Okiem Żywiciela: Jak prawidłowo karmić dziecko?

Okiem Żywiciela: Jak prawidłowo karmić dziecko?

Dzisiaj będę się bawił w Adama Słodowego rodzicielstwa i przedstawię krótką instrukcję wprowadzania zawartości lodówki w krwiobieg naszego ukochanego słoneczka.


Trzeba ograniczać przekąski między posiłkami. Za wszelką cenę.

Na starcie wyjaśnijmy sobie parę rzeczy, po pierwsze jeśli oczekujesz, że po posiłku pomieszczenie w którym karmimy będzie tak czyste, że nadaje się na wizytę teściowej to muszę Was rozczarować. Prawda jest taka, że każde karmienie po którym nie trzeba malować zbyt wielu ścian jest sukcesem.

Niech Miś będzie głodny


Druga sprawa to musimy sobie uświadomić, że jest jedna rzecz, która może Nam ułatwić tą czynność o 500 proc., jest nią głód naszego potomka. Bardzo możliwe, że jeśli próba karmienia wygląda jak zapasy z niedźwiedziem grizzly, to wystarczy poczekać godzinkę i będzie to karmienie koali. Naprawdę warto się zastanowić czy nie było jakichś nadprogramowych przekąsek, albo dużej ilości picia, które zapchały żołądek naszego małego kochanego worka na pieniądze. Pomaga też trochę wysiłku przed jedzeniem na przykład spacer albo po prostu szaleństwo na kanapie żeby pobudzić apetyt.

Opanuj długie kończyny 


Jak już zadbaliśmy o to żeby była chęć do jedzenia to przygotowujemy sobie plac boju. Dla cięższych przypadków polecam elegancki kaftanik z rękawami zawiązywanymi z tyłu, dla lżejszych pelerynę fryzjerską dla nas strój ochrony przeciwgazowej. Jeśli chodzi o miejsce to ja preferuję metodę pustych przestrzeni i zabieram co można z zasięgu rąk (oczywiście nie bierzemy pod uwagę długości rąk naszego dziecka, liczy się to tak: długość ręki średniej wielkości orangutana razy dwa plus 20 centymetrów). Są ludzie, którzy zawalają młodego zabawkami, tak żeby niepostrzeżenie przemycać między różnymi melodyjkami albo błyskami porcje jedzenia. Ale metoda ta ma dwie wady po pierwsze lawirowanie łyżką wśród tylu obiektów przypomina latanie Sokołem Millenium przez pas asteroidów, a po drugie niczego nie uczymy dziecka i dajemy mu do zrozumienia, że może robić, co mu się żywnie podoba, a my odwalimy za niego całą robotę.  To się po prostu na nas zemści.

W zasięgu rąk tylko jedzenie.


Bardzo Lubię Wycierać


Można też stosować BLW (Bobas lubi wybór), czyli metodę dla totalnych hardcorowców i amatorów remontów ekstremalnych oraz dla mojej żony. W skrócie wygląda to tak, że sadzasz dziecko, stawiasz przed nim jedzenie w nietłukących się naczyniach i odsuwasz się na bezpieczną odległość (żartuje, nie ma takiej, no chyba, że sąsiednie województwo). Poza oczywistymi minusami metoda ta ma te plusy, że dziecko rozwija się manualnie i ogarnia te całe sztućce no i można porobić mu kompromitujące zdjęcia, które będziemy wyświetlać na projektorze podczas jego 18-tki.

Rybki czy akwarium? Biorę wszystko


Ja preferuję metodę pośrednią. Przygotowujesz przestrzeń (jeśli oglądaliście Dextera to wiecie o czym mówię, a potem dajesz dziecku łyżkę jako atrybut władzy, żeby czuło, że coś tutaj zależy od niego (łyżka jest dużo bezpieczniejsza od widelca, dla nas oczywiście, ale dziecku może być jednak wygodniej miotać trójzębem i nadziewać na niego swoją ofiarę, czyli np.marchewkę). Teraz najważniejsze to przełamać barierę, biorę ciut jedzenia na łyżkę i jeśli dziecko nie otwiera ochoczo buzi to brudzę mu usta jedzeniem. Tak trochę, usta, nie czoło, ma dosięgnąć do próbki językiem, żeby miało szansę sprawdzić, czy bardzo ohydne i trujące jest to, co próbujesz mu podać. Nie trzeba nic wpychać, po prostu dziecko samo się obliże i tym sposobem spróbuje jedzenia. Ta odrobina jeśli dziecko jest głodne uruchamia takie ssanie w żołądku naszej ofiary naszego maleństwa, że reszta jest już formalnością. Pozwalasz dziecku samodzielnie wkładać jedzenie jego łyżką, jednocześnie podając trochę swoją. Wkładasz pełne i wyjmujesz puste, aż nastąpi protest, wtedy zaglądamy do buzi i jeśli w przełyku widać jedzenie to znaczy, że napełniliśmy dziecko w stopniu wystarczającym i można przestać.

Konsekwencja Bracia (i Siostry)


Nie twierdzę, że metoda działa w 100 proc. ale jeśli będziemy konsekwentni i powstrzymamy się przed podkarmianiem przed posiłkiem i pokażemy naszej słodszej wersji kota ze Shreka, że łzy i krzyki na nas nie działają, że nie negocjujemy z terrorystami i jedyne na co może liczyć to zaległy obiad, którym pogardził to mamy szansę wypracować coś w rodzaju porozumienia. Ty jesz obiad, a tatuś nie popada w obłęd.

Po jakimś czasie malowanie wypada już tylko raz w tygodniu.

Copyright © 2014 Matka Żywicielka , Blogger