Trzynastego wszystko zdarzyć się może

Trzynastego wszystko zdarzyć się może

Piątunio 13-go, sześć lat temu też piątek trzynastego wypadał we wrześniu, miałam na niego termin porodu. Ale nie o rodzeniu dziś będziemy rozmawiać, a o zaklinaniu rzeczywistości. Albo jakoś tak, nie jestem pewna, bo od dwóch tygodni znów się nie wysypiam i moje planowanie czegokolwiek, a zwłaszcza tekstów sprowadza się do tego, że zamiast półprofesjonalnego portalu, zaczynam tu kleić jakiś pamiętnik myśli roztrzepanych.


Kapelusz - Aliexpress, ramoneska - Sinsay, torebka - Deichmann, jeansy - Zara/lump, buty - Biedronka

Tak sobie pomyślałam o tym, że w sumie to wierzę w pecha. Może nie w piątek trzynastego czy czarnego kota (lubię), ale wierzę w to, że istnieją momenty, kiedy to i owo człowieka się czepnie. Sami mieliśmy ostatnio taki dzień. I wtedy też pomyślałam STOP!

Pobiadolić każdy musi


W ludzkiej naturze tak już jest, że jak nam się coś przytrafi niezbyt przyjemnego, np. (zupełnie przypadkowy przykład) mandat wysokości 500 zł, to pierwsze co myślimy to "qwa, co jeszcze?!", tak, jakbyśmy czekali na dogrywkę, że jeszcze nam mało. Jest to całkiem naturalne, że użalamy się nad sobą w głębi duszy (nie każdy szczególnie głęboko to chowa) ludzie są egoistami. Bardziej nas cieszy wygrana w lotto jeśli to my wygramy 10 zł, niż jeśli sąsiad wygra milion, tak jest też z nieszczęściami, owszem współczujemy innym, ale to nasze kłopoty nas bolą. Każdy biadoli, byle nie za wiele.

Przestań się mazać!


Tego zdania nigdy nie mówcie dzieciom, jest brzydkie, ale Wam powiem. Kiedyś już pisałam, że jak się potknę, to zamiast usiąść i płakać staram się podnieść i z uśmiechem przeskoczyć wyżej nad przeszkodą, co by sobie zada ponownie nie obić. Nie urodziłam się taka, nauczyłam się tego, Ty też możesz. Zaciągnę frazesem, ale serio - wystarczy chcieć. Na początku będzie sztucznie, oczywiście, ale przy każdym "nieudasiu" stań przed lustrem i powiedz (wcale nie musi być na głos) no padło się, się powstanie się poprawi koronę i goł! Wyciągnij wnioski z porażek, uśmiechnij się do życia, ono Cię lubi!

Nie musisz


Nie musisz realizować cudzych planów, nie musisz zgadzać się na zasady innych, nie musisz żyć tak, żeby inni byli z Ciebie zadowoleni, nikt nie przeżyje za Ciebie Twojego życia, nikt na końcu nie weźmie na siebie niezadowolenia, że nie zrobiłeś tego czy tamtego. Żyj dla siebie, siebie uszczęśliwiaj, ciesz się ze swojej trójki w lotto. Spełniaj swoje marzenia. I bierz na klatę porażki. One nie są kłodami, one są po to, żeby czasem dotknąć ziemi i żeby się, cholera, czegoś nauczyć!

Zadanie na piątunio


Skoro zaczęłam piątkiem trzynastego, to i tak skończę. Mam dla Was taką misję, dziś sprawcie, że ktoś dzięki Wam ktoś w tym dniu stanie się szczęśliwy. Powiedzcie "kocham", zróbcie wieczór filmowy, przygotujcie kąpiel, chyba wiecie, co uszczęśliwia Waszych bliskich. Zróbcie to!

jeansy - Zara/lumpex, torebka - Deichmann, skarpetki - wola.pl, buty - Biedronka

koszula- C&A


Ciężko wrócić do szkolnej rzeczywistości

Ciężko wrócić do szkolnej rzeczywistości

Miałam wczoraj przygodę. (Właściwie to dziś, bo pisze to wieczorem.) Moje dzieci mają z założenia jeździć do placówek i spowrotem autobusem. Tego dnia wymiękłam. Wstałam rano po pięciu godzinach snu, weszłam do dziecięcych pokoi, obaj słodko spali. I tak planowałam zakupy, to pojadę z rana i dzieci odwiozę, skoro ja się nie wyspałam...


Żywicielka

Pomysł był o tyle poroniony, że wcześniej miałam zaplanowane, że we środy ich odbieram, więc równie dobrze mogłam na te zakupy pojechać później, ale szósta rano, spuchnięte oczy i zbyt słaba kawa skłoniły mnie do litości. 

Mamusia jedzie


Ustaliliśmy wcześniej, że skoro we środę Teodor kończy zajęcia 10 minut po odjeździe autobusu i na następny musi czekać dwie godziny, to w ten dzień będę po nich jeździła. Pogadam z Panią w przedszkolu, z Panią w szkole, raz w tygodniu to tak w sam raz, żeby szybko wychwycić ewentualne problemy. Ponieważ pogoda była piękna, a ja miałam być w placówkach odpowiednio o 14:00 i 14:35 wyjechałam z domu o 13:00, stwierdziłam, że tam pójdę z Kazikiem na spacer. 

Mamusia nadciąga


O 14:01 przekroczyłam próg przedszkola, na grupę Teda natknęłam się na klatce schodowej. Teda nie było. Pani od religii skończyła akurat tego dnia wcześniej i dzieci zdążyły na autobus. To o tyle kłopotliwe, że jeśli po Teda nie wyjdę na przystanek, wróci do przedszkola. A tu okazuje się, że ja stoję w przedszkolu oddalonym o 9 km od domu, a moje dziecko od 11 minut jedzie do domu. 

Sąsiadko, na pomoc


Jakbym się dobrze spięła, to wyprzedzę autobus, ale, za pół godziny kończy Zet, wie, że przyjadę, nie ma ze sobą telefonu. Pierwsza myśl, dzwonię do sąsiadki, proszę, żeby odebrała młodego, zgadza się, całe szczęście jest w domu. Ted uwielbia ją i jej dzieci, poczekają. Idę do szkoły, stoimy z Kazikiem przed placówką, czekamy na dzwonek. Dzwoni, ale telefon. Sąsiadka. Odebrała z autobusu dwoje moich dzieci. Nie było logopedii, więc Zet przyjechał do domu... Sąsiadka bierze do siebie dwóch.

Co się stało?


Pani się spóźniła - mówi Teodor. Nie wiem co się wydarzyło tak naprawdę, ale zaprowadzili go do autobusu, wsadzili, to pojechał. Sygnału z placówki, że dziecko będzie wcześniej - brak. Zet powinien być na logopedii, ma ją w planie, ma ją w orzeczeniu. Pani (wychowawczyni, nie logopeda) powiedziała, że nie musi chodzić, może jechać do domu, więc przyjechał. Fajnie?

Popadali


Kazik całe popołudnie zajmował się sobą na uboczu, jakby musiał przetrawić te wydarzenia. Zet niezwykle spokojnie odrobił lekcje, spakował plecak i przyszedł do mnie pogadać. Ted o 17 orzekł, że boli go głowa i poszedł poleżeć. Zasnął. Próbowałam go budzić trzy razy. Bezskutecznie. Nie ma gorączki, sprawdzam co pół godziny, jest zmęczony. Ciekawe o której wstanie. Jest 22:30 śpią już wszyscy. Ja też już powinnam, jest okazja. Ale, jak to matka, mam jeszcze tyle do  zrobienia. Jak zwykle skończę ten dzień po północy. Ale luz, to już czwartek, z górki.
Ile kosztuje przedszkole?

Ile kosztuje przedszkole?

Wiem, wiem, rok szkolny już się zaczął i dziś pewnie nie będziecie szukać takich informacji, ale za rok w sierpniu będę mieć dla Was gotową ściągawkę. Bo wierzcie mi lub nie, ale to jedna z najczęściej wyszukiwanych fraz w wyszukiwarkach w sierpniu. Ponieważ mam to wszystko na świeżo, postanowiłam się z Wami podzielić moimi obliczeniami.


pixabay

Choć trochę mnie to kosztowało, pisząc ten tekst wyzbyłam się wszelkich emocji i niczym kwiat lotosu na tafli spokojnego jeziora spisałam same cyferki, bo wiadomo, każdy coś na temat takich wyprawek myśli... Ale tym razem lotos, tafla i cyferki.

Lista zakupów plastycznych z przedszkola


1 ryza papieru ksero 12,50 zł
1 blok techniczny biały 1,99 zł
5 bloków technicznych kolorowych 5 x 3,99 zł
3 szt. klej w sztyfcie duży 3 x 5,39 zł
2 op. kredek grubych świecowe 2 x 9,77 zł
2 op. kredek ołówkowych (grube)  2 x 14,99 zł
2 papiery kolorowe 2 x 1,25 zł
krepina różnokolorowa (bibuła) 16,75 zł
2 op. plasteliny Astra lub St. majewski (miękka) 2 x 4,65 zł
4 duże brystole kolorowe (rozmiar B1) 4 x 3,22 zł
1 arkusz szarego papieru 5,99 zł
2 pędzelki (duży i mały) 1,50 zł
Piórnik wyposażony w: gruby ołówek, temperówkę, kredki ołówkowe, nożyczki, mały klej w sztyfcie mieszczący się w piórniku. 17,99 zł
-------------------------------------------------------------------------------

RAZEM: 167,04



Lista artykułów higienicznych z przedszkola


Minimum 4 rolki papieru toaletowego 7,98 zł
2 mydła w płynie 2 x 5,99 zł
2 op. chusteczek higienicznych suchych w pudełku  2 x 4,99 zł
1 op. chusteczek nawilżanych 5,99 zł
----------------------------------------------------

RAZEM: 35,93 zł


Dodatkowo 


Kapcie 39,99 zł
strój gimnastyczny w worku (podpisany) 14,99 zł (spodenki) 7,99 zł (t-shirt biały gładki)
ręcznik (podpisany) z pętelką na zawieszenie 7,99 zł
Dodatkowe ubranie na przebranie (podpisane) z domu
Pasta, szczoteczka, kubek (podpisane) 8,99 zł (pasta) 12,99 zł (szczoteczka) kubek z domu
------------------------------------------------------

RAZEM: 52,95


Opłaty na start


Zestaw podręczników do realizacji podstawy programowej 130 zł
Podręczniki do nauki języka angielskiego 60 zł
Podręcznik do religii  (dobrowolny) 15 zł
Opłata na Radę Rodziców (dobrowolna) 200 zł
Opłata "kredkowa" 50 zł
Opłata na wydatki grupy (dzień nauczyciela, poczęstunki na imprezach - dobrowolna) 70 zł
Ubezpieczenie dziecka(dobrowolne) 30 zł
---------------------------------------------------

RAZEM: 555 zł


W ciągu roku


Te są bardzo uzależnione od placówki, więc nie będę tu podawać żadnych kwot. Powyższe dotyczą publicznego przedszkola, poza dużym miastem i też zależą od wielu czynników, mówimy tu o grupie sześciolatków, czyli zerówki. Nie doliczam też kosztów zakupu ubrań, z których dzieci mają zwyczaj wyrastać w czasie wakacji, bo to wiadomo, zależy od zasobności portfela. Tak czy inaczej wroku szolnym spodziewać możemy się jeszcze:

Opłaty za pobyt dziecka w przedszkolu powyżej 5 godzin
Opłaty za wyżywienie
Wycieczek
Składek okazjonalnych (tam gdzie nie ma funduszu klasowego)
Opłat za gości specjalnych w przedszkolu (tam, gdzie jest niska ściągalność na rzecz Rady Rodziców)
Dodatkowych wydatków na materiały plastyczne (tam gdzie nie ma "kredkowego")

Podsumowując


Start w zerówce w publicznym przedszkolu, to koszt rzędu  810,92 zł

Kiedy najważniejszy jest człowiek. Historia Pewnego Festiwalu cz 1

Kiedy najważniejszy jest człowiek. Historia Pewnego Festiwalu cz 1

Ten tekst zaczynam pisać już po raz czwarty. Za każdym razem tak się fiksuję na jednym punkcie historii, że nie mogę pójść dalej. Nie dlatego, że temat jest męczący, przeciwnie, ma tyle ważnych i pasjonujących punktów, że ciężko mi się z niego wydostać. Mielę go w głowie od tygodnia, stąd moja znikoma aktywność na blogu.


pixabay


Ale do rzeczy, bo z trudniejszymi tematami najlepiej chyba rozprawiać się prosto i od serca. Dziś napiszę Wam kilka słów o niezwykłych ludziach, których poznałam w Ciechocinku. Jeśli jesteście tu częstymi gośćmi, to pewnie wiecie, że na początku lipca w ramach współpracy z Prezentem Marzeń pojechałyśmy z Anetą do SPA. Wybrałyśmy Hotel TeoDorka w Ciechocinku, bo był najbliżej. Ale myślę, że los miał w tym wyborze swój plan.

Hotel to ludzie


Miałyśmy przyjemność spędzić na miejscu bardzo przyjemny wieczór z właścicielką tego obiektu, która okazała się być nie tylko podobna do Meryl Streep, ale też do anioła. No bo chyba inaczej tego powiedzieć nie umiem. Pani Basia oczarowała mnie swoją osobowością, wtedy jeszcze nie znałam jej partnera, Pana Mirka, którego spotkałam prawie dwa miesiące później goszcząc w TeoDorce z rodziną. Jeśli pomyśleliście, że piszę laurkę, to jesteście w błędzie, ale czytajcie dalej.

Ludzie to serce


Przez blisko miesiąc ten piękny obiekt hotelarski, jest praktycznie zamknięty, dla gości komercyjnych. W lipcu, w szczycie sezonu. W tym czasie, zamiast gości z pieniędzmi stacjonują tu niezwykli goście z potrzebami. Uczestnicy Międzynarodowego Festiwalu Piosenki Młodzieży Niepełnosprawnej - Impresje Artystyczne. Ale wracając do najprostszej z opcji przedstawienia Wam tej niezwykłej historii, przytoczę rozmowę z Panem Mirosławem Satorą, prezesem Fundacji Pro Omnibus.

Od czego to się zaczęło?

Moje życie układało się tak, że los stawiał na mojej drodze wielu ludzi niepełnosprawnych, w przypadkowych spotkaniach, ale i w pracy zawodowej. Przed laty byłem dziennikarzem i redaktorem naczelnym lokalnej rozgłośni radiowej Las Vegas. Prowadziłem tam m.in. program "Bez znieczulenia", w którym rozmawiałem z osobami z niepełnosprawnościami. Różnymi, niektórzy urodzili się z pewnymi trudnościami, inni ucierpieli na skutek wypadku. Studio znajdowało się na trzecim piętrze wieży ciśnień, zdarzało mi się więc wnosić gości na plecach, żeby móc wykonać swoją pracę. Na początku wszyscy mówili, że tematyka jest niemedialna, ale już po pierwszych odcinkach zaczęły pojawiać się pytania, kto będzie  następnym gościem. A byli to ludzie ciekawi, często tacy, po których na pierwszy rzut oka nie było widać choroby, a jednak byli tykającą bombą. 

Na Festiwalu też zdarzają się takie osoby?

Tak, często mamy młodzież z przypadłościami, których gołym okiem, spod odświętnych ubrań nie widać. Wtedy zawsze pojawiają się pytania: Co mu właściwie jest? Bo jeśli ktoś nie ma nogi, to to widać, a jest wielu chorych, którzy pozornie wyglądają na zdrowych, a pod ubraniem noszą pompę, która podaje lek ratujący życie. Pominięcie jednej dawki może oznaczać koniec.

Publiczność nie dopytuje?

Czasem próbują dowiedzieć się od nas, ale wtedy odsyłamy ich do samych uczestników. Uważam, że mówienie o chorobach, np. w czasie zapowiadania uczestnika przed występem, nie tylko go stygmatyzuje, ale też niepotrzebnie przypomina mu o tym, o czym przecież ten Festiwal ma pomóc mu zapomnieć. Młodzież przyjeżdża tu, żeby zapomnieć o codziennych ograniczeniach, pokazać swój talent, a nie wystawiać się na litościwe spojrzenia. 

Łatwiej jest tym, którzy urodzili się z niepełnosprawnością?

Trudno powiedzieć jednoznacznie. Ktoś, kto urodził się niewidomy, czy z porażeniem, nie zna innego życia. Ale bywa, że niepełnosprawność dotyka ludzi, którzy zaznali życia z pełną sprawnością. Pół biedy, jeśli niepełnosprawność jest wynikiem choroby. Nie chciałbym mówić, że można się na to przygotować, ale jeśli stopniowo tracimy wzrok, można powoli uczyć się zastępować go innymi zmysłami. Największy cios psychiczny przeżywają chyba ci, którzy tracą sprawność na skutek wypadku. Oni nie mają czasu na oswojenie, podobnie zresztą, jak ich rodziny, przyjaciele. Wszyscy nagle znajdują się nagle w nowej i niełatwej sytuacji. Tacy goście zawsze byli dla mnie i słuchaczy cenni w audycji. Bo uświadamiali, że życie może zmienić się w ułamku sekundy. Dzięki tym rozmowom wszyscy uczyliśmy się, jak się w takiej sytuacji zachować.

Oni chcą o tym mówić?

Kiedy zapowiadam kolejnych uczestników festiwalu, staram się zwrócić uwagę publiczności na tekst utworu, który zostanie wykonany za chwilę. Uczestnicy sami dobierają repertuar, najczęściej są to bardzo znane utwory, ale wykonawcy wybierając konkretny utwór zwykle chcą coś przekazać. Ludzie potem mówią, że słyszeli wcześniej daną piosenkę setki razy, ale dopiero teraz rozumieją o czym ona tak naprawdę jest.

Łatwiej jest opowiedzieć swoją historię cudzymi słowami?

Przed laty w Festiwalu brała udział Danusia, piękna dziewczyna, jeździła na wózku, bardzo schorowana, doskonale wykształcona, dwa fakultety, trzy języki, niezwykle utalentowana wokalnie. Śpiewała piosenkę Edyty Geppert "Ja się nie skarżę na swój los". Na widowni było kilka tysięcy ludzi. Nie było żadnego twardziela, wszyscy płakali na tym występie. Danusia miała prawo skarżyć się na swój los, bo dotknął ją okrutnie, a ona z pięknym uśmiechem zaśpiewała o tym, jaka jest szczęśliwa. Niestety ten los do końca nie był dla niej łaskawy. Zmarłą we własnym domu, zadławiła się kolacją w czasie, kiedy cała jej rodzina oglądała jakiś serial w drugim pokoju. Trzy lata temu byłem na pogrzebie innego uczestnika Festiwalu, który zmarł w identycznych okolicznościach...

Boli za każdym razem?

Za każdym razem równie mocno. Ci ludzie stają się naszą rodziną. Wzruszamy się z nimi, płaczemy ale i cieszymy. Za czasów pierwszych Festiwali, jeszcze z Grażyną Świtałą, mieliśmy takiego uczestnika, Przemek był niewidomy, miał raka. W tamtym czasie uczestnicy występowali w duecie z popularnymi artystami. Z czasem odstąpiliśmy od tego, bo chcemy, aby to Młodzież była gwiazdami tej imprezy, a znane nazwiska odwracają od nich uwagę. Wtedy Przemek bardzo chciał zaśpiewać z Grzegorzem Markowskim, próbowaliśmy ze wszystkich stron, ale zwyczajnie nie było takiej możliwości. Grzegorz razem z Perfectem koncertował w tym czasie w Toruniu i dotarła do niego informacja o marzeniu Przemka. Zawsze będę twierdził, że Grzegorz jest nie tylko wielkim artystą ale przede wszystkim Wielkim Człowiekiem. Zaplanował swój koncert tak, że udało mu się dojechać do Ciechocinka dokładnie w momencie, kiedy Przemek wychodził na scenę. Wyszedł zaraz za nim i pięknie razem zaśpiewali, po czym Grzegorz wrócił szybko do Torunia, bo tam czekała na niego publiczność.

Pozornie niewielki gest, ale o wielkim znaczeniu.

Ogromnym. Jest taki zespół Partita, który w tej chwili nie jest już bardzo popularny, ale w swoim czasie byli bardzo znani. Sam nigdy nie byłem ich wielkim fanem, zwłaszcza jednego człowieka, który, mówiąc wprost, strasznie mnie irytował - Andrzej Frajndt. Nie umiem tego uzasadnić, tak było i już. Kiedy Grażyna Świtałą już nie prowadziła koncertów, częściowo przejąłem za ten Festiwal odpowiedzialność pojawił się pomysł, żeby Partita pojawiła się na naszej scenie. Pojechałem do Warszawy, żeby się jakoś z Andrzejem umówić. Chciał podpisać umowę, więc podpisaliśmy, choć nie była to częsta praktyka. Drugiego dnia Festiwalu okazało się, że muszą wyjechać wcześniej, bo nazajutrz grają koncert w Rzeszowie, więc przed nimi długa droga. Rozliczyliśmy się, pożegnaliśmy, pojechali. Po kilkunastu minutach słyszę, że Partita śpiewa na scenie. Pomyślałem, że akustyk pomieszał taśmy, wstałem, żeby pójść do niego, po drodze na scenie zobaczyłem, że zespół faktycznie jest na scenie. Po bardzo udanym koncercie zapytałem ich co się stało. Któraś z dziewczyn, już nie pamiętam czy Lusia (Ludmiła Zamojska) czy Ania (Anna Pietrzak), że jechali samochodem Andrzeja i byli już prawie pod Kutnem, kiedy Andrzej nagle zahamował i mówi "Ludzie, no co my robimy? Przecież jak Mirek nas zaprosił, to chyba chciał, żebyśmy tam byli" i zawrócił, tak po prostu. Dziś z irytującego gościa, stał się moim najlepszym przyjacielem. Jeden gest zmienił naszą relację.

Mówił Pan o Grażynie Świtale

W czasie, kiedy jeszcze pracowałem w radiu Grażyna (pseudonim artystyczny Grażyna Kettner) miała taki pomysł, żeby zorganizować w Ciechocinku taki powiatowy przegląd piosenki młodzieży niepełnosprawnej. Stwierdziłem, że może warto trochę podbić stawkę "Grażynko, to może jednak Festiwal?" - zapytałem "No w sumie może i tak" odparła, "To może wojewódzki?" "Też fajnie!" I tak doszliśmy do ogólnopolskiego, który potem i tak musieliśmy rozszerzyć, bo dziś mamy międzynarodowy. Ta rozmowa odbyła się w 1994 roku. Festiwal zaczął się dopiero dwa lata później.

Sporo czasu na zorganizowanie.

Nie do końca. Grażyna wpadła do nas i mówi "Słuchajcie, robię ten festiwal!" "Super! Kiedy?" "Za dwa tygodnie!" Więc czasu było raczej mało. Ona tak wpadała do nas jeszcze kilka razy i zachęcała nas do zapału, ale nic poza tym zapałem nie mieliśmy. W końcu mówię "Grażka, bo nam zaraz ta muszla spłonie od tego zapału, a Festiwalu nie ma. Mów co my mamy robić!"Bo ona wiedziała, co ona ma robić, ale nie mówiła wprost czego oczekuje od nas. W końcu się udało, podzieliliśmy się obowiązkami i pierwszy Festiwal się odbył, a po nim kolejne. W 2001 roku się nie udało, miało na to wpływ kilka czynników, bo obiecane pieniądze się nie pojawiły, a  co gorsze u Grażyny pojawiły się problemy zdrowotne.W międzyczasie zdecydowałem się założyć własną Fundację Pro Omnibus, a trwało to dwa lata.


Na kolejną część tej historii zapraszam Was już za tydzień i uwierzcie mi warto czekać.
Okiem Żywiciela: Chcecie bajki?

Okiem Żywiciela: Chcecie bajki?

Już od jakiegoś czasu chciałem spróbować napisać bajkę dla dzieci. Czasem raczę chłopaków jakimiś opowieściami, które wymyślam ad hoc i ta powstała dokładnie tak samo z tą różnicą, że postanowiłem ją spisać, a więc oto bajka:


pixabay

W pewnym miasteczku mieszkał czarnoksiężnik i jak to na czarnoksiężnika przystało miał wieżę, a w niej bibliotekę, tam właśnie swoją norkę miał nasz szczurek. Szczur jak to szczur na początku po prostu grabił spiżarnię i wkurzał gospodynie. Ale ponieważ szczury to bardzo inteligentne zwierzątka to z czasem coraz bardziej się interesował tym, co robił czarnoksiężnik.

Widział, jak ten konstruuje różne zaklęcia przy pomocy różnych magicznych ksiąg i składników.
Przyglądał się temu, co miesza i co rozciera w moździerzu ale najbardziej ciekawiły go opowieści jakie snuł czarodziej, miał On bowiem zwyczaj czytania na głos i właśnie te czytane na głos opowieści tak ciekawiły szczurka.

Dzięki księgom czytanym przez maga poznał wiele przygód. Różnych mężnych wojowników, ale wiedział,że to nie jest życie dla niego, bo co to za życie, kiedy cały czas musisz okładać kogoś mieczem albo grabić jakieś skarbce i dźwigać złoto. Jak przełknąć kawałeczek pachnącej słoninki jeśli ciągle gdzieś galopujesz na koniu albo atakujesz jakieś potwory. Poza tym, co to za życie, które potrafi zakończyć byle przeoczony chłystek z zardzewiałymi widłami, który wbija je Tobie w zadek, a Ty umierasz od gangreny.

To zdecydowanie nie było zajęcie dla niego, tak samo nie interesowało go życie tych wszystkich książąt, którzy biegali po różnych zamkach i wieżach i ratowali te wszystkie księżniczki. Nie dość, że robota też do bezpiecznych nie należała to na końcu dostawałeś marudną, wredną, zdziwaczałą od siedzenia w wieży księżniczkę, która była uczulona na gluten i sierść Twojego ulubionego wierzchowca. Bez sensu! Żadna z tych księżniczek nie dorastała do pięt córce szewca, z którą przyjaźnisz się od dziecka, nie umie tak dobrze rzucać kamieniami, ani nie umie ugotować takiego gulaszu. Szkoda, że nawet w baśniach nie można się ot tak po prostu ożenić z córką szewca zamiast księżniczki. Nie, to też nie było życie, w którym widziałby się nasz szczurek.

Za to bycie podróżnikiem to zupełnie inna sprawa. Świeże powietrze, otwarte przestrzenie, wymyślanie nazw różnym górom i morzom, których potem będą musieli używać inni. Wyobrażacie sobie nazwać jakąś dolinę Kocia Pupa i patrzeć jak to wpisują na mapy? Co prawda to też ciut niebezpieczne zajęcie, ale za to jesteś sam sobie szefem, dużo nowych znajomych i te widoki z bocianiego gniazda na statku, ehh.

Jak już Szczurek zrozumiał kim chce być w życiu to nie pozostało nic innego niż to zrealizować. Szczurek wiedział, że słowa maja wielka moc, wiec postanowił te moc wykorzystać. Najpierw pilnie obserwował te male robaczki, które z taka pilnością śledzi czarnoksiężnik i porównywał je z dźwiękami, które wydawał. Tak nauczył się czytać. Potem było już prosto. W pewnej księdze znalazł zaklęcie transmutacji czyli zmiany kształtu. W skarbcu maga znalazł wszystkie potrzebne składniki i był gotowy do swojego wielkiego kroku. Szczurek zniósł wszystkie potrzebne składniki do pomieszczenia jak najbardziej oddalonego od sypialni maga i przygotował zaklęcie. O północy, bo w bajkach takie rzeczy powinny dziać się po poważnych porach wypowiedział zaklęcie. W jednej chwili ze szczura zamienił się w przystojnego młodzieńca. Ponieważ w środku dalej był szczurem, a nie jakimś lekkomyślnym człowiekiem dokładnie wiedział gdzie znaleźć ubranie.

O świcie wypływał już na pokładzie pięknego żaglowca, który nazywał się Victoria. Kazał do siebie mówić Ferdynand i zmierzał ku nowym przygodom. Ale to już temat na kolejną opowieść...


Jeśli mogę Was o coś prosić to przeczytajcie ją swoim dzieciom i przekażcie mi jak im się podobało. Bardzo jestem ciekaw co powiedzą o tym dzieci.
Początek roku szkolnego

Początek roku szkolnego

Drodzy rodzice, przeżyliśmy! Jest piątek dzieci są w placówkach po raz piąty w tym roku szkolnym. Udało się. Co się będziemy oszukiwać - łatwo nie było, ale dało się. Trochę się zmieniło, trochę zostało po staremu, ale idziemy na przód, zaczęliśmy nasz trzeci rok życia na wsi i nadal nie chcemy wracać do miasta, więc za nami w tym tygodniu same sukcesy.




Dobra nie same, bo w tym tygodniu udało nam się już raz zaspać, to znaczy mi, bo dzieci to na luzaku. Mam taki zwyczaj, o którym już nie raz Wam pisałam, że wstaję przed dziećmi, wypijam kawę i odzyskuję łączność z wszechświatem, zanim zacznę paniczy budzić. Potem wypijam drugą kawę do ich śniadania i już mogę wsiąść do samochodu, żeby bezpiecznie towarzystwo dowieźć do celu. W czwartek się nie udało...

Od początku


Wystartowaliśmy, jak u Hitchcocka, a potem poszło już z górki. Rozpoczęcie w szkole i w przedszkolu było na 9:00, Michał wziął więc wolny dzień i ustaliliśmy, że on pójdzie w Zetem, ja z Tedem, a potem do nich dołączę, bo wiadomo, że u starszego będzie dłużej. Wyprasowałam wszystkie koszule dziecięce jakie mamy w domu, bo może z czegoś wyrośli... Jak się okazało przy ubieraniu ze wszystkiego wyrośli przez lato. Poszli więc w takich odzieżowych kombinacjach, że nawet nie będę Wam tłumaczyć, bo to byłoby, jak próba opowiedzenia fabuły "Mody na sukces". Z domu wyjechaliśmy pół godziny przed uroczystością. Oczywiście zarówno parking w szkole, jak i ten w przedszkolu były pełne. Znaleźliśmy miejsce, jakiś kilometr od placówek.... Wypakowaliśmy się i wpadliśmy na rozpoczęcie spóźnieni o 10 minut...

Nowości


W Teda grupie jest nowa pani, przychodzi do dzieci dwa razy w tygodniu, no powiem Wam dla mnie, mimo zachwytów ogółu, szału nie robi, ale nie będę  o tym pisać, mówiłam na ten temat na insta story, jak macie ochotę być mega na bieżąco, to tam zapraszam. Co innego nowa nauczycielka wspomagająca Zygmunta. Żeby było jasne, pani, która towarzyszyła mu w ubiegłym roku była bardzo, bardzo fajna. Ale nowa, w niczym jej nie ustępuje, a przy tym, mam wrażenie, że ja i ona bardzo spotykamy się temperamentami. Widzę tu nadzieję.

Chłopcy


Zygmunt, nie wiem, czy za wsparciem wspomagającej, czy na wskutek dojrzałości mojego syna, ale nagle przestał mieć więcej zadane niż reszta. Wychodzi ze szkoły zadowolony, uśmiechnięty i świadom swojej fantastyczności, w końcu nie rozpacza, że musi iść do placówki, wraca, odrabia lekcje i zajmuje się sobą. Ted, jst bardzo dumny, że chodzi do zerówki, pisanie nagle przestało mu przeszkadzać, przyjął na klatę obowiązki i jest z siebie strasznie dumny. Fajnie jest.

Koszta


Obiecałam Wam, że policzę, ile to wszystko kosztuje i zrobię to, dajcie mi jeszcze chwilę, bo zebranie w szkole, dopiero we czwartek. Dziś mogłabym policzyć publiczne przedszkole, ale nie zrobię tego, bo piątek nie jest od tego, żeby się denerwować... Tanio nie jest. Ale cóż, zostaje nam uśmiechnąć się do losu, bo to dobrnęliśmy do finiszu tego dziewiczego tygodnia i żyjemy, ja osobiście dziś wieczorem lecę po Anetę i jadę się odmóżdżać z dala od stada ;)
Wrześniem w twarz

Wrześniem w twarz

Zaczął się rok szkolny, chyba wszyscy to zauważyliśmy, nie da się nie zauważyć. Sklepy są pełne rodziców próbujących dokupić jeszcze brakujące kleje i spodenki na WF. Parkingi pod szkołami przeżywają prawdziwe oblężenie pod naciskiem samochodów rodziców pierwszaków. A w poradniach psychologiczno-pedagogicznych telefon nie przestaje dzwonić.


Pixabay/jarmoluk

Wczoraj sama wykonałam taki telefon, dodzwoniłam się szybko. Ucieszyło mnie to, bo Zygmunt chodził tam na Trening Umiejętności Społecznych, z którego byliśmy bardzo zadowoleni, a Teodor trafił tam do logopedy, takiego, z którym w końcu zaczął robić postępy i to ogromne. No więc dodzwoniłam się.

Miła rozmowa?


Pani odebrała, przedstawiłam się, powiedziałam w żołnierskich słowach o co mi chodzi, bo wiadomo, kobieta dzienni odbiera jakiś milion telefonów, pod budynkiem stoi pięć milionów interesantów, a ona też może chcieć napić się kawy, czy pójść do toalety. Moje dzieci, jako "stały klientów" zapisuje się w zasadzie dla formalności. - Niestety mam dla Pani złą wiadomość. W tym roku nie będzie TUSu - odpowiedział mi smutny głos w słuchawce. ALE JAK TO?! Przecież kompocik zawsze był! Ano w tym roku kompociku nie będzie. Logopeda - tak TUS - nie.

Rozczarowanie


Nie dopatruję się tu złej woli osób pracujących w Poradni, jestem przekonana, że recepcjonistka nie udawała żalu. Jestem przekonana, że jeśli nie ma tych zajęć, powód był ważny. Podobno nie dało się zorganizować tego czasowo. A jak nie wiadomo o co chodzi... Strasznie to smutna historia, bo dzieci nie tylko chętnie chodziły na te zajęcia, ale też uczyły się na nich bardzo przydatnych rzeczy, zawiązały się tam fajne znajomości... I co? I koniec.

Poradnie


Z moich osobistych doświadczeń (nie wiem, jak jest w innych poradniach, my byliśmy w trzech) wynika, że pracują tam naprawdę dobrzy specjaliści, ludzie lubiący swoją pracę i posiadający niemałą wiedzę i doświadczenie. Kolejki do Poradni są długie, korzystają z nich również ludzie, którzy nie są w stanie zapewnić swoim dzieciom prywatnej terapii, bo ich po prostu na to nie stać. Ta terapia przynosi efekty, jest coraz lepiej i nagle BACH! Nie ma. Smutno. Bardzo smutno.
Okiem Żywiciela. Po czym poznać,że dasz radę być Ojcem?

Okiem Żywiciela. Po czym poznać,że dasz radę być Ojcem?

Kiedyś po internecie krążył taki całkiem śmieszny tekst o tym jak to jest być ciąży. Żeby się o tym przekonać według tekstu należało na stałe przywiązać sobie dziesieciokilowy worek grochu na brzuchu, włosy pociągnąć smalcem ,bo i tak nie będziesz miał czasu ich myć, co miesiąc zanieść aptekarzowi kilka stówek ,a resztę oddać w spożywczym. To był naprawdę niezły tekst i zaskakująco prawdziwy. Jeśli oczekujesz, że ja powiem Ci czy dasz radę być Ojcem, to zastanów się jeszcze raz. Ja jestem tylko człowieczkiem z internetu, a nie wyrocznią, która zna Ciebie i Twoje życie. Mogę Ci tylko powiedzieć co ja myślę na ten temat.


Rainer_Maiores/Pixabay

Co zmienia dziecko? Zależy dla kogo, jeśli Cię ono nie obchodzi i nie masz zamiaru się nim zajmować to po prostu będzie trochę więcej awantur w domu, ale skoro nie obchodzi Cię własne dziecko to co ma Cię obchodzić ta lask, ,która krząta się w kuchni i płacze po kątach. Tylko czy na pewno tego chcesz?

Myślę,że właściwsze pytanie to: Gdzie chciałbyś żebyście Ty i Twoje dziecko dotarli za 20 lat? Jeżeli chciałbyś zbudować z nim fajną relację, nie rezygnując przy tym z wpojenia mu paru zasad i nauczenia wielu ważnych rzeczy, a przy tym rozumiesz, że to inny człowiek, który będzie miał swoją drogę ,a nie przedłużenie Twojego życia, to gratuluję właśnie zapisałeś się do kółka Syzyfów amatorów. Żart. Prawie.

Dobra Matka dla dziecka poświęca mnóstwo czasu, prawie całe serce, wiele sił, zdrowia i pieniędzy, często karierę i czasem trochę urody, a dobry Ojciec poświęca mnóstwo czasu, prawie całe serce, wiele sił, zdrowia i pieniędzy, czasem karierę.

To naprawdę nie musi być dla każdego i nie ma żadnego wstydu w tym, że nie chcesz/nie chcecie dziecka po prostu trzeba być uczciwym w tej kwestii, jak i w innych w związku, ale jeśli już się zdecydujesz, to przygotuj się na mniej czasu, kumpli, kasy, rozrywek, wyjazdów i o wiele mniej ciszy i spokoju. Za to możesz zostać Panem Miyagi, Johnem Keatingiem ze Stowarzyszenia Umarłych Poetów i Bobem Budowniczym w ciągu jednego życia.

Czy będzie ciężko? Jeśli musisz pytać, to znaczy, że wiesz zdecydowanie za mało. Kiedy warto się decydować? Nie wiem, ale stabilny związek z partnerką, której ufasz to dobry początek, problemy będą zawsze, ale jak jesteście drużyną to macie większe szanse. Bądźcie drużyną, tego Wam życzę.
Copyright © 2014 Matka Żywicielka , Blogger