wyjeżdżaliśmy na pięć dni, więc szansa, że ktoś zaleje go sokiem żurawinowym jest niewielka, dlatego zapasowe jeansy sztuk jeden i zapasowa bluza sztuk jeden w zupełności wystarczą, przecież za przeproszeniem z g... bił się nie będzie. Plus klapki pod prysznic.

Matka


Matka to wiadomo, częściej trzyma Kazika, poza tym na Insta też jakieś foty by porobiła, a głupio tak ciągle w tych samych ciuchach... Poza t-shirtami i bielizną jak wyżej, dwie pary spodni, dwie cieplejsze góry i dwie spódnice, bo może poniesie mnie fantazja, do tego dodatkowe buty i klapki pod prysznic.

Starszaki


Dzieci wspinają się, czołgają, lody jedzą z rozmachem... Na pięć dni cztery pary spodni, t-shirt jeden więcej niż ilość dni, dwie dodatkowe bluzy, piżamy, klapki, blielizna. Tyle, ewentualnie można wziąć jeszcze po parze butów w razie ataku kałuży, bo wiadomo. Kurtka cieńsza i grubsza. Więcej nie trzeba.

Maluch


Kazik nie brudzi się szczególnie, ale i tak wszystkiego wzięłam mu jedną sztukę więcej, niż ustawa przewiduje, bo może pampers nie wytrzyma? W Kazikowym bagażu wylądowało więc body sztuk pięć, bluzeczki z długim rękawem sztuk pięć, dwie bluzy, 4 pary spodni, skarpetki pięć par, kamizelka i kurtka, do tego piżamy i czapeczka na uszy.

Jeśli jedziecie do babci możecie zmniejszyć ten ekwipunek, przecież babcia w razie czego użyczy pralki, a i pozwoli wysuszyć rzeczy na grzejniku, można w zasadzie brać tylko "na dziś".

Apteczka


Wiem, wiem wszędzie są apteki, ale opowiem Wam historię sprzed kilku tygodni. Zawsze mam przy sobie syrop od gorączki i jeden czopek w portfelu. Wybrałam się niedawno z dziećmi do moich rodziców. Czopek akurat się zużył, syropu zapomniałam. Przyjechałam w sobotę o 16:00, o 20:00 położyłam dzieci do łóżek, były zdrowe, o 21:00 Kazik miał 40 stopni gorączki. Bywa. Szkoda, że do otwartej w sobotni wieczór apteki miałam 30 kilometrów... ZAWSZE miej przy sobie: syrop i czopki od gorączki, coś przeciwalergicznego, choćby kropelki fenistil, świetnie sprawdzają się, np. miejscowo stosowane na ukąszenie komara. My zabieramy też nebulizator, leki rozkurczające oskrzele, sterydy wziewne, u nas zawsze ktoś się dusi. Bierzemy też termometr, coś na rozwolnienie i maść łagodzącą podrażnienia. Jeśli Twoje dziecko ma skłonności do innych (nawet niegroźnych przypadłości), to choćby w dniu wyjazdu było okazem zdrowia, weź lek na to ze sobą, nie chcesz w panice po nocy jeździć i szukać apteki. 

No to jedziemy!


Zaplanowanie godziny wyjazdu to jedna z najważniejszych części planowania podróży. Jak Ted był mały, zawsze jeździliśmy na noc. On nie spał w dzień w samochodzie, nigdy. Za to darł się zawsze. W nocy to co innego. Spakowani odbywaliśmy wszystkie rytuały wieczorne, tyle, że zamiast odkładać go do łóżka, w piżamie nieśliśmy do samochodu i jechaliśmy ile fabryka dała. Jeśli sądzicie, że jesteśmy nienormalni, to pragnę Wam powiedzieć, że z rocznym Teodorem jecheliśmy z Warszawy do Olsztyna 7 godzin. SIEDEM! Celowaliśmy w jego popołudniową drzemkę. Po siedmiu godzinach piekła, jakie nam zgotował, zasnął nieomal po przekroczeniu progu mieszkania babci. Każde dziecko jest inne, Kazik szczęśliwie w aucie śpi również w dzień, a najmilszy jest rano, dlatego wszelkie wyjazdy planujemy tak, żeby wyruszyć po śniadaniu. Tak było i tym razem. Zapakowaliśmy się i przez pierwszą godzinę Młody śpiewał i gadał, potem na półtorej godzinki zasnął i obudził się w niezłym humorze. Pewnie dojechalibyśmy bez przystanku, ale starszaki zażądały dostępu do toalety. 

Matka Żywicielka

Bądź gotowy na postój


Jadąc w dłuższą podróż zawsze rozglądamy się po mapie, co ciekawego można zobaczyć po drodze. Nie mówimy tu o muzeach i zabytkach, popatrz, gdzie są parki z fajnym placem zabaw, osiedla, po których można pospacerować chowając się od wiatru. Na wypadek deszczu warto mieć w zanadrzu jakieś galerie handlowe, sale zabaw to, co Twoje dziecko lubi najbardziej. Ale szukałabym bardziej sali zabaw niż kina, bo posiedzieć będziecie mogli jeszcze w samochodzie, chodzi o to, żeby się wybiegać i zmęczyć. Nie licz na to, że postój będzie trwał 10 minut, zmęcz te dzieci, poświęć dwie godziny, jeśli trzeba, niech wsiadanie do samochodu będzie odpoczynkiem, a nie karą. 


Nastaw się na dobrą zabawę


Nasze dzieci zawsze czekają niecierpliwie na zaplanowany wyjazd, mamy swoje zestawy zabaw, bajki na telefonach, przygotowane płyty z muzyką... Ale przede wszystkim wsiadamy do auta z nastawieniem, że jedziemy ku przygodzie. A jakie są Wasze patenty na udany wyjazd z dziećmi?

Matka Żywicielka

Okiem Żywiciela: Alergie, kąpiele i cała reszta #wybierzłagodność

Okiem Żywiciela: Alergie, kąpiele i cała reszta #wybierzłagodność

Kochamy wiosnę niestety znaczna część naszej rodziny bez wzajemności... Nie pokażę Wam przy okazji tego tekstu zdjęcia Marty, bo siedzi z chusteczką przy nosie i czerwonymi oczami i rozpacza, że tym razem na pewno nie dożyje lata.  Alergia. Niestety w naszym domu to standard.

Matka Żywicielka

Jeszcze chwilę temu, kiedy urodził się Teodor wydawało nam się, że to on będzie cierpiał najbardziej o tej porze roku. Dziecko nr 2 ma zdiagnozowaną astmę, długo był na sterydach wziewnych, przez chwilę na dożylnych. Po konsultacji z alergologiem prawie rok temu zdecydowaliśmy o odstawieniu wszystkich leków. Początkowo wydawało się to dość karkołomnym przedsięwzięciem. Wcześniej, kiedy jeszcze mieszkaliśmy w mieście, nawet zmniejszanie dawek niespecjalnie nam się udawało, a tym razem stał się cud(?).

Cud poparty badaniami


Cuda nie są raczej moją specjalnością, dlatego z pewną ulgą przyjąłem ostatnio informację, że nasz syn prawdopodobnie jest największym zwycięzcą ucieczki na wieś, którą prawie dwa lata temu odbyliśmy. Pewien niezwykle mądry skandynawski naukowiec odkrył, że na wsi, gdzie rosną różne gatunki roślin, jest też znacznie więcej gatunków motyli niż w mieście. Immunolodzy postanowili sprawdzić, jak to się przekłada na ludzi i okazało się, że flora bakteryjna dzieci wychowywanych na wsi jest znacznie bogatsza, a co za tym idzie zdrowsza, niż ich rówieśników w mieście. I tak zmieniając lokalizację najprawdopodobniej dołożyliśmy cegiełkę dobra do zdrowia naszych dzieci.

Jak to jest z tymi alergiami?


Prawdą jest, że alergie występują nie tylko coraz częściej, ale i u coraz młodszych dzieci się je diagnozuje – powiedział w czasie niedawnej konferencji Jonhson's Baby dr n. med Wojciech Feleszko. Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie drążyli tematu i nie dopytywali docenta o to, czy po tym roku możemy myśleć o rozstaniu z astmą. - Są takie dwa momenty, kiedy astma dziecięca lubi odejść, zwykle dzieje się tak około 5-6 urodzin i potem 11-12. Jeśli dychawica nie oddala się w tym okresie, niestety prawdopodobnie zostanie z dzieckiem na długo. W czasie rozmowy z dr Feleszko okazało się także, że alergie zwykle najpierw objawiają się najpierw na skórze, wszelkie wysypki, suche placki swędzenia, powinny nas skłonić do wizyty u specjalisty, bo kolejny etap choroby, mogą prowadzić do astmy, a ta im później się pojawi, tym poważniejszą postać może przybrać.

JOHNSON’S® Baby

Czy możemy zapobiegać?


We współczesnym świecie trudno jest zminimalizować czynniki wywołujące alergię, bo świat w jakim żyjemy jest nieprzychylny naszym organizmom. Zanieczyszczenia powietrza, sterylne warunki w domu, przetworzona żywność czy sztuczne składniki w kosmetykach mogą przyczyniać się do alergii. Z najnowszych badań wiemy, że układowi immunologicznemu dzieci największy prezent możemy dać już na starcie. Naturalny poród, karmienie piersią, czy nie zmywanie mazi porodowej przez pierwszych kilka godzin po porodzie (zawiera mnóstwo ceramidów, które zabezpieczają skórę), sprawiają, że dziecko szybko zyskuje florę bakteryjną podobną do tej, którą ma matka. Oczywiście nie będziemy demonizować całej reszty rozwiązań, bo daleki jestem od oceniania wyższości naturalnego porodu nad cesarskim cięciem, czasem życie wybiera za nas. Ale fakty naukowe są jakie są i dyskutować z nimi nie zamierzam.

Wspieramy


Doktor Feleszko nie pozostawia wątpliwości – Jeśli u dziecka pojawiło się atopowe zapalenie skóry, emolienty zdecydowanie pomogą, ale... bo tu często pojawia się pytanie, zdrowa skóra nie wymaga takiego wsparcia. Tu wystarczą delikatne kosmetyki, bez SLS, barwników. Czasem mniej znaczy więcej i tak jest tutaj. W czasie konferencji docentowi wtórował lekarz Mateusz Pawełczuk, który podkreślał, że warto w czasie kąpieli zwracać uwagę na to, czy preparat łatwo spłukuje się ze skóry, bo składniki myjące, które zostają na skórze mogą ją podrażniać i wysuszać.

JOHNSON’S® Baby

Nowość pod tradycyjnym znakiem


Choć marka JOHNSON’S® Baby na rynku jest od bardzo dawna i była nam znana, dzięki tej konferencji zwróciliśmy na nią ponownie uwagę. Zaprezentowane w czasie warsztatów kosmetyki zaskoczyły nas pozytywnie. Żaden z nich nie ma fluorescencyjnych kolorów, zrezygnowano bowiem z barwników i zbędnych dodatków, skład, który opisano na etykietach jest krótszy niż kiedykolwiek i w 90 procentach są składniki naturalne, znajdziecie je z łatwością, bo zapisano je pogrubioną czcionką. Kosmetyki mają też nowe opakowania, więc z łatwością znajdziecie ja na drogeryjnych półkach. Wcześniej sięgając po JOHNSON’S® Baby korzystaliśmy głównie z linii z lawendą, wyciszającej, uspokajającej, idealnej przed snem, nasze dzieci bardzo lubiły te kosmetyki. Teraz postanowiliśmy przetestować linię od pierwszego dnia życia, bo jest najdelikatniejsza. A skoro te kosmetyki poleca taki autorytet, jak dr Feleszko, to postanowiliśmy im zaufać.

Matka Żywicielka

JOHNSON’S® Baby
JOHNSON’S® Baby
Artykuł powstał we współpracy z Marką JOHNSON’S® Baby.
Za szkody wyrządzone przez dzieci zapłacisz własnym zdrowiem

Za szkody wyrządzone przez dzieci zapłacisz własnym zdrowiem

Mamy w domu takie powiedzenie  "łokcie jak strzała, a łeb twardy, jak skała" tyczy się ono w całości naszych dzieci. Nie wiem z czego zrobione są ich niewielkie i pozornie delikatne ciałka, ale zderzenie z nimi zawsze jest bolesne. Skoro mamy piątek, a ostatnio nawet koniec tygodnia był poważny na blogu, to czas chyba wrócić do starej tradycji i rozluźnić nieco atmosferę.


Matka Żywicielka

Być może ten tekst wyda się Wam abstrakcyjny i okaże się, że moje doświadczenia są odosobnione, ale liczę po cichutku, że mnie pocieszycie jednak i napiszecie, że nie jestem jedyną posiniaczoną matką na świecie. I nie, nie myślcie sobie, że nasze dzieci są agresywne, wcale nie są, ale ich kończyny są zawsze w złym miejscu, a może to moja twarz?

Przemoc od małego


Są tu matki które karmią, albo karmiły piersią? Pozwólcie, że zacznę od Pierworodnego. Karmiłam go 9,5 miesiąca. Wtedy się rozchorowałam, w pracy był gorący okres, wolne nie wchodziło w grę, musiałam się szybko postawić na nogi, dostałam antybiotyk na trzy dni, nie można przy nim karmić. Luz. Zapas mleka w zamrażarce spokojnie załatwiał nam miesiąc bez cycka. Zet z mrożonkami został zapakowany i wywieziony do babci. Po tych trzech dniach wrócił, przystawiłam go do piersi, a on patrząc mi głęboko w oczy ugryzł mnie tak, że krew popłynęła mu z kącików ust. Koniec mlecznej drogi. Ted, kiedy jego uzębienie liczyło cztery sztuki tak radośnie zagryzał pierś, że nasza lekarka rodzinna dała mi skierowanie na szycie...

Matka jak bungee


Kazik nie gryzie mnie w czasie karmienia, ale ma takie hobby, że jak chce wejść na kanapę, to łapie mnie pazurkami za skórę na brzuchu i się podciąga, jeśli zapragnie zejść piętro niżej w czasie karmienia, łapie tymi małymi łapkami za skórę na piersi i się zsuwa. Ała, boli na samo wspomnienie.

Mały gryzoń


To, że nie gryzie w czasie karmienia, to nie znaczy, że wcale tego nie robi. Jeśli jestem zajęta, np obieraniem ziemniaków i zbyt długo nie biorę go na ręce, potrafi mnie ugryźć tam, gdzie sięga. Gdybym musiała rozebrać się publicznie, pewnie ludzie myśleliby, że mamy wyjątkowo udane życie seksualne. W końcu nie każdy ma ślady zębów na udach.

Biegnę Cię tulić!


Tu częściej obrywa Michał. Takie metrowe dziecko ma głowę na odpowiedniej wysokości, żeby przywalić ojcu w krocze, kiedy biegnie się z nim przywitać po powrocie do domu. Stary się zwija, a "łeb jak skała" myśli, że tatuś się przychylił, żeby oddać przytulaska. Zresztą legendą obrosło już, jak Teodor bawił się z babcią i udawali, że się boksują. Ted podnosił gardę i babcia też, więc młody... przywalił jej z dyni w brzuch, ot tak, w ramach zabawy, nie chciał jej uderzyć przecież.

Z limem z urlopu


Nikomu nie życzę tych spojrzeń w pracy, kiedy wracasz z urlopu z podbitym okiem. Co odważniejsi pytali, czy u nas wszystko dobrze. A to był efekt zabawy z synem. nie pamiętam już nawet, który mi to zrobił, ale wiem, że łaskotałam jakieś dziecko, po czym zobaczyłam gwiazdki przed oczami. Siniak pojawił się z sekundę... Zresztą dziś mój osobisty syn Pierworodny tak mi dawał buziaka w czoło, że wbił mi swoją brodę w oko... Kazik natomiast z upodobaniem tak macha głową,że co i rusz mam rozcięte usta po zabawie z nim.

Uszkodzenia sprzętów


Michał jeszcze w mieszkaniu zrobił dzieciom łóżko piętrowe, Zet jako starszy miał spać na górze. Wszedł na nie i zaczął podskakiwać z radości. Skakał tak skutecznie, że... wgniótł sufit. Płyta kartonowo - gipsowa nie wytrzymała z nim starcia. Nawet nie zauważył. Tą samą głową wyszczerbił też blat w kuchni, a Ted nie mieszcząc się w zakręcie zawalił w drzwi ich pokoju tak, że zrobił w nich dziurę, oczywiście nie zauważył.

Bezszelestni łowcy


Każde ich przejście po domu generuje mnóstwo hałasu, potrącone krzesło, kopnięta blacha do pieczenia, nadepnięta przypadkiem grająca zabawka, oczywiście zawsze wtedy, kiedy Kazik śpi. Chociaż ostatnio spaliśmy wszyscy prócz Zeta. 5:30 sobota, nagle słyszę rytmiczne "PIK!-PIK!-PIK!". Trochę mi zajęło nim mózg dopuścił do siebie informację, że to się dzieje naprawdę. Mamy taki zegarek z Ikei, jak go przekręcasz zaczyna świecić w różnych kolorach i zamiast godziny pokazywać temperaturę, minutnik i coś tam jeszcze. Przy każdym obrocie wydaje z siebie "pikanie" ale z natężeniem syreny strażackiej. Zet siedział sobie na podłodze w sypialni i jak gdyby nigdy nic bawił się zegarkiem.Wszyscy spali, więc się nudził.

Z nimi życie bywa bolesne, bez nich byłoby nudne i bądź tu mądry;) Dobrego weekendu.

Czym zająć dziecko w czasie strajku? Książki detektywistyczne dla najmłodszych

Czym zająć dziecko w czasie strajku? Książki detektywistyczne dla najmłodszych

Wymuszone strajkiem nauczycieli ferie upływają nam raczej leniwie, przez chore ucho Teda nie możemy sobie pozwolić na długie spacery. Nie ma jakiegoś dramatu, ale w sobotę wyjeżdżamy na kilka dni, więc miło by było, żeby się na dobre nie rozłożył. Na szczęście, żeby przeżyć przygodę nie trzeba wychodzić z domu!


Matka Żywicielka


Tylek od nudy uratowała nam paczka z książkami, którą miły, choć zdyszany kurier przyniósł nam na początku tygodnia, kiedy Zet ją otworzył, aż zapiszczał. - Mamo, zacznijmy od detektywistycznych! - zarządził, więc zaczęliśmy i dziś napiszę Wam o trzech książeczkach dla dzieci właśnie z tego gatunku.

Detektyw Łodyga na tropie zagadek... 


Znany z serialu emitowanego przez MiniMini+ detektyw niezmiennie pomaga sympatycznym dzieciakom w rozwiązywaniu codziennych problemów. AA tych, jak to w życiu kilkulatków wcale nie brakuje.

...przyrodniczych


Tym razem detektyw spieszy na pomoc Zosi, Tadzikowi i Amelce, jest też oczywiście starszy brat Hubert, który problemy maluchów traktuje z lekkim pokpiwaniem. Na szczęście Łodyga wie, jak przygotować się do wyprawy na biegun, a może wcale nie trzeba tam jechać, żeby odkryć jego tajemnice? W każdym razie detektyw z chęcią wyjaśni dzieciakom o co chodzi z ociepleniem klimatu i podpowie, jak zrobić niedźwiedzia polarnego z rzeczy, które na pierwszy rzut oka nadają się tylko do wyrzucenia. Ten sympatyczny zielony bohater wie po co komu dżdżownice w ogrodzie i dlaczego warto wyłączać urządzenia elektryczne, kiedy z nich nie korzystamy.

W tej książce poza wiedzą stricte przyrodniczą znajdziecie pomysły na prace plastyczne do wykonania z dziećmi z wykorzystaniem pozornie niepotrzebnych już przedmiotów. Dziesięć krótkich historyjek, z których każda kończy się właśnie pomysłem na pracę i kilkoma stronami szkicownika, na pomysły małych odkrywców.

 ...fizycznych



Towarzysząc Oliwce, Hani i Antkowi detektyw "ukrywa się" przed bratem tej pierwszej Michałem. Razem z małymi pomocnikami detektyw ustala czy za zaginionym prądem warto wysłać list gończy, przy okazji wyjaśniając dzieciom, czym jest ładunek elektryczny. Razem odkrywają czy eliksir niewidzialności z wody działa, a skoro już nie działa, to co z wodą można zrobić? W tej książce podobnie jak w poprzedniej znajdziecie dziesięć krótkich historyjek, tym razem wprowadzających dzieci do świata fizyki, w każdej z nich jest doświadczenie, które mały czytelnik może wykonać samodzielnie (lub z niewielką pomocą dorosłego) w domu. Niezbędne do doświadczeń przedmioty każdy z nas ma w domu, więc jest to fajna opcja, np. na niepogodę, kiedy nikomu nie chce się wytknąć nosa z domu.

Detektyw Łodyga okiem moich dzieci


Nie będę Was oszukiwać, bo przyjęliśmy tu już dawno zasadę, że jesteśmy wobec siebie uczciwi. Detektyw Łodyga nie plasuje się w pierwszej dziesiątce ulubionych bohaterów moich dzieci. Serial nigdy nie wzbudzał ich entuzjazmu, książki trochę uratowały honor tego zielonego kolesia. Chłopcy podzielili się nimi szybko Ted złapał przyrodniczą, Zet fizyczną, czytali razem i chętnie przystępowali  do eksperymentów, za zwierzaki z recyklingu jeszcze się nie zabraliśmy, ale to z pewnością zrobimy. Szczerze mówiąc uważam, że moje dzieci na Łodygę są za stare (Kazik za młody), bo nie porwała ich wiedza zawarta w książeczkach, ale jestem przekonana, że dociekliwy trzy czy czterolatek dużo się z nich dowie i z radością pozna opowieści. To świetna pozycja właśnie dla maluchów.

Matka Żywicielka

Matka Żywicielka

Matka Żywicielka

Matka Żywicielka 
Matka Żywicielka


Detektyw Melania Kura


Jeśli kiedykolwiek użyliście określenia, że ktoś jest strachliwy jak kura, to po tej lekturze odszczekacie odgdaczecie wszystko! Melania to nie jest jakaś tam zwykła kura, ona umie gwizdać, gra w szachy i chce zostać detektywem. Ba! ona nawet już rozwiązała kilka spraw, za usługi pobiera drobną opłatę, a zarobione pieniądze przepuszcza w całości w pobliskim antykwariacie, gdzie zaopatruje się w powieści detektywistyczne. Melania właśnie otrzymała propozycję pracy jako ochroniarz od właściciela gospodarstwa, w którym mieszka, kiedy wpada na trop strasznej zbrodni, ktoś zatruł pobliską rzekę! Melania tak tego nie zostawi! Ale, ale, więcej nie zdradzę bo popsuję Wam zabawę.

Mela w opinii Robaków


Tak jak Łodyga ich nie porwał, tak Meli się to udało. Piszę ten post w środowy wieczór, prawie noc, zegarek pokazuje 23:04. Odprawiłam już dawno dzieci do łóżek, obiecałam, że Melanię skończymy jutro rano, dosłownie minutę temu Zet wyszedł z pokoju Teda do toalety. Śpią razem, bo czytali Melanię Kurę. Ted zasnął, ale Pierworodny nie odpuszcza, stwierdził, że tak się wkręcił, że musi skończyć, został mu jeden rozdział. Zapytałam go czy fajna, odpowiedział - Bardzo! - i poszedł czytać dalej. Chyba szkoda mu tracić czasu na rozmowę za mną. Może być lepsza recenzja?

Matka Żywicielka

Matka Żywicielka
Matka Żywicielka




Za możliwość przeczytania książek dziękujemy wydawnictwu Edipresse Książki.

Te o Detektywie Łodydze możecie kupić TUTAJ
A Detektyw Melania Kura czeka na Was o TUTUTUTUTU ;)
10 rzeczy, które zyskujesz posiadając rodzeństwo

10 rzeczy, które zyskujesz posiadając rodzeństwo

Kiedy zakładaliśmy rodzinę od razu wiedzieliśmy, że dzieci będzie więcej niż jedno.  Jakoś tak podskórnie obydwoje czuliśmy, że jeśli życie nam na to pozwoli będzie to z korzyścią nie tylko dla potomstwa, ale i dla nas. Mam starszego brata. Paweł mieszka daleko ode mnie i nie widujemy się za często, czasem dzwonimy, czasem piszemy. Mniej niż bym chciała. Ale wiem, że zawsze mogę na niego liczyć, że gdzieś tam jest.


Matka Żywicielka

Dziś jest "Dzień Rodzeństwa" tak wyczytałam w kalendarzu świąt nietypowych, bardzo go lubię, zawsze podrzuci mi jakąś okazję do świętowania. Dziś świętować będziemy tekstem o tym co daje rodzeństwo. Nie tylko na poważnie.

1. Szybkość


"Mam ostatnie ciastko, kto chce?" powiedz tak na głos w domu, w którym mieszka dwoje lub więcej dzieci. Zobaczysz, jaką prędkość mogą rozwinąć na tych małych, zwykle leniwych nóżkach. Podobnie działają teksty, kto pierwszy na kanapie, ten wybiera co czytamy, kto się pierwszy wykąpie, ten trzyma miskę z popcornem, itd., itd. Spróbuj i baw się dobrze.

2. Siłę przebicia


Oczywiście to działa tym lepiej, im więcej dzieci będziesz mieć. Nie chcecie wiedzieć, jak wyglądają u nas narady rodzinne. Prawo do wypowiedzi ma ten, kto się przedrze przez gąszcz wrzasków. To też świetny trening dla rodziców, którzy robią karierę w korporacji, polityce...

3. Wspólników


Niedawno pisałam o tym, jak chłopaki knują, mają tajemnice przede mną. Ze swojego dzieciństwa też pamiętam stłuczone wazony, których nikt nie dotknął, wylaną wodę, której nikt nie wylał, itd. Knucie, krycie się i to cudowne uczucie, że rodzice nie zdecydują się ukarać niewinnego dziecka. Więc jeśli nikt "nie strzeli z ucha" winny może uniknąć konsekwencji.

4. Trening bokserski


Muszę pisać więcej? No heloł! Nie tylko boksy wchodzą w grę, wyszukane podkładanie świni, dyskretne szturchańce, wysublimowane tortury... Oczywiście w idealnym i puchatym świecie to się nie dzieje, ale u nas się zdarza i poza tym, że oczywiście wkurza, to przygotowuje też do życia w świecie zewnętrznym. A ten naszych cukiereczków rozpieszczać nie będzie, więc odrobina treningu za młodu nie zaszkodzi.

5. Kompanów na spacerach


Matko, jak ja uwielbiam te momenty, kiedy idziemy z naszymi akustycznymi dziećmi na spacer i oni idą 100 metrów przed nami i tam (far, far away...) prowadzą ożywioną dyskusję. A my w ciszy (!) drepczemy. Oni się nie nudzą, bo mają siebie, nie są zdani na nas, jeden pilnuje drugiego, bo zgubiony brat, to brak słuchacza, a tego żadne dziecko nie zniesie.

6. Dwa razy więcej (albo i więcej)


Czego? Wszystkiego! Zabawek, zainteresowań, pomysłów na zabawę... Zet uwielbia dinozaury, Te nie zdradzał jakiś cieplejszych uczuć do prehistorycznych gadów, ale wiedzą na ten temat kładzie wielu dorosłych na łopatki, nie da się inaczej. Brat chętnie mu czyta, ale tylko to, co sam lubi. Siłą rzeczy dziecko nr 2 chłonie wiedzę jak gąbka, a momentami nawet przyznaje, że niektóre z gatunków pokochał. Ted wie w jakim ZOO w Polsce można zobaczyć jakie koty drapieżne, to jego konik, dzięki niemu wszyscy odkryliśmy istnienie fossy madagaskarskiej. Zapytajcie Zeta co wie o kotach drapieżnych, których oficjalnie nie znosi. Może z pamięci napisać encyklopedię na ten temat. Z racji rozbieżnych zainteresowań mają też zupełnie różne zabawki, którymi oczywiście bawią się razem. A bawią się we wszystko: czołgi, Indian, superbohaterów, kuchnię... Nie ma siły, trzeba iść czasem na kompromis.

7. W zdrowiu i w chorobie


W podstawówce miałam taką koleżankę, jedynaczkę. Sporo chorowała i wtedy siedziała sama z mamą w domu. Strasznie mi jej było szkoda, ale ponieważ jej ulubioną chorobą była angina, rodzice innych dzieciaków nie specjalnie kwapili się do tego, żeby puszczać do niej swoje potomstwo z wizytą. Masz rodzeństwo? Zawsze masz się z kim bawić i z kim pogadać, bo przecież rodzice Was nie odizolują, chociaż znam takich co próbowali.Niezależnie czy deszcz, czy słońce, przedświąteczne porządki czy wspomniana angina, zawsze masz towarzystwo.

8. Obrońców


Jeśli ktoś Ci dokucza, zaczepia Cię w szkole brat, choć w domu wróg, ruszy Ci z pomocą, bo wiadomo, co innego dokuczać samemu, a co innego patrzeć, jak obcy to robią. Masz rodzeństwo? Masz własną bandę, która w razie potrzeby Cię obroni.

9. TUS


Trening Umiejętności Społecznych zawsze i wszędzie, nikt nie będzie dla Ciebie tak surowy jak brat czy siostra. On (pozwólcie, że będę posługiwać się męską formą, sama mam brata i moje dzieci mają braci, więc jest dla mnie bardziej naturalna) nie da Ci forów w warcaby, ani w wyścigu, jak go wkurzysz, to zamiast Cię głaskać zwyczajnie Ci przywali, jeśli tylko da się zjeść resztę lodów po kryjomu, to bądź pewien, że to zrobi. Jedyne w czym Ci przytaknie, to jeśli powiesz, że jesteś głupi. Oczywiście pozwalam sobie na dużą generalizację, ale zastanówcie się, czy trochę tak nie jest? Godzina TUS'u prywatnie to koszt od 40 zł, a tu 24h/dobę, 7 dni w tygodniu za free. Nieźle co?

10. Miłość


To słowo musiało się w końcu pojawić. Bo rodzeństwo, jak bardzo przerażający obraz nie wyłaniał się z poprzednich punktów, to przede wszystkim miłość. Nawet jeśli bracia kopią się po kostkach to robią to po to, żeby wzajemnie się motywować. Normalny obrazek w naszym domu jest taki, że ja już nie wytrzymuję siedzenia przy Zecie odrabiającym lekcje, a Ted odrywa się od swoich obowiązków, czy zabawy i idzie do niego "Posiedzę z Tobą, też coś popiszę, będzie Ci raźniej" - dobiega wtedy z pokoju. Kiedy jeden się przewróci, drugi biegnie mu na ratunek. Kiedy wydaje im się, że nikt nie patrzy przytulają się, gadają, są razem, są rodzeństwem.

Zadzwoń dziś do brata, do siostry. Łączą Was nie tylko geny, rodzeństwo to nie tylko potencjalny dawca nerki, to wspólne wspomnienia, tajemnice, szepty po kryjomu przed rodzicami, wspólnie ścierane kolana, blizny, może nawet wybite zęby. Powiedz mu, że jest dla Ciebie ważny.

Matka Żywicielka

Pierwsze buty moich dzieci

Pierwsze buty moich dzieci

Przyznajcie się śmiało, kto ma "fizia" na punkcie malutkich stópek? Nie wiem skąd to się bierze, ale znam mnóstwo ludzi, którzy szaleją na tym punkcie. Tak sobie myślę, że musi w tym być coś pierwotnego, bo pamiętam, jak miał się urodzić Teodor i zabrałam Zygmunta na zakupy, żeby wybrał coś dla brata, mój pierworodny wrzucał do koszyka mnóstwo skarpetek i półśpioszków, zachwycając się maleńkimi stópkami.


Matka Żywicielka

Te tycie kikutki, chcesz czy nie, kiedyś zaniosą Twoje dziecko w wielki świat. I tak, jak nie mam najmniejszych oporów z kupowaniem ubrań dla moich dzieci (zresztą dla siebie też) w lumpeksach, tak na butach nie oszczędzamy. Chodzi tu nie tylko o zdrowie stóp, ale też kręgosłupa, wady postawy, przyszłe bóle... No nie oszukujmy się, konsekwencje zbyt pochopnie kupionych bucików, szczególnie dla dziecka, które dopiero zaczyna stawiać pierwsze kroki, może mieć przykre konsekwencje w przyszłości.

Pierwsze buty Zeta


Nie będę Wam wmawiała, że urodziłam się najmądrzejszą mamusią na świecie. Prawda jest taka, że kiedy Zet zaczynał chodzić o tym, że buty mają być dla niego bezpieczne, zupełnie nie myślałam. Uświadomiła mnie koleżanka, która kupiła przez internet buty dla swojego syna, które okazały się za małe, były w rozmiarze Zeta. Odkupiłam je wtedy, bo były "kozackie" dopiero potem sprawdziłam co to za buty. Okazało się, że to ręcznie robione buciki z małej polskiej manufaktury. Kiedy poznałam ich historię, uznałam, że ich cena jest śmiesznie niska.

Powstały z miłości


Tutaj Wam napiszę, że ten wpis nie jest sponsorowany. Właśnie kupiłam trzecią parę Guciów w życiu, za ciężko zarobione pieniądze i powiem Wam, że najbardziej żałuję tego, że rozmiarówka kończy się na rozmiarze 28. Bo kupowałabym je nadal starszakom. Pan Sławomir Piwowarczyk pierwszą parę pantofelków zaprojektował i uszył dla własnych dzieci w latach dziewięćdziesiątych, potem szył je dla znajomych i znajomych znajomych, aż wieść się rozniosła. Twórca nadal tworzy buty w rodzinnej manufakturze, każda para jest ręcznie dopieszczana i tą "duszę" w nich czuć. 

Co w nich niezwykłego


Nie jestem technologiem, jak już wspomniałam pierwszą parę kupiłam przypadkiem, drugą, bo bardzo mi się podobały, a po poprzednim zakupie wiedziałam też, że są pancerne. Trzecia para trafiła do nas już bardziej świadomie. Kazik w sumie późno zaczął się interesować chodzeniem. Jego pierwsze kroki zdradziły nam też, że krzywo stawia jedną nóżkę, wiedziałam już, że jego pierwsze buty musimy wybrać odpowiedzialnie i wtedy przypomniałam sobie o Guciach. 
"Zaprojektowane przeze mnie skórzane pantofelki (piszę pantofelki, gdyż takie było ich pierwotne przeznaczenie) posiadają kilka unikalnych cech, które pozytywnie wyróżniają je od innych. Pozwolę sobie wymienić tylko niektóre z nich:
- samousztywniający się tylnik, który dopasowuje się do różnych szerokości pięt dzieci,
- przedni, pionowy szew przed paluszkami, którego zadaniem jest ochrona małych pauszków dziecka podczas raczkowania, gdy nasze dziecko uczy się chodzić,
- nacięcie w języczku cholewki - by sznurowadła utrzymywały języczek cholewki niedopuszczając do jego podwinięcia,
- buciki są bardzo lekkie, mają elastyczny spód i cholewkę
- obecnie wprowadziliśmy wersję Gucio z Systemem Osiowego Zginania Sopdu nazwaną "Ergono System",
która dzięki opatentowanemu rozwiązaniu konstrukcji spodu (podpodeszwa posiada dwa rzędy otworków ustawionych wzdłuż osi prostopadłej do osi linii kierunku chodu) rozwiązanie to pomaga prawidłowo ustawiać kąt stępu dziecka przez odwodzenie przodostopia na zewnątrz. Jest to szczególnie ważne dla dzieci rozpoczynających naukę chodzenia, które stawiją swoje pierwsze kroczki."
Pisze o nich twórca na swojej stronie internetowej. I faktycznie, kiedy nasze zamówienie dotarło i wylądowało na maleńkich stopach Kazika, okazało się, że Młody obie stópki stawia prosto...

Być jak gwiazda


Dobra, jak dzieci gwiazdy. W polskich Guciach chodziła córka Gweeneth Paltrow, Shilloh Jolie Pitt. córka Huberta Urbańskiego i pewnie jeszcze wiele innych fajnych dzieciaków. Co ciekawe (choć nie wie, czy prawdziwe), koleżanka opowiadała mi o procesie, którym producentowi Guciów groził dom mody Gucci, ponoć w grę wchodziło podkradanie nazwy :) Niestety nie jestem w stanie odnaleźć zdjęcia Zeta w naszych pierwszych Guciach, ale miał identyczne, jak młodsi bracia. Ja lubię granatowy ;)




Post udostępniony przez Marta Lewandowska (@matka_zywicielka)



Zachęcam Was do zapoznania się z ofertą sklepu, bo Gucie są niepowtarzalne, występują w trzech wzorach i kilku kolorach (wydaje mi się, że tych drugich było kiedyś więcej), jest w czym wybierać. A Gucie poza tym, że są zdrowe dla stopy, to jeszcze piękne i świetnie wpasuję się w wiele "wiosennych stylizacji" maluchów.

My swoje zamówiliśmy TUTAJ.
Świat Karinki

Świat Karinki

Matka Żywicielka

Copyright © 2014 Matka Żywicielka , Blogger