Początek roku szkolnego

Drodzy rodzice, przeżyliśmy! Jest piątek dzieci są w placówkach po raz piąty w tym roku szkolnym. Udało się. Co się będziemy oszukiwać - łatwo nie było, ale dało się. Trochę się zmieniło, trochę zostało po staremu, ale idziemy na przód, zaczęliśmy nasz trzeci rok życia na wsi i nadal nie chcemy wracać do miasta, więc za nami w tym tygodniu same sukcesy.




Dobra nie same, bo w tym tygodniu udało nam się już raz zaspać, to znaczy mi, bo dzieci to na luzaku. Mam taki zwyczaj, o którym już nie raz Wam pisałam, że wstaję przed dziećmi, wypijam kawę i odzyskuję łączność z wszechświatem, zanim zacznę paniczy budzić. Potem wypijam drugą kawę do ich śniadania i już mogę wsiąść do samochodu, żeby bezpiecznie towarzystwo dowieźć do celu. W czwartek się nie udało...

Od początku


Wystartowaliśmy, jak u Hitchcocka, a potem poszło już z górki. Rozpoczęcie w szkole i w przedszkolu było na 9:00, Michał wziął więc wolny dzień i ustaliliśmy, że on pójdzie w Zetem, ja z Tedem, a potem do nich dołączę, bo wiadomo, że u starszego będzie dłużej. Wyprasowałam wszystkie koszule dziecięce jakie mamy w domu, bo może z czegoś wyrośli... Jak się okazało przy ubieraniu ze wszystkiego wyrośli przez lato. Poszli więc w takich odzieżowych kombinacjach, że nawet nie będę Wam tłumaczyć, bo to byłoby, jak próba opowiedzenia fabuły "Mody na sukces". Z domu wyjechaliśmy pół godziny przed uroczystością. Oczywiście zarówno parking w szkole, jak i ten w przedszkolu były pełne. Znaleźliśmy miejsce, jakiś kilometr od placówek.... Wypakowaliśmy się i wpadliśmy na rozpoczęcie spóźnieni o 10 minut...

Nowości


W Teda grupie jest nowa pani, przychodzi do dzieci dwa razy w tygodniu, no powiem Wam dla mnie, mimo zachwytów ogółu, szału nie robi, ale nie będę  o tym pisać, mówiłam na ten temat na insta story, jak macie ochotę być mega na bieżąco, to tam zapraszam. Co innego nowa nauczycielka wspomagająca Zygmunta. Żeby było jasne, pani, która towarzyszyła mu w ubiegłym roku była bardzo, bardzo fajna. Ale nowa, w niczym jej nie ustępuje, a przy tym, mam wrażenie, że ja i ona bardzo spotykamy się temperamentami. Widzę tu nadzieję.

Chłopcy


Zygmunt, nie wiem, czy za wsparciem wspomagającej, czy na wskutek dojrzałości mojego syna, ale nagle przestał mieć więcej zadane niż reszta. Wychodzi ze szkoły zadowolony, uśmiechnięty i świadom swojej fantastyczności, w końcu nie rozpacza, że musi iść do placówki, wraca, odrabia lekcje i zajmuje się sobą. Ted, jst bardzo dumny, że chodzi do zerówki, pisanie nagle przestało mu przeszkadzać, przyjął na klatę obowiązki i jest z siebie strasznie dumny. Fajnie jest.

Koszta


Obiecałam Wam, że policzę, ile to wszystko kosztuje i zrobię to, dajcie mi jeszcze chwilę, bo zebranie w szkole, dopiero we czwartek. Dziś mogłabym policzyć publiczne przedszkole, ale nie zrobię tego, bo piątek nie jest od tego, żeby się denerwować... Tanio nie jest. Ale cóż, zostaje nam uśmiechnąć się do losu, bo to dobrnęliśmy do finiszu tego dziewiczego tygodnia i żyjemy, ja osobiście dziś wieczorem lecę po Anetę i jadę się odmóżdżać z dala od stada ;)

6 komentarzy:

  1. Ja zebranie w zerowce mam dziś, a zerowka w szkole, wiec u nas zmiana duża. Aż się boję ile kasy będę musiała wyciągnąć z kieszeni :)

    OdpowiedzUsuń
  2. U nas właśnie rozpoczęła się 1. klasa i ostatni rok w przedszkolu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozpoczęcie roku to zawsze szalony dzień, aby się przestawić na inny tryb, zdążyć z dziećmi, wyszykować je i czasami nawet pojechac jeszcze do pracy w korkach. Ale później na szczęście już spokojniej :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja zebranie w przedszkolu już miałam, teraz czeka mnie w szkole.

    OdpowiedzUsuń
  5. Początek roku to zawsze wyzwanie;)

    OdpowiedzUsuń
  6. U nas trzecia klasa, z nową panią, a nawet dwiema, bo nasza się rozchorowała.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Matka Żywicielka , Blogger